piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 12

Obudził mnie bardzo intensywny zapach.Zaciekawiona wstałam i zeszłam po schodach do kuchni.A kogo tam zobaczyłam....Malika.
-Cześć śpiąca królewno.
-Hejka.-odpowiedziałam mulatowi-Co tam pichcisz?
-Naleśniki...
-Z truskawkami.Takie jakie lubisz.-usłyszałam dobrze mi znany głos dochodzący z kanapy
-Ty też tu jesteś Tomlinson?
-Jak widać.-mruknął
-W ogóle jakim cudem się tu dostaliście.Przecież pamiętam jak zamykałam wczoraj drzwi.
-Może twój kochaś wyszedł i o tym zapomniał...
-Nie trzeba było mówić Louisowi gdzie trzymasz zapasowe klucze.-przerwał brunetowi Zayn
-Doniczka.Shit.-pacnęłam sie ręką w czoło
-Twój chłoptaś zostawił tobie liścik....-Louis pomachał kartką,a ja ją szybko wyrwałam z jego ręki
-Ten chłoptaś ma imię.-mruknęłam
-Jakie?Stefan..?
-Nie.Tom.-przerwałam mu i odczytałam liścik:
"Tak słodko spałaś,że aż żal było Cie budzić.Wyszedłem do nowej pracy.Trzymaj za mnie kciuki....A dziś mam mały "występ" w Coffe Cafe,więc jeśli miałabyś ochotę mnie posłuchać to przyjdź.
                                                                                               Tommy"
-I co?Seksu dziś nie będzie?-zapytał udawanym,smutnym głosem Louis
-Tomlinson wypierdalaj z mojego domu!-krzyknęłam
-Mam prawo tu przebywać.
-Właśnie,że nie!Chyba wiesz gdzie są drzwi.
-No właśnie nie za bardzo się orientuję....
-To ja ci kurwa pokaże.-dosłownie wzięłam go za szmaty i wytargałam na wycieraczkę za drzwiami.
-Ja też mam wyjść?-zapytał Zayn
-Ty nie zachowujesz się jak twój pojebany przyjaciel.
-Ja tu marznę!!-usłyszeliśmy krzyki Tomlinsona 
-A domu to ty nie masz?!!!-wydarłam się
***
-Alex!!Alex gdzie ty do cholery jesteś?!-usłyszałam krzyki Rose z dołu.Zakręciłam wodę,owinęłam się w ręcznik i zeszłam do salonu.-Nie uwierzysz co się stało?!
-No co?Przespałaś się z Styles'em i okazał się słaby w łóżku?-powiedziałam znudzonym głosem
-Co?Nie...Jeszcze nie.W ogóle co ty mi tutaj wygadujesz o jakimś łóżku?Ja mam ważną wiadomość do ciebie...
-Jeżeli dotyczy Tomlinsona to lepiej nie mów.-przerwałam jej
-Zostań najlepiej jasnowidzem,bo o niego mi chodzi.Kiedy wrócił od ciebie do domu przyszła Eleanor...
-Chyba Lenor miałaś na myśli.-poprawiłam przyjaciółkę
-NO właśnie....I ona przyszła i....
-I..??
-Błagała Louisa żeby dał jej drugą szansę.
-Żartujesz?Klęczała przed nim?
-No.
-Szkoda,że tego nie nagrałaś...
-No co ty!Miałabym przegapić taką scenkę.-blondynka rzuciła mi telefon.
-Rose?!Rose,jesteś tu?!-usłyszałyśmy Harrego-Zostawiłaś Ki.....Ooo,Alex....Mogłaś zadzwonić do mnie i powiedzieć,że nie masz ciuchów.....Z chęcią bym ci pożyczył.....
-Harry zamknij się.Alex ma cały pokój ciuchów,więc na pewno nie będą jej potrzebne twoje bluzki....Ale mnie TAK.-podkreśliła ostatnie słowo Brown
-Skarbie możemy jechać do galerii po nowe rzeczy...
-Rose,Harry!!Zostawiliście Kitty u nas w do.....-do salonu wparował Louis-Alex.....Nie krępuj się,możesz zdjąć ten ręcznik.Przecież ja i Harry już nie raz widzieliśmy nagie ciało kobiety...
-A jak tam Lenor,pajacu?-przerwałam brunetowi
-Co?Jaki Lenor?Aaa....Chodzi ci o Eleanor?
-Brawo geniuszu.-klasnęłam w dłonie
-Jesteśmy znów razem.-powiedział uradowany
-I ty od tak sobie przebaczyłeś tej wiedźmie!?Ona obrażała mnie i Rose!!A ty jej wybaczasz!!-podeszłam do niego
-Przecież sama mówiłaś,że nie jesteśmy przyjaciółmi.
-Ale to nie oznacza,że ona ma prawo mnie wyzywać od szmat!Ona jest chorobliwie o ciebie zazdrosna!!Nie można z tobą normalnie porozmawiać,bo w jej oczach już jesteś nikim!
-Ale ty nigdy ze mną nie rozmawiałaś normalnie!!Zawsze musimy na siebie krzyczeć!
-I co z tego!Ale chodziło mi o Rose!!Ona z tobą normalnie gada!!Sama nie wiem jak to robi!-i właśnie w tym momencie w akcje wkroczył Chucky.Podszedł centralnie pod nogi Tomlinsona,dzięki czemu chłopak się wywalił.
-Boże!!Lou,wstawaj!!Uważaj na Kitty!!-krzyczała Rose.Po tych słowach mój pies zorientował się,że Tomlinson trzyma kociaka na rękach.
-Chucky!!Zostaw tego małego kotka!!Bierz tego większego IDIOTĘ!!-krzyknęłam,kiedy lablador zaczął atakować.Harry szybko zabrał Kitty od Tomlinsona i właśnie w ten sposób zaczęła się walka bruneta z psem.
-Czy już wystarczająco dużo oberwałem od twojego obrońcy?-zapytał Louis po 5 minutach
-Chucky,zostaw tego palanta.-pies jak na rozkaz zostawił chłopaka-A teraz nagroda.-dałam pupilkowi smakołyk i poszedł na piętro.
-Zadowolona?!-krzyknął Louis-A teraz wypierdalaj po apteczkę i opatrz mi rany na twarzy!-wskazał palcem na kuchnię
-Przepraszam,co ty powiedziałeś?-oznajmiłam spokojnie i spojrzałam na niego groźnie
-Kochana Alex,czy mogłabyś opatrzyć mi rany? Proszę.
-Lepiej.-pchnęłam go do kuchni.Pacjent usiadł na blacie,a ja wyciągnęłam apteczkę-Uprzedzam,będzie bolało.-zamoczyłam cały wacik w wodzie utlenionej i przyłożyłam do rany
-Ałł!-syknął z bólu chłopak-Delikatniej.
-Rose!Chodź!Ty jesteś delikatniejsza w tych sprawach.-rzuciłam w niego wacikiem
-Jesteś zazdrosna?-powiedział cicho,ale na tyle głośno abym usłyszała
-Co?Zazdrosna?O kogo?
-O....mnie.
-Nie rozśmieszaj mnie.-mruknęła i wyszłam z kuchni mijając się z Rose
***
Pod wieczór ubrałam się w to,zrobiłam mocniejszy makijaż,a włosy zostawiłam rozpuszczone.Gotowa wyszłam z domu i poszłam do Coffe Cafe.Dziś to pomieszczenie wyglądało troszkę inaczej. Poprzestawiali wszystkie stoły i zrobili małą scenę,na której pojawił się Tom.Zaśpiewał kilka piosenek,które bardzo ładnie mu wyszły i po skończonym "koncercie" podszedł do mnie.
-No,no,no...Tommy,śpiewasz rewelacyjnie.A wiesz,że ode mnie rzadko kto dostaje komplementy.-uśmiechnęłam się do niego
-Dzięki za komplement...
-Proszę,powiedz mi czy ja widzę to co widzę?-przerwałam mu.Chłopak odwrócił głowę w przeciwną stronę i potwierdził
-Dobrze widzisz.Idzie Louis i jego dziewczyna....jak jej tam....Benor?
-Lenor,Tommy,Lenor.
-Cześć Alex!-zawołała ta idiotka i podeszła do nas ze swoim "chłopakiem"-Jak my się dawno nie widziałyśmy,prawda?
-Czy ty jesteś dla mnie przesłodko miła po tym co mi zrobiłaś?-zapytałam
-Przecież o tej małej,nic nie ważnej kłótni chyba możemy zapomnieć,co?
-Ta kłótnia nie była mała.Wyzwałaś mnie od szmat i teraz ślinisz się,abym z tobą rozmawiała?Kochana,tak nie będzie.-nie chciało mi się z nią więcej gadać,więc przed odejściem oblałam ją piciem.
-A tak na marginesie to masz ślinkę koło ust.-mruknął do niej Tom i poszedł za mną
-Ale mnie rozzłościła ta dziewucha.-oznajmiłam,kiedy usiedliśmy przy barze
-Nie tylko ciebie.-westchnął Smitch.Już po chwili usłyszałam dźwięk pianina i głos.Nie jakiś zwyczajny,tylko taki.....taki....boski i nieziemski.Odwróciłam się w stronę sceny i ujrzałam blondyna.

-Już możesz przestać się gapić,scena jest pusta.-powiedział z rozbawieniem Tom.Potrząsnęłam głową.
-Idę go poszukać...-rzuciłam i szybko poszłam za kulisy(nie wiem jakim cudem było jeszcze jedno pomieszczenie w tej kawiarence).Był tam ON i gadał z jakimiś kolesiami.
-Czas na podryw,mówisz?-usłyszałam szept Toma
-Dokładnie.-uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do blondyna-Hejka,rewelacyjny występ.
-Dzięki.Starałem się aby osiągnąć taki efekt.-uśmiechnął się do mnie promiennie-Matt.-wyciągnął do mnie rękę
-Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-Matt,cześć!Widzę,że już zapoznałeś się z moją przyjaciółką Alex.-usłyszałam głos tej jędzy,która dosłownie uwiesiła mu się na szyi.Jestem pewna,że Lou nie nie zwróci jej za to uwagi.
-Yyyy...tak.A ty skąd mnie znasz?-zapytał zdziwiony
-To ja,Eleanor.-ustała przed nim-Córka twojego sponsora.
-Ahhh....nie,nie pamiętam.-spojrzał na nią dziwnie-Alex idziemy na jakiegoś drinka?
-Pewnie.-uśmiechnęłam się zadowolona-Pa,pa nieznana córeczko tatusia.-szepnęłam do Lenora i wyszłam razem z Mattem.

__________________________________________________
Jest kolejny rozdział.Część napisana razem z Szoko ;P.Mam nadzieję,że się podoba ;D

   

 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 11

~Oczami Rose~

Obudziłam się z wielkim uśmiechem na twarzy. Taaaak, nareszcie weekend! Spojrzałam na zegarek. Cooo?! 11:30 ?! Jak to możliwe że tak długo spałam?! Wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Szybko rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i założyłam najwygodniejsze ciuchy jakie znalazłam w szafie. Zeszła po schodach na dół i weszłam do kuchni. Mojej mamy oczywiście znowu nie było w domu. Od kiedy skończyłam 3 lata pracowała lub wychodziła gdzieś z 'kumpelkami'. Nigdy się mną nie interesowała. O ojcu już nawet nie wspomnę. Zostawił nas jak byłam jeszcze mała i od tego czasu nie mamy kontaktu. Wiem tylko, że żyje sobie gdzieś w Kentucky z żoną i córką. Ale wracając do tematu... Nie pamiętam już nawet kiedy spędziłyśmy z mamą trochę czasu razem. Niby niczego mi nie brakuje, no ale miło byłoby porozmawiać czasem z rodzicielką. Pokręciłam tylko głową i otworzyłam lodówkę. Wzięłam karton soku pomarańczowego, po czym wróciłam do pokoju. Podniosłam książkę z biurka i usiadłam na moim ulubionym miejscu, czyli na parapecie przy otwartym oknie. Zaciągnęłam się wiosennym powietrzem. O dziwo od tygodnia nie padało. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Z lektury wyrwał mnie głos
-Hej! Księżniczko! Co tak czytasz od rana?!
Spojrzałam w stronę źródła dźwięku i zobaczyłam uśmiechniętą twarz mojego chłopaka.
-Nieładnie tak podglądać, Hazz!
-Nie moja wina że mam okno naprzeciwko ciebie- wyszczerzył się
-To nie zmienia faktu że przerwałeś mi czytanie
-A może panna Rosie odłoży książkę i wpadnie do nas?!
-Pewnie, czemu nie. W takim razie zaraz będę Haroldzie. -uśmiechnęłam się i zamknęłam okno. Przebrałam się, zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i skierowałam się w stronę drzwi. Na podjeździe zobaczyłam Alex z Chucky'm i jakimś kolesiem. Szli w stronę parku i cały czas się śmiali. Będą musiała ją później zapytać kto to. Zadzwoniłam dzwonkiem i od razu otworzył mi Harry łącząc nasze usta w pocałunku.
-No błagam was, bo tu pawia puszczę! Musicie to robić publicznie?!- oderwaliśmy się od siebie słysząc zbulwersowany głos Nialla. Spojrzeliśmy na siebie i ledwie powstrzymując śmiech złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę salonu. Tam powitali nas chłopacy i rzucili się na mnie zgniatając mnie w uścisku. Później padały różne propozycje na temat tego, co mamy robić. Po długiej konwersacji doszliśmy do wniosku że obejrzymy jakąś komedię. już w pierwszych minutach było widać że jest to komedia romantyczna. Kiedy para na ekranie zaczęła się całować, Nialler spojrzał na nas i wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Harry walnął go poduszką, na skutek czego blondynowi wypadła miska z popcornem. Jedzenie rozsypało się po podłodze, a irlandczyk spojrzał na mojego chłopaka z furią w oczach i skoczył na niego. Powalił go na podłogę i zaczął okładać poduszką. Ja, próbując go bronić, walnęłam blondyna poduszką, za co oberwało mi się od Louisa. On z kolei oberwał od Zayna, który rzucając na oślep trafił też w Liama drzemiącego na fotelu. Szatyn podniósł się zdenerwowany i marudząc pod nosem coś w stylu 'idioci, wyspać się nie dadzą zmęczonemu człowiekowi' wyszedł z pomieszczenia. A nasza bitwa trwała dalej. I pewnie trwałaby jeszcze długo, gdyby do salonu nie weszła piękna, długonoga mulatka. Chłopcy rzucili się na nią zamykając w uścisku i wrzeszczeli 'cześć Dan!', czy jakoś tak. Dziewczyna wyswobodziła się spod ich rąk i podeszła do mnie z uśmiechem na twarzy. Wyciągnęła rękę w moją stronę i odezwała się
-Cześć. Jestem Danielle, ale możesz mówić mi Dan.
-Hej. Miło poznać. Jestem Rose- uścisnęłam jej dłoń
-Rose? Ta dziewczyna o której Harry cały czas nawija?- zapytała brunetka i wytknęła język w stronę chłopaka, który podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie w stronę korytarza. Kiedy uporaliśmy się z wejściem po schodach (których swoją droga mają całkiem sporo), weszliśmy do pierwszego pomieszczenia na lewo. Okazało się, że to pokój Harrego. Rozejrzałam się po wnętrzu. Było urządzone bardzo ładnie. Westchnęłam zachwycona widokiem i idąc w ślady lokatego, usiadłam na łóżku. Chłopak objął mnie i położyliśmy się obok siebie. W takiej pozycji rozmawialiśmy bardzo długo. Tematy nam się nie kończyły. W pewnym momencie zielonooki poderwał się z łóżka i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie (co on ma z tym ciągnięciem?!) w stronę wyjścia z domu. Gdy stanęliśmy już na podjeździe, Harry otworzył mi drzwi od strony pasażera, a później sam usiadł za kierownicą czarnego Range Rovera. Przez całą drogę próbowałam się dowiedzieć dokąd jedziemy. Niestety bezskutecznie. Bardzo się zdziwiłam kiedy zatrzymaliśmy się przy schronisku dla zwierząt. Jeszcze bardziej zdziwiłam się kiedy chłopak wysiadł i kazał mi zaczekać w samochodzie. Wrócił po kilkunastu minutach z wielkim bananem na twarzy i białą kudłatą kulką na rękach. Wsiadł do samochodu i wręczył mi tą kuleczkę. I wtedy białe kudłate coś poruszyło się, miałknęło i otworzyło oczka.
-Jejku, kotek! - pisnęłam ucieszona widząc małe przestraszone zwierzątko.
-Tak. Słodziutki i cały twój- uśmiechnął się Harry, na co ja rzuciłam się na niego i zaczęłam przytulać i piszczeć jak opętana. Zielonooki uśmiechając się cały czas odwiózł mnie do domu, bo zrobiło się ciemno. Jak ten czas szybko zleciał. Pod moim domem pożegnaliśmy się (chyba nie muszę opowiadać jak), po czym weszłam do budynku z Kitty na rękach. Położyłam kotkę na łóżku, szybko wykąpałam się i ubrałam w piżamę i wróciłam do pokoju. Kitty spała zwinięta w kłębek na poduszce. Z uśmiechem na ustach położyłam się obok niej i już po chwili zasnęłam
-------------------------------------------------------------------------------------------
A więc... Jest nowy rozdział. Przepraszam że taki krótki, nudny i ogółem beznadziejny. To wszystko przez brak czasu i weny. Mam nadzieję, że mimo wszystko chociaż komuś się spodoba. Kolejny rozdział od mojej Ninjy (tzn. Juls).
Czytasz = komentujesz

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 10

Oczami Alex
Że niby co?On mnie obronił?On?Sławny Louis Tomlinson broni Alexandre Parker,znienawidzoną przez niego dziewczynę.To się w głowie nie mieści.Nie wytrzymałam sama w tym domu,więc szybkim krokiem udałam się do sąsiadów obok.Bez pukania weszłam do środka.
-Gdzie Tomlinson?-zapytałam,widząc Harrego,Niall'a i Liama siedzących na kanapie 
-U siebie w pokoju.A coś się stało?-zapytał Styles
-Wszystko w najlepszym porządku.-odpowiedziałam i udałam się na piętro.Oczywiście nie pukając weszłam do jego sypialni.Leżał sobie spokojnie na łóżku.
-Przyszłaś dziękować?-zapytał,uśmiechając się 
-Nie.Przyszłam cie opieprzyć.Jak mogłeś powiedzieć,że jestem twoją przyjaciółką?Ja ciebie nawet nie lubię.Po jaką cholerę broniłeś mnie przed Thompson?Myślałeś,że po tym będę ci wdzięczna do końca życia?Że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem?Otóż nie.Już wiele razy wylatywałam ze szkół i zdążyłam się do tego przyzwyczaić.Spójrz na to z innej strony.Mnie by już nie było w twojej klasie,a ty byłbyś szczęśliwy ze swoim Lenorem.-chłopakowi zrzedła mina-Odpowiedz mi na jedno pytanie.Po jaką cholerę mnie broniłeś?
-Po taką,że cię nienawidzę.!-wydarł się
-Jakbyś mnie nienawidził to chyba byś się cieszył,że mnie wywalili.!
-Nienawidzę cie!Ale nie mogę żyć bez ciebie.Kiedy byłem z Eleanor myślałem o tobie.Nie mogę żyć bez tych naszych kłótni,przekomarzań sie,a nawet przedrzeźniania.Rozumiesz?-brunet podniósł się 
-Ja cie nienawidzę,ty mnie nienawidzisz.To jakim cudem nie możesz beze mnie żyć?Zastanów się co ty mówisz!
-Mówię to co czuję kiedy cię nie ma!-podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Myślisz,że teraz cię pocałuję?
-Taką mam nadzieję.-szepnął
-To się grubo mylisz.-mocno go odepchnęłam,dzięki czemu upadł na podłogę-Nigdy nie będziemy przyjaciółmi.Zapamiętaj to sobie.-wyszłam i mocno trzasnęłam drzwiami.Zeszłam na dół,a tam ujrzałam policjantów.
-Panna Parker?-zapytał jeden
-Tak to ja.-odpowiedziałam 
-Bardzo nam przykro,ale firma pani ojca stanęła w płomieniach dziś po południu.Wszystko spłonęło.
-Czyli,że...mój tata.....Gdzie jest mój tata?-zapytałam jąkając się
-Przykro nam,ale nikt nie przeżył.-i to był dla mnie najmocniejszy cios w serce w tym dniu.W oczach miałam łzy.Najważniejsza osoba w moim pojebanym życiu odeszła.Zostawiła mnie samą na tym popieprzonym świecie.
-To niemożliwe.-szepnęłam
-Alex,przykro nam.-Malik objął mnie od tyłu
-Zostaw!-krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęcia.Popatrzyłam jeszcze raz na chłopców i wybiegłam z ich domu."Gorzej być nie może"-pomyślałam.Oczywiście jak na złość zaczął padać deszcz.Biegłam nie oglądając się za siebie.Kierowałam się na stary pomost nad Tamizą.Nikt nie wiedział o jego istnieniu,więc nikt mnie tam nie znajdzie.Po nie całych 5 minutach dotarłam tam.Nic się nie zmieniło.Na drzewie nadal stał domek oraz 2 huśtawki.Wspomnienia wróciły.I nie wychodziły z mojej głowy.Teraz mogę trafić do domu dziecka.Nie chcę tam.A do mamy na pewno nie polecę.Zostawił nas dla jakiegoś francuza.Idiotka.Tata mi opowiadał jak zawsze na mnie narzekała.Nienawidzę ją za to.Weszłam ostrożnie na drzewo,a potem do domku.Wszystko zostało w idealnym porządku jak przed kilkoma latami.Moje rysunki,układny taneczna narysowane na dużych kartkach,mój ulubiony wielki miś,którego dostałam od taty na urodziny.Oraz tablica korkowa ze zdjęciami.Na samym środku było powieszona fotografia przedstawiająca mnie i Rose.Mimowolnie uśmiechnęłam się przez słone łzy.Obok ja z moim starym przyjacielem.Poznaliśmy się jak miałam 5 lat w małym miasteczku,gdzie mieszkała moja babcia.Tom.Miał na imię Thomas.Był moją pierwszą miłością.Ostatnie nasze spotkanie było właśnie tu.Przyjechał do mnie na weekend.Bawiliśmy się wspaniale.Do czasu,kiedy poślizgnął się.Trzymałam mocno jego rękę,ale byłam za słaba.Puściłam go i on wpadł do rzeki.Straciłam go.I to moja wina.Nikomu o tym nie powiedziałam,nawet jego rodzicom.Biedni ludzie rozwieszali ulotki o jego zaginięciu.Teraz pewnie są gdzieś tam w górze razem z nim.Nagle usłyszałam głos."Alex".Przeraziłam się,kiedy zdałam sobie sprawę,że ten głos należy do Toma."Alex,nie pozwól mi spaść".Zeskoczyłam z drzewa i podeszłam do linii,która oddzielała rzekę od lądu."Mieliśmy być razem aż do śmierci.Skocz i bądźmy razem.Już na zawsze."Większy strumień łez popłynął po moich policzkach.Uklękłam i nawet nie wiem kiedy się zachwiałam i spadłam.Znaczy spadłabym,ale ktoś złapał mnie za rękę.Popatrzyłam w górę.Ujrzałam nieznanego mi chłopaka.
-Puść mnie!!-krzyknęłam
-W twoich snach.-odpowiedział zachrypniętym głosem i wciągnął mnie-Oszalałaś do reszty?
-Tak.Oszalałam.
-Jestem Thomas Smith.-wyciągnął do mnie dłoń
-Jak?Tom?-zapytałam przerażona 
-Tak.Coś nie tak z moim imieniem?
-Nie,nie.Po prostu miałam kiedyś przyjaciela,który też miał takie imię.Z resztą nie ważne.Jestem Alexandra Parker,ale wszyscy mówią do mnie Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-To teraz mi wytłumacz dlaczego chciałaś się zabić.
-Muszę?-zapytałam 
-Tak.-odpowiedział stanowczo,więc zaczęłam opowiadać całą historię
-To mówisz,że umiesz tańczyć?-zapytał po mojej długiej przemowie
-Tylko to zapamiętałeś z mojej wypowiedzi?
-Chyba lepiej jest rozmawiać na przyjemne tematy zamiast o czymś co zmusza cię do płaczu.
-Racja.A więc,tak.Tak tańczę.
-To pokaż.
-Ale pada deszcz.
-To chodźmy do twojego domu.
-Ok.-bardzo szybko dotarliśmy do mojego domu.Zaprowadziłam go do pokoju,w którym jedna ze ścian była pokryta lustrami
-Wow.Nie wiedziałem,że masz własną salę do robienia prób.-skomentował Smith-No,tańcz.-uśmiechnął się do mnie.Jak powiedział,tak zrobiłam.Zatańczyłam mu kawałek mojego nowego układu,a kiedy skończyłam na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-Jestem twoim fanem.Moja królowo powiedz co mogę dla ciebie zrobić.
-Napić się ze mną.-odpowiedziałam bez namysłu-Chcesz herbaty czy coś mocniejszego?
-Mocniejszego.
-Ok,zaraz coś znajdziemy.A ty idź do mojej sypialni.Drzwi na przeciwko.-powiedziałam i wyszłam z pokoju.Powędrowałam do mini biura taty.Podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę z napisem Jack Daniels.Z uśmiechem poszłam do mojej sypialni.
-Skąd masz taką zajebistą przepaskę z kokardką?-zapytał z zachwytem Tom 
-Dostałam od przyjaciółki na urodziny.-odpowiedziałam,śmiejąc się -Zabieram ją do siebie.
-O nie,nie,nie.Ona zostaje ze mną.I koniec rozmowy.
-Co przyniosłaś ciekawego?-zapytał patrząc na butelkę
-Jack Daniels.Zawsze wykradałam tacie alkohol z barku.Oczywiście nigdy się niczego nie domyślił.-oznajmiłam,siadając obok łózka i oparłam się o nie.-Zapomniałam o szklankach.
-Pieprzyć szklanki.Będziemy pić z gwinta.-chłopak machnął ręką i usiadł koło mnie-Ja pierwszy!
-Ja druga!-nagle usłyszeliśmy szczekanie psa
-A ty będziesz trzeci!-zawołał Smith,wskazując palcem na labladora
-Głuptasie,trzeba wyjść z Chucky'im na spacer.
-Spacer?Chucky?Głuptasie?
-Później się napijemy...
-Chociaż jeden łyczek?-zapytał robiąc maślane oczy
-Jeden.-brunet napił się pierwszy,ja druga i wyszliśmy z pieskiem na spacer.Chodziliśmy po parku chyba z godzinę.Oczywiście musieliśmy na kogoś wpaść.Tym kimś okazał się Louis.Spojrzał srogo na mnie,a potem zmierzył wzrokiem Toma.
-Zayn się martwi.-rzucił,nie okazując przy tym żadnych emocji i poszedł dalej
-Zayn?Mam być zazdrosny?-Smith uśmiechnął się złośliwie 
-Nie masz takiego powodu.To tylko przyjaciel.
-A ten tu?-chłopak odwrócił głowę i wskazał na Tomlinsona
-Wróg numer 1.-zaśmiałam się złowieszczo
-Nic się nie zmieniłaś.-szepnął,ale na tyle głośno,że dosłyszałam
-Zmieniłaś?Co ty,śledziłeś mnie w przeszłości?-zapytałam poważniejszym głosem
-Przecież znamy sie od dawna.Byłem twoją pierwszą miłością.
-Co ty pieprzysz?Przecież Tom nie...-urwałam
-No,dokończ.
-Nie....nie żyje.-zwiesiłam głowę
-Dlaczego to ukrywałaś?!Nikomu o tym nie powiedziałaś!
-Byłam mała,spanikowałam.....A tak w ogóle to nie wiesz co się w tedy stało,więc się nie wtrącaj!
-Właśnie,że wiem!To ja!Twój kochany Tommy!Przeżyłem!Zadowolona?-wydarł się
-Co?-szepnęłam-To niemożliwe...Ale jak?
-Znalazła mnie jakaś starsza kobieta i zabrała do szpitala.Kiedy jej mówiłem,że chcę wrócić do domu to zawsze rzucała rzeczami o podłogę i darła się w niebo głosy.Nie mogłem stamtąd uciec.Już nigdy więcej nie zobaczyłem rodziców...-usiadł na ławce-Rozumiesz?Potem zacząłem cię szukać i...znalazłem.Tylko ty zostałaś jedyną bliską mi osobą.
-Tom ja....nie zdawałam sobie z tego sprawy.Przepraszam.-usiadłam obok i wtuliłam się w jego tors
-Nie masz za co przepraszać.-pocałował mnie w czoło-No...to na mnie już czas.Muszę kupić jakieś mieszkanie i poszukać pracy.-zaczął wstawać
-Nie!-złapałam go za rękę-Ja mam wolny dom.Przecież nie pozwolę ci się szlajać po ulicach.Jesteśmy nadal przyjaciółmi,prawda?
-Tak.A ja nadal cię pociągam,prawda?-uderzyła go w ramię
-Nic się nie zmieniłeś!-krzyknęłam i wskoczyłam mu na barana.
***
-Alex!-krzyknął Malik,kiedy weszłam do jego sypialni i mocno mnie przytulił
-Żyję,jak widzisz.-chłopak puścił mnie i dopiero teraz zobaczyłam jak ma urządzony pokój-Wow,Malik.Nic nie mówiłeś,że malujesz spray'em po ścianach.-skomentowałam widząc rysunki na ścianach-Musisz zrobić takie arcydzieło u mnie w sypialni.
-Pewnie.Kiedy tylko chcesz.-zaśmiał się
-Alex,robimy kolację.Chcesz zostać?-zapytał Harry wychylając głowę zza drzwi
-A Tomlinson też będzie?
-Tak.
-Żegnajcie.-machnęłam ręką i zaczęłam wychodzić z pokoju
-A co?Pokłóciłaś się z nim?-Styles nie odpuszczał i szedł za mną
-Przecież my zawsze jesteśmy pokłóceni.Jesteśmy WROGAMI.-ostatnie słowa powiedziałam głośnie,aby wszyscy usłyszeli i wyszłam z domu sąsiadów.
_________________________________________________
Wow...jaka mnie wena wzięła.Mam nadzieję,że nie za długie?:P
Next będzie od Szoko.~Juls :D  


  


sobota, 5 października 2013

Rozdział 9

~Oczami Rose~

Obudziłam się około godziny 7:30. Strasznie bolała mnie głowa. Cholerny kac! Na początku nie pamiętałam nic. Później zaczęłam kojarzyć fakty: Impreza u Toma. Upicie Eleanor. Pocałunek z Harrym. O cholera. Stwierdziłam, że mimo wszystko nie mogę spóźnić się do szkoły. Szybko wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki. Ubrałam się i uczesałam w chyba rekordowym tempie. Zbiegłam po schodach na dół i chwytając w biegu torbę wyskoczyłam na zewnątrz. Nie patrzyłam gdzie biegnę i zderzyłam się z czymś, a raczej kimś. Przede mną stał Harry. 
-Co ty tu robisz?- zdziwiłam się
 -Mieszkam obok, a poza tym miałaś jechać z nami do szkoły, więc pomyślałem że wpadnę po ciebie. Widzę, że jesteś już gotowa. To co, idziemy?- i nie czekając na moją odpowiedź ruszył w stronę samochodu. Ja oczywiście ruszyłam za nim. Okazało się, że Alex też jedzie z nami, więc musieliśmy rozbić się na 2 auta. W pierwszym jechali Louis, Zayn, Niall i Alex, a w drugim ja, Harry i Liam. Prowadził Daddy, który cały czas nas zagadywał. Niestety, między mną a loczkiem panowała niezręczna cisza. Najwyraźniej obydwoje mieliśmy w pamięci wydarzenie z wczorajszej imprezy. Nagle Liam zatrzymał się koło wejścia do parku.
-Dobra, mam tego dość. Wysiadajcie. Musicie się jakoś dogadać. Wracam po was za godzinę, ogarnijcie się w tym czasie- powiedział wypychając nas z samochodu i odjeżdżając z piskiem opon.
'Wariat' pomyślałam. Stałam tak i gapiłam się na jezdnię nie wiedząc co teraz robić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Harolda
-Um...Rose...To wczorajsze, ja...
-Wiem Harry, przepraszam, jestem taką idiotką...
-Nie jesteś idiotką. A jeśli już to moją kochaną idiotką- zaśmiał się a ja poczułam jak moja twarz robi się czerwona. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem w oczach
-No i ten... chciałem zapytać czy to co mówiłaś wczoraj było serio
Wbiłam wzrok w ziemię i czując że czerwienię się jeszcze bardziej wybąkałam pod nosem krótkie 'tak'
-Co mówiłaś?- widać było że chłopak nie usłyszał
-Mówiłam, że TAK. To było serio- odpowiedziałam
I wtedy Harry zrobił coś, czego totalnie się nie spodziewałam. Podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Na początku byłam zaskoczona, ale potem zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie po chwili (zbyt krótkiej jak dla mnie). Chłopak spojrzał mi w oczy i odezwał się
-A więc... Rosalie Brown, czy zostaniesz moją dziewczyną?
-Hm... -udałam że się zastanawiam- no pewnie że tak, wariacie!- dodałam szybko widząc minę loczka.
Nasze twarze były już bardzo blisko siebie, kiedy usłyszeliśmy dźwięk klaksonu. Szybko od siebie odskoczyliśmy i ruszyliśmy w stronę samochodu Liama. Oczywiście spóźniliśmy się na lekcje, a jakżeby inaczej... Na nasze szczęście była akurat przerwa. Odszukałam wzrokiem przyjaciół i ciągnąc Harrego za rękę kierowałam się w ich stronę.
-Hej! Gdzie byliście tak długo?- zapytała wyraźnie zaciekawiona Alex.
-Wiesz... Bardzo mądry Liaś zostawił nas w parku-zaczęłam, a cała banda parsknęła śmiechem
-No ale ja to się w sumie cieszę że to zrobił- wtrącił się mój chłopak (jak to fajnie brzmi).
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się. Lokowany zaczął mnie całować. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, cała czwórka (czyt. Niall, Alex, Louis i Zayn) patrzyła na nas w osłupieniu. Ich miny- bezcenne. Byłam bardzo blisko wybuchnięcia śmiechem. Zerknęłam ukradkiem na Harolda, który był w podobnej sytuacji, tylko że on nie wytrzymał i już płakał ze śmiechu. Nie udało mi się powstrzymać i już po chwili robiłam to samo. Pozostali popatrzyli na nas i także zaczęli się śmiać. Napad głupawki przerwało nam pojawienie się Lenora. Wspominałam już że jej nienawidzę?
-Witaj Louis- brunetka podeszła do chłopaka i przywitała się z nim. Następnie złapała go za rękę i pociągnęła w stronę szkoły nie zaszczycając nas nawet spojrzeniem. Pf...
***
Ostatnią lekcją w planie był wf. Jak ja nienawidzę sportu -.- Zrezygnowana powlekłam się do szatni i w głupawym stroju weszłam na salę gimnastyczną. Okazało się że mamy grać w siatkówkę. I to jeszcze z chłopakami. Jak ja to przeżyję?! Na szczęście byłam w drużynie z Alex. Ona jest świetnym sportowcem. Mam nadzieję, że będzie mnie osłaniać, tak jak robi to zawsze. Spojrzałam na nią błagalnie. 'Nie martw się, damy radę' szepnęła mi bezgłośnie. I w taki oto sposób udało mi się przetrwać całą lekcję. Teraz pozostawało tylko jak najszybciej przebrać się z powrotem w moje ciuchy i udać się na zajęcia muzyczne prowadzone przez chłopaków. Dotarłam tam przed czasem, ale mimo wszystko byłam ostatnia. Jak ci ludzie to robią?! Kiedy już zajęłam moje stałe miejsce w ławce pod oknem, zajęcia się rozpoczęły.
-Dzisiaj mamy do omówienia ważną sprawę. Jak pewnie wiecie, lub nie wiecie, za tydzień w naszej szkole odbędzie się zbiórka pieniędzy na schronisko dla zwierząt. Dyrektorka postanowiła, że wszyscy uzdolnieni uczniowie mają występować. Wiemy już, że wystąpią dziewczyny z kółka tanecznego, teatrzyk szkolny i prawdopodobnie sportowcy też. I teraz zwracam się z prośbą do kilku z was, aby dołączyli się do występu. Kate, Rose, Meggie, Dyllan, co wy na to? - uśmiechnął się w naszą stronę. Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami. Ale ja miałam pomysł
-Tylko jeśli wy też wystąpicie- uśmiechnęłam się chytrze
-Nie wiemy czy Paul pozwoli, ale w sumie dlaczego nie- odezwał się Nialler
-Tak, masz rację. To świetny pomysł- poparł go Louis
-Rose zawsze ma świetne pomysły- prychnął Harry
A zaraz potem zadzwonił dzwonek oznajmujący że możemy iść już do domu.
***
Szłam szkolnym korytarzem kiedy poczułam że ktoś szarpie mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Eleanor.
-Czego chcesz? - niemalże warknęłam
-Chcę żebyś zostawiła mojego chłopaka w spokoju szmato. On jest mój!
-No chyba sobie kurwa jaja robisz. On jest moim przyjacielem. Nie będziesz mi mówiła co mam robić . -zdenerwowałam się
-hahahaha- zaśmiała się ironicznie- jeszcze się przekonamy dziwko
I odeszła zostawiając mnie w stanie totalnego osłupienia.
***
Przed szkołą czekała na mnie Alex. Podeszłam do niej i zaczęłyśmy kierować się w stronę mojego autka. Tam czekała na nas niespodzianka. Księżniczka Eleanor stała opierając się o maskę mojego cudeńka.
-Witajcie dziewczyny. Starałam się być miła, ale widzę że do was nic nie dociera. Czas więc pokazać na co mnie stać.- zaśmiała się złowieszczo
-O co ci chodzi?- zapytałam zdezorientowana
-O to że obie macie odpieprzyć się od mojego Louiska. On jest mój i tylko mój. Nie zwróci uwagi na żadną z was tak czy inaczej.
-Spierdalaj pojebany pustaku bo jak ci przypierdole to ta twoja wytapetowana buźka już nie będzie tak śliczna. Ciekawe czy wtedy też będziesz taka odważna- wrzeszczała Alex, ale brunetka tylko się zaśmiała. Wtedy moja przyjaciółka rzuciła się na nią i zaczęła okładać pięściami. Powstrzymałabym ją, no ale nie chciałam oberwać. A poza tym Lenorowi się należało. Bitwę, a właściwie bicie dziewczyny przerwała pani Thompson, nauczycielka od matmy.
-Pani pójdzie ze mną, panno Parker- zwróciła się do dziewczyny. Chciałam pomóc przyjaciółce, ale mordercze spojrzenie nauczycielki mnie powstrzymało. Na szczęście w jej obronie stanął nie kto inny jak... Louis Tomlinson, chłopak który pozornie nienawidził Alex. I chyba z wzajemnością. Tak mi się przynajmniej wydawało. Aż do teraz.
-Pani Thompson, a może zapomnimy o tej sprawie? Przecież to był jej pierwszy wybryk- uśmiechnął się słodko w stronę nauczycielki.
-Louis, wiesz bardzo dobrze że nie mogę tak tego zostawić. Aleksandra pobiła koleżankę- próbowała bronić swojego zdania kobieta
-Przypominam, że w stosunku do nas jest pani bardzo wyrozumiała. Dlaczego dla tej dziewczyny nie może pani zrobić wyjątku i potraktować jej trochę łagodniej?
-No dobrze. Ale nikomu ani słowa- zmiękła nauczycielka
-Dziękujemy, pani Thompson- wyszczerzył się chopak
-Nie denerwuj mnie Tomlinson- zaśmiała się i wróciła do szkoły
Alex stała w miejscu i wielkimi oczami gapiła się na Lou. Tymczasem Eleanor cała czerwona z wściekłości i posiniaczona wydarła się na biednego chłopaka
-Co ty odpierdalasz?! Ta idiotka chciała mnie zabić a ty jeszcze jej bronisz? Co ty sobie myślisz? Im ona dla ciebie jest?!
-Eleanor, uspokój się. Alex jest moją przyjaciółką i nie mogłem pozwolić żeby wyleciała ze szkoły- tłumaczył się brunet
-Mimo wszystko nie podoba mi się to. Wybieraj: Ona, albo ja- wrzasnęła
I wtedy nie wytrzymałam
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! Każesz mu wybierać między tobą a przyjaciółmi?! To już jest naprawdę pojebane!
-Rose, spokojnie- złapał mnie za ramię Louis
-Eleanor, ty żartujesz, prawda?- zwrócił się tym razem w stronę brunetki
-Nie Lou, nie żartuję. Wybieraj. TERAZ- wysyczała przez zaciśnięte zęby
-Gdybyś naprawdę mnie kochała nie kazałabyś mi wybierać. Mam prawo spotykać się z przyjaciółmi a tobie nic do tego - warknął
-Świetnie! Więc spierdalaj do tych swoich pojebanych przyjaciół! - wrzasnęła i oddaliła się w stronę swojego samochodu.
-Lou... - zaczęłam
-Nic nie mów Rose. To i tak by się kiedyś wydarzyło- westchnął chłopak i też się oddalił. Pociągnęłam Alex za rękaw (cały czas stała z wielkimi oczami) i wsiadłyśmy do samochodu. Przez całą drogę żadna z nas się nie odezwała. Pod moim domem rozeszłyśmy się w milczeniu. Wpadłam do mojego pokoju i nawet się nie przebierając rzuciłam się na łóżko, po czym zasnęłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 9 rozdział. Przepraszam że taki krótki i beznadziejny. I do tego z dużym opóźnieniem. Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic, poza klasycznym brakiem weny. Mam nadzieję, że zrozumiecie. A wam jak podoba się rozdział? Macie jakieś propozycje na dalszy rozwój wydarzeń? ~Szoko

środa, 11 września 2013

Rozdział 8

Oczami Alex:
Haha,udało nam się!Upiłyśmy tego idealnego Lenora i na dodatek Tomlinson mocno się na nią wkurzył.Cel został osiągnięty.Już chciałam przybić piątkę Rose,ale ona gdzieś zniknęła.Wzruszyłam tylko ramionami i podążyłam w stronę baru.Pewnie,bo co innego może robić Alexandra Parker na imprezie...Korzysta z darmowego alkoholu.Wypiłam z 2 drinki i zauważyłam Zayna idącego w moją stronę.
-No siema,siema!Napijesz się ze mną?-zapytałam,gdy ustał koło mnie
-Ty to już chyba za dużo wypiłaś.
-To chyba ty nigdy mnie nie widziałeś schlanej w trzy dupy....A chcesz zobaczyć taki widok?Z chęcią napiję się jeszcze.-machnęłam do barmana,który zrobił mi następnego drinka
-Tak,a potem ktoś będzie musiał odwieźć cię do domu.
-Jak chcesz to mogę sama się do niego doczołgać.-chłopak zaśmiał się krótko-Poproszę 2 butelki wódki!!-krzyknęłam i od razu przede mną pojawił się alkohol-Jedna dla mnie i jedna dla ciebie.
-Nie dzięki.Chcę pamiętać ten moment kiedy będziesz upita w trzy dupy.
-Nie,to nie.Twoja strata.-wzięłam jedną butelkę.Bez problemu ją otworzyłam i pijąc ruszyłam w stronę parkietu.Zaczęłam tańczyć z każdym po kolei.Nie liczyło się czy to chłopak,czy dziewczyna.Dla mnie najważniejsza jest zabawa.Nagle zobaczyłam pijanego Niall'a,który wskoczył na stół.Nie czekając długo wskoczyłam do niego.Zaczęliśmy tańczyć i pić wódke prosto z butelki.
-Koniec tej zabawy!-krzyknął Tomlinson po kilkunastu minutach 
-A gdzie masz swojego Lenora piesku?
-W domu.Śpi,bo ją tak schlałyście.
-My?Ciebie chyba główka boli od jej lakieru do włosów.To Rose ją upiła.Albo nie...inaczej.Zaproponowałyśmy jej kulturalnie jednego drinka na zgodę,a to już nie moja wina,że sama zaczęła pić więcej.
-Tssaa...jasne.Zeskakuj z tego stołu.Jedziemy do domu.
-Tomlinson nie tak ostro.Mówisz o moim domu czy twoim?
-Spokojnie,jedziemy do ciebie.Tylko mam nadzieję,że masz gdzieś tam prezerwatywy.
-Jasne trzymam je pod łóżkiem.-chłopak zaśmiał sie
-Złaź.
-A złapiesz mnie tak jak w Dirty Dancing?
-Oczywiście.-skoczyłam,a brunet złapał mnie i przerzucił przez ramię
-Wiesz co?Panna idealna nie będzie zadowolona z tego,że się prześpimy.
-Chyba,że nikt jej o tym nie powie.-Louis ruszył w stronę wyjścia
-A mogę prowadzić?
-Nie.-odpowiedział i wsadził mnie na miejsce pasażera
-Ale ty nie wiesz gdzie ja mieszkam.To jest ściśle tajne.
-Przecież jesteśmy sąsiadami.Zawsze wieczorem siadam na parapecie i podglądam cię przez okno.
-ZBOCZENIEC!LUDZIE RATUJCIE,ZBOCZENIEC!!!
-Przestań się drzeć.
-Jedźmy już do tego domu.
-Już pod nim jesteśmy.
-To my mieszkamy tak blisko Toma?-zapytałam zdziwiona
-Tak,no widzisz.Wysiadaj.-Lou obszedł samochód i otworzy moje drzwi
-Dziętki.-powiedziałam i wstałam.Przeszłam kilka kroków i się zachwiałam.
-Lepiej uważaj.-oznajmił brunet i podtrzymał mnie
-Masz gdzieś klucze?
-Skąd mam mieć klucze do twojego domu?
-No wiesz,myślałam,że jak mnie podglądasz to dorobiłeś sobie moje klucze,żeby przyjść do mnie w nocy i mnie zgwałcić.
-Aż takim zboczeńcem to nie jestem.
-Dobra,dobra.Klucz jest pod doniczką.-chłopak szybko odnalazł klucz i otworzył drzwi.Zrezygnowana weszłam i usiadłam na pufie w korytarzu.-Sługo!Buty!-krzyknęłam i wskazałam na moje stopy
-Już się robi księżniczko.-chłopak oparł się o futrynę drzwi i przyglądał mi się
-Ja tu na coś czekam.
-To sobie długo poczekasz.
-Ty małpo!!Ja tu jestem pijana,a ty powinieneś mi pomagać!A masz ty niewdzięczny sługusie.-zdenerwowana rzuciłam w niego szpilką,którą zdjęłam ze stopy.Niestety chłopak zrobił unik,dzięki czemu nie dostał w głowę.Tak samo postanowiłam uczynić z drugim butem.Celowałam tam gdzie słońce nie dochodzi,ale oczywiście Tomlinson podskoczył.-Szpilki mi się skończyły....Zaraz,zaraz.Ja przecież mam psa.Chucky!!Chucky ratuj!!
-Nie krzycz tak,bo on sobie smacznie śpi.
-Śpi?-wstałam i podeszłam do Lou.Malutka czarna kuleczka spała sobie w najlepsze na kanapie-Ohh,jak słodko..
-Słodko?Takie słowa jest w twoim słowniku?
-Oczywiście.Jest zarezerwowane tylko dla Chucky'ego.-odwróciłam się i kierowałam sie w stronę schodów
-A ty gdzie?
-Spać?Wiesz,w przeciwieństwie do ciebie jestem bardzo zmęczona.-weszłam na pierwszy stopień-Pierwszy schodek.....drugi schodek....trzeci schodek....-i tak zaczęłam liczyć
-Pomogę ci.-zaoferował się chłopak i wziął mnie na ręce
-Oj gdyby nas teraz zobaczył idealny Lenor....-szepnęłam mu na ucho
-To byś miała przejebane.
-Ja?Dlaczego właśnie ja,a nie ty?
-Bo ja jestem jej chłopakiem i jestem pod ścisłą obroną.I tak wszystko zwaliłbym na ciebie.
-Ależ jesteś miły.-nagle chłopak rzucił mnie na łóżko
-Pomóc ci się umyć też mam?
-Z chęcią.Zawołam kiedy możesz umyć mi plecki.-wzięłam piżamę i poszłam do łazienki.Napuściłam gorącej wody do wanny i zrobiłam ogromną pianę.
-Tomlinson!!Możesz przyjść!!-wydarłam się,gdy się umyłam
-Myślałem,że żartujesz.-stwierdził stojąc pod drzwiami
-Po pijaku wszystko jest na serio.Właź!-drzwi się otworzyły a w nich stanął  chłopak.-Tu masz płyn do ciała i gąbkę.-wskazałam na te przedmioty za sobą
-Pozwolisz,że użyję swoich rąk zamiast gąbki?
-Oczywiście.-brunet podszedł do mnie i po chwili poczułam jego ręce na moich plecach.Było cudownie,a jeszcze do tego Lou zrobił mi masaż.
-Włosy tez myjesz?-zapytał
-Tak,tak.-chciałam zdjąć gumkę do włosów,ale chłopak mnie wyręczył i sam umył mi głowę.-No,Tomlinson tego sie po tobie nie spodziewałam.
-No widzisz?Na mnie można polegać.-uśmiechnął się i wyszedł z łazienki.Ja w tym czasie się ubrałam w piżamę i również z niej wyszłam.
-Serio mówiłeś o tym spaniu razem?-spytałam,widząc leżącego bruneta na moim łóżku i przy okazji tulącego sie do mojej pluszowej marchewki.
-Tez chcę taką marchewkę.Na urodziny.-powiedział z uśmiechem 
-Mówię na serio,złaź z łóżka.
-Nie-e.
-Chcesz,aby sytuacja z kilkunastu poprzednich godzin się powtórzyła?Tylko,że teraz wyleciałbyś przez balkon.Co ty na to?
-Nie dzięki,nie skorzystam.
-Spierdalaj,bo chce się położyć spać.-Lou pokręcił przecząco głową-Skoro nalegasz...-złapałam go z nogę i zwaliłam z łóżka.Po chwili sama się na nim(łóżku) rozwaliłam.
-Miła jesteś.-skomentował
-Wiem,po tatusiu.-uśmiechnęłam się-A teraz spierdalaj.Ale nie drzwiami.-dodałam,widząc,że chce wyjść po ludzku-Mój tata już wrócił z pracy i ...wiesz...
-Rozumiem,więc zostaje mi tylko okno?
-I balkon.
-A jakieś drzewo jest?
-Jest.
-Ok.To ja lecę.Tylko przykryj się porządnie tą kołdrą.
-Tak jest panie Tomlinson.-chłopak wyszedł przez drzwi balkonowe,a ja je zamknęłam i poszłam spać.
***
Obudziłam się nie wyspana.Odruchowo spojrzałam na zegarek.12:45.Matko,to już ta godzina?Wstałam i poczłapałam do łazienki.Umyłam zęby i twarz.
-AAAAAA!!!!!-krzyknęłam.gdy ujrzałam swoje odbicie w lustrze
-Alex,wszystko dobrze?-zaraz pod drzwiami usłyszałam głos taty
-Tak,tak.Wszystko ok.-odpowiedziałam.Trochę się opamiętałam i ubrałam w to,do tego założyłam bluzę z kapturem.Wzięłam sok marchewkowy i zdenerwowana wyszłam z domu.Pognałam do moich "kochanych" sąsiadów.Bez pukania,weszłam do środka.
-Gdzie Tomlinson?-zapytałam Harrego,który był w samych bokserkach
-U siebie.Na pewno jeszcze śpi.-bardzo szybko znalazłam się w jego pokoju
-TOMLINSON!!!!!!-wydarłam się najgłośniej jak mogłam.On ani drgnął,więc poszłam do łazienki i wróciłam z wiadrem pełnym wody.Ustałam nad chłopakiem i oblałam go po twarzy.
-Aaaaa!!!!Pojebało do reszty?-wydarł się i usiadł
-Mnie pojebało,tak?A co ty mi wczoraj zrobiłeś z włosami!
-No co takiego?
-Już ty dobrze wiesz co.-krzyknęłam i zdjęłam kaptur,który cały czas był na mojej głowie
-To nie ja.
-Tak jasne.
-No dobra,to ja.I co bardzo jesteś wściekła?-zapytał z nadzieją licząc na odpowiedź pozytywną.
-Jestem bardzo szczęśliwa.!Zawsze chciałam farbnąć sobie włosy,ale tata mi nie pozwalał.Teraz mogę całą winę zwalić na ciebie.-uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z jego pokoju.
-O,Alex!Ładny kolorek!-powiedział Zayn,kiedy już miałam wychodzić
-Dzięki,to wszystko zasługo twojego przyjaciela Tomlinsona.
-Jedziesz dziś z nami do szkoły?
-Jadę z Rose.-chłopak podszedł do mnie
-Rose jedzie z nami i ty też.Będzie mi bardzo miło.-zbliżył się tak blisko,że niemal się stykaliśmy nosami
-Jeżeli będzie ci miło to pojadę.-powiedziałam patrząc w jego czekoladowe oczy
-Dzięki.Jesteś spoko.-pocałował mnie w policzek-Do zobaczenia za chwilę!-krzyknął odchodząc.Jeszcze przez moment stałam jak ten słup soli.Potrząsnęłam głową chcąc odgonić myśli i wyszłam z ich domu.Już od dawna żaden chłopak nie pocałował mnie w policzek.Przestałam ufać płci przeciwnej po moim ostatnim,nieudanym związku z Wiktorem.Od tamtego czasu zapomniałam co to jest miłość,czucie się bezpiecznym w ramionach ukochanego,być kochanym.Po prostu być kochanym.Nagle poczułam na swoim policzku łzę.Szybko ją starłam.
-Alexandra Parker nigdy nie płacze.A już szczególnie nie przez chłopaka czy przez przeszłość.-powiedziałam do siebie.Zabrałam torbę i wyszłam z domu.
______________________________________________________
I jak tam mijają pierwsze tygodnie szkoły?Jak dla mnie to okropnie
:(Jedyny plus to taki,że zapisałam się na kółko taneczne....A co do rozdziału...Pisałam go przez 3 noce i dziś po południu skończyłam i jestem z tego zadowolona.Następny będzie od Rozzie(miejmy nadzieję,że wena do niej wróci:))~Juls.



niedziela, 8 września 2013

Rozdział 7

~Oczami Rose~

 -Długo jeszcze mamy czekać?! Jazda na dół!! -krzyknęła zniecierpliwiona Alex.
-Chcesz żebym poszedł na imprezę w samych bokserkach i do tego nieułożonych włosach?! - odkrzyknął jej Lou. Parker usiadła na schodach, a ja poszłam do kuchni, wzięłam marchewki i banana. Wróciłam do blondynki i powiedziałam :
-Lepiej zjedz chociaż jedną. Uspokoisz się trochę. -podałam jej pomarańczowe warzywa.
-Jestem gotowy!! - zawołał zadowolony Harry i zbiegł po schodach. Niestety nie zauważył siedzącej Alex i wywalił się prosto na mnie.
-Pojebało cię Styles?! Zejdź z niej,bo żebra jej pękną! - zaczęła drzeć się blondynka
-Przepraszam...ale miło jest na ciebie wpaść.-szepnął mi do ucha Lokers i spojrzał głęboko w oczy
-Złaź z niej!!-denerwowała się moja przyjaciółka.Niestety Harold ani drgnął.-Dobra sam tego chciałeś.-dziewczyna złapała go za włosy, zdjęła go ze mnie i rzuciła na kanapę.
-Czy ty się dobrze czujesz?-zapytał Harry wstając- Przez ciebie muszę od nowa ułożyć włosy.
-Włosy? Ten mop na twojej głowie to włosy? Lepiej spójrz co zrobiłeś Rose. Jej warkocz się rozpierdolił. Teraz wypad po szczotkę do włosów i masz ją rozczesać!
-A moje włosy?!
-Ja mogę ci później je ułożyć.-dopiero teraz zdołałam coś z siebie wydusić. Wstałam i siadłam na kanapie. Harry w tym czasie poszedł po szczotkę.
-Idę po resztę cudownej piątki i nie zdziw się jak wylądują przed schodami na ryjach.-powiedziała Alex i poszła na górę
-A ją gdzie wywiało?-zapytał Lokers i usiadł za mną.
-Poszła wpierdolić chłopakom, że tak długo się szykują.
-Dobrze, że ubrałem się pierwszy.- ucieszył się Harold. Nagle usłyszeliśmy huk i zobaczyliśmy Nialla i Liama leżących przed schodami. 
-A z wami wszystko dobrze?-zapytał zdziwiony Harry 
-Alex...-westchnął Payne, a już po chwili leżał na nich Zayn
-Sorry chłopaki.-powiedział Malik
-Sorry?-nagle Niall podniósł się i z tylniej kieszeni wyjął żelki-Jakieś nędzne sorry za zgniecione żelki?Zobacz!Są płaskie jakby żelazkiem po nich przejechano.
-Niall spokojnie.To tylko żelki.-próbowałam go uspokoić 
-Tylko?...
-Lepiej chodźmy pomóc Louisowi.-przerwał blondynowi Liam-Został sam z Alex.-pędem puściliśmy sie na piętro. Dobiegłam jako pierwsza i zobaczyłam moją przyjaciółkę ciągnącą biednego Louisa za nogi. 
-Nie! Zostaw mnie! Ja nigdzie nie idę! Muszę ułożyć włosy!- darł się chłopak trzymając się drzwi.
-Ja ci kurwa zaraz ułożę włosy! Wstawaj i zapierdalaj na dół! No chyba że mam ci w tym pomóc?-wrzasnęła blondynka 
-Hm... Jeśli byś mogła- uśmiechnął się Tomlinson i wyciągnął rękę w jej stronę. Dziewczyna wykorzystała sytuację i pociągnęła Louisa w stronę schodów. Zanim którekolwiek z nas zdążyło zaprotestować, usłyszeliśmy pisk przerażonego bruneta i zobaczyliśmy że zjeżdża po schodach na tyłku. 
-Wszyscy gotowi, czy komuś jeszcze mam pomóc?- obróciła się w naszą stronę.
-Tak, tak, wszyscy gotowi.- odpowiedzieli razem pozostali członkowie 1d i szybko zbiegli ze schodów. 
***
W drodze do Toma musieliśmy wjechać jeszcze po Lenora. Okazało się że panienka Calder nie jest jeszcze gotowa, na co wszyscy spojrzeliśmy na Alex i zaczęliśmy ją uspokajać. Po kilkunastu minutach raczyła się pojawić. Trochę się zdenerwowała, gdyż miejsce koło kierowcy (czyt. Louisa) było zajęte przez blondynkę. Gdy już byliśmy prawie pod domem Toma, Parker zdenerwowała się na zbyt wolna jazdę Louisa i postanowiła 'przejąć' od niego kierownicę, dzięki czemu wjechaliśmy w krzaki. Skończyło się to kłótnią tej dwójki i zacieszem Eleanor.
***
Impreza trwała już od godziny, kiedy przyszedł mi do głowy genialny pomysł. Podzieliłam się nim z Alex, której najwyraźniej plan się spodobał. Szybko odszukałam wzrokiem dziewczynę Louisa i chwytając dość mocnego drinka ruszyłam w jej stronę.
-Hej Len...Eleanor. Sorry za to wcześniejsze. Nie chcemy się kłócić. Co ty na to?- zapytałam z udawaną słodyczą w głosie
-Um... Ja... No ja też- uśmiechnęła się
-Świetnie. To co, napijemy się na zgodę?- zaproponowałam
-Właściwie to nie powinnam, ale jeden mały drink chyba nie zaszkodzi- zgodziła się brunetka i wzięła ode mnie napój. Później dała się na mówić na kolejnego, i jeszcze jednego, aż w końcu po 40 minutach była całkowicie zalana. Teraz pozostawało tylko zawołać Louisa. Razem z Alex znalazłyśmy bruneta i pociągnęłyśmy go do stolika, przy którym jeszcze niedawno siedziałyśmy z Calder. Jednak jej tam nie było. Obróciłam się aby znaleźć brunetke i to co zobaczyłam, przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Pijana w trzy dupy Eleanor kleiła się do Harolda. Kiedy to zobaczyłam coś się we mnie zagotowało. Nie byłam chyba jedyna. bo Tomlinson ruszył w tamtą stronę, chwycił dziewczynę za nadgarstek i zaczął ciągnąć ją w stronę wyjścia z domu Toma. Zrobiło mi się trochę gorąco, więc postanowiłam wyjść na taras. Stałam opierając się o drewniany murek i patrząc w gwiazdy, kiedy poczułam, że ktoś obejmuje mnie od tyłu. Obróciłam się i zobaczyłam Harrego. Na chwilę nasze spojrzenia się spotkały, ale wtedy ja speszona odwróciłam wzrok.
-Dlaczego stoisz tutaj sama i marzniesz? - zapytał lokowaty cały czas mnie obejmując.
-W środku jest trochę za gorąco, więc wyszłam na zewnątrz- wyjaśniłam.
-Ale to nie zmienia faktu że stałaś tu sama. Dlaczego?- dopytywał się
-Hm... powiedzmy, że musiałam przemyśleć parę spraw- odpowiedziałam
-Jakie to sprawy jeśli mogę wiedzieć?- prowadził dalej śledztwo
-Hm... jest jeden chłopak, który mi się podoba. Zastanawiałam się co robić i czy jest jakakolwiek szansa żeby on poczuł to samo. Rozważałam różne opcje. -odparłam zgodnie z prawdą
-I doszłaś do wniosku że...
-Stwierdziłam, że warto spróbować- odezwałam się i bez zbędnego tłumaczenia wpiłam się w jego usta. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj rozdział ode mnie. Przepraszam że taki krótki, ale to przez brak weny. Początek napisany razem z Juls, a końcówka wymyślona przez mój głupi mózg. Przypominam, że pod rozdziałem możecie zadawać bohaterom pytania. ~~Szoko
CZYTASZ = KOMENTUJESZ

wtorek, 3 września 2013

Rozdział 6

Oczami Alex:
-Czy ty mnie wogóle słuchasz?-zapytałam,widząc,że Rose jest głęboko pogrążona w swoich myślach.
-Tak,tak.-odpowiedziała
-To o czym mówiłam?
-O zielonych oczkach Harrego.
-Harrego?
-Poterra oczywiście.-szybko dodała
-Z tego co pamiętam to on ma niebieskie patrzałki,ale nich ci będzie.
-To pójdziesz ze mną do galerii?
-Pewnie.
***
-Może pójdziemy dzisiaj na imprezę do Toma?-zaproponowała Brown,gdy przymierzałam sukienkę(6 zestaw)
-Tego Toma?
-Tak,tego co się na ciebie gapi na każdej lekcji.
-Jak chcesz.I tak jest piątek,więc powinnyśmy się wyszaleć.-uśmiechnęłam się i  pokazałam w nowym stroju-I jak?Nadaje się na imprezę?
-Ty mi się jeszcze pytasz czy nadaje się?Oczywiście,że tak!Bierz tą sukienkę!
-Ok,ale ja kupię ci tą czerwoną.
-Oczywiście.-zadowolona przebrałam się w ciuchy.Po ciężkich godzinach łażenia po sklepach pojechałyśmy do kawiarni Coffe  Cafe.Ja oczywiście zamówiłam gorącą czekoladę i ciasto marchewkowe,a Rose cappuccino i sernik.
-A teraz powiedz tak szczerze.-zaczęłam-Jak na spowiedzi.Zakochałaś się w Styles'ie?
-Co?Nie.Czemu tak myślisz?
-Po pierwsze:zarumieniłaś się na jego słowa.Jak to było...wtedy wieczór byłby ciekawszy.Po drugie:myślisz o nim i dużo czasu  z nim spędzasz.Po trzecie:...Czy mi się wydaje,czy Malik ubrał to samo co ja?-powiedziałam patrząc na chłopaka,który przed chwilą wszedł do kawiarni z resztą bandy.
-Malik!Ty idioto,dlaczego kopiujesz mój styl?!-wydarłam się na cały lokal
-Ja?To ty ściągnęłaś ode mnie.-odpowiedział
-Serio?To dlaczego w szkole byłeś w czymś innym?
-Chyba wszyscy się przebierają po szkole,nie?
-Tego nie można powiedzieć o twoich kolegach.
-Pasujecie do siebie.-skomentował Niall
-Żartujesz sobie?-zapytaliśmy równocześnie
-Mówicie jednocześnie,ubieracie się w to samo.Przypadek?Nie sądzę.-rzuciłam mu mordercze spojrzenie-Ja tylko stwierdzam fakty.-podniósł ręce w geście obronnym
-O!Cześć Rose!-do stolika przysiadł się Styles z 4 szklankami w rękach.Zapomniałam wspomnieć,że ten stolik był zajęty przez NAS!
-Kultura górą Styles.-burknęłam
-Przecież to oczywiste,że możemy się do was posiąść,co nie?-z ostatnimi słowami zwrócił się do Brown
-Pewnie.-uśmiechnęła się do niego."Czego to się nie robi dla miłości."pomyślałam.Nagle zobaczyłam Louisa,który wszedł do kawiarni ze swoją wybranką życia.Tak mówię o tym Lenorze.Sorry panienka Calder.Miałam nadzieję,że się nie przysiądą,jednak los jak zwykle zrobił mi na złość.
-Cześć.-przywitał się Tomlinson
-Hejka!-odpowiedziała mu reszta
-Siemka piesku z grzyweczką.Jak tam ci minął dzień?Cały czas na smyczy?To takie przykre.Widzę,że zachciało ci się pić,więc twoja pani przyprowadziła cię tutaj...
-Alex.-przerwała mi Rose
-Ja ja widzę,że dzielisz garderobę razem z Zaynem?-odezwała się Calder
-Bo my z Malikiem jesteśmy jak jedna osoba.Co nie?-z ostatnim zdaniem zwróciłam się do mulata i oparłam głowę o jego bark
-Pewnie.-odpowiedział-Normalnie dogadujemy się lepiej niż Niall z jedzeniem.
-Śmieszne-powiedział Horan i zrobił dziwną minę w stronę Zayna
-Idziecie na imprezę do Toma?-zmienił temat Liam
-No raczej.-odpowiedziałam równo z Rose
-To do zobaczenia.My musimy się jeszcze uszykować.-pociągnęlam Brown za rękę i w taki sposób wyszłyśmy z Coffe Cafe.
***
-Ciekawe czy panna Calder przyjdzie na tą imprezę.-zastanawiała się Rose,kończąc swój makijaż
-Wszystko możliwe,ale jak przyjdzie to szybko sie zmyje ze swoim pieskiem.
-Szkoda,Lou lubi dobrze się zabawić.
-Gotowa?-zapytałam,gdy założyłam buty
-Tak.Możemy poczekać na chłopaków na zewnątrz,albo wejdziemy do ich domu.
-Nie wiem w jaki sposób dałam ci się namówić na ten wspólny dojazd do Toma.-zamknęłam drzwi i poszłyśmy do domu obok.Oczywiście,jak to ja,nie pukając weszłam do środka.Jednak to był błąd.Zobaczyłyśmy tam Harrego,biegającego w samych bokserkach i w opasce na włosy z kocimi uszami.Louis jadł marchewki,jeden plus,że był ubrany,ale nie chcecie wiedzieć co.No dobra...niech strace.Miał na sobie kombinezon marchewki.Niall jak zawsze wyżerał coś z lodówki,Liam był chyba w swoim pokoju,a Zayn oglądał TV.
-Chociaż jeden normalny człowiek.-mruknęłam i ustałam przed Malikiem
-Alex,wow....wyglądasz....wow...-próbował się wysłowić mulat
-No właśnie...WOW.-dodał Niall
-No...wow,wow.-powiedział Liam schodząc po schodach
-Ja nie wiem czym wy sie tak zachwycacie...
-Na pewno nie tobą marchewo.przerwałam Tomlinsonowi 
-Jedziemy?-zapytał Harold
-Najpierw się ubierz,a potem pogadamy.-odezwała się Rose.
_____________________________________________
Mam nadzieję,że sie spodoba.Dziś nie miałam za dużo tej weny,ale coś tam udało mi się napisać.-Juls.

poniedziałek, 2 września 2013

Rozdział 5

Obudziłam się strasznie niewypoczęta. Ugh, to wszystko wina tej przeklętej biologii. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 7:12. Szybko wyskoczyłam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się , uczesałam i zeszłam na dół. W pośpiechu zjadłam kanapki, które znalazłam na blacie w kuchni (pewnie mama je tam zostawiła), wyszłam z domu i wsiadłam do samochodu, w którym już czekała Alex. Przywitałam się z przyjaciółką i ruszyłam. Po drodze dziewczyna zaproponowała, żebyśmy wybrały się wieczorem na jakąś dyskotekę. A no właśnie, dzisiaj jest piątek!!! Jak ja się cieszę. Kocham piątki. Ja oczywiście się zgodziłam, no bo kto by nie chciał zaszaleć w weekend. Na parkingu powitał nas cały zespół i jakaś dziewczyna przytulona do Louisa (?). Przywitałam się z każdym buziakiem w policzek. Kiedy podeszłam do Lou, brunetka posłała mi mordercze spojrzenie. Śmieszna była. Myśli że jest z Lou i jest zajebista? Coś czuję, że się nie polubimy.
-Em... Siemka dziewczyny, to jest Eleanor, moja dziewczyna- przedstawił ją pasiasty
-No siema. Jestem Rose, a to Alex- wysiliłam się na wymuszony uśmiech w stronę brunetki.
- Hej, Rosie, idziesz dzisiaj na zajęcia?- Zapytał Harry głupkowato się uśmiechając
-Ależ oczywiście że idę, Haroldzie- odpowiedziałam, siląc się na powagę
Całe towarzystwo ryknęło śmiechem, a zaraz po nich także ja z loczkiem.
Żartowaliśmy tak dość długo, ale przerwała nam Elena, czy jak jej tam. Stwierdziła, że jej zimno i Lou ma z nią iść do szkoły. Idiotka. Zrezygnowany chłopak powlókł się za nią w stronę budynku, a Alex nie mogła się powstrzymać od złośliwego komentarza w jego stronę:
- No na co czekasz? Zapierdalaj za nią piesku- wrzasnęła, a my wszyscy prawie płakaliśmy ze śmiechu. I po raz kolejny nam przerwano, z tą tylko różnicą, że tym razem był to dzwonek. Jako pierwszą mieliśmy dziś muzykę, więc wszyscy razem skierowaliśmy się do wejścia.
W sali razem z Alex zajęłyśmy swoje stałe miejsce mając w planach przegadać całą lekcję.
Byłyśmy właśnie w trakcie bardzo interesującej konwersacji na temat tyłka Nicki Minaj (ta, wiem... nie ma to jak inteligentne tematy), kiedy usłyszałam nad sobą głos
- A więc... Rose, zgadzasz się czy nie?- podniosłam głowę i zobaczyłam stojącego przy mojej ławce Harolda.
-Ym...
-Widzę że ktoś nie uważał na lekcji. Nieładnie panno Brown, nieładnie.- zaśmiał się zielonooki
-Właśnie że uważałam, tylko że nie słyszałam twojego pytania, panie Styles- wytknęłam na niego język
-Jasne, jasne... Ale i tak chcę żebyś wystapiła. Co ty na to?- uśmiechnął się zachęcająco
-Um... No... Ok, niech będzie- zgodziłam się
Podniosłam się z krzesła, wyszłam na środek klasy i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
-Co mam zaśpiewać?- zapytałam
-Hm... co chcesz.
Uśmiechnęłam się do niego i zaczęłam śpiewać:
Po skończonym występie rozejrzałam się po klasie i zauważyłam, że wszyscy patrzą na mnie zaszokowani. Później usłyszałam głośne brawa.
-Dziękuję Rose, byłaś świetna- odezwał się Louis.
Uśmiechnęłam się do niego i podziękowałam. W drodze do ławki zauważyłam, że ta głupia brunetka znów patrzy na mnie morderczym wzrokiem. Pokazałam jej środkowy palec i usiadłam. Do końca lekcji gapiłam się na chłopaków, którzy próbowali uspokoić klasę. Nie udało im się to. Kiedy zadzwonił dzwonek na przerwę, Alex i ja wyszłyśmy z klasy jako jedne z ostatnich. Jakoś za specjalnie nie spieszyło nam się na biologię. Przez całą lekcję próbowałam sprawiać wrażenie skupionej na lekcji. Moje myśli zajmował jednak ktoś inny. Brunet o kręconych włosach i błyszczących zielonych oczach. Harry Styles.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj rozdział ode mnie. Myślę, że rozdziały będą się pojawiały trochę rzadziej, ale jednak będę się starała dodawać je co drugi dzień. PAMIĘTAJCIE, ŻE POD ROZDZIAŁEM MOŻECIE ZADAWAĆ BOHATEROM PYTANIA!!! ~Szoko

Czytasz = komentujesz

sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 4

Oczami Alex:
Gdy pożegnałam sie z Rose poszłam do domu.Tam już czekał na mnie Chucky.Oczywiście zamiast coś zjeść od razu wyszłam z nim na spacer.Przeszliśmy na drugą stronę ulicy,gdzie znajdował sie park.Usiadłam na wolnej ławce i puściłam Chucky'ego, aby sobie pobiegał.Już po chwii usłyszałam jak szczeniak zaczął piszczeć.Szybko pobiegłam w jego stronę.Na szczęście nic sie mu nie stało.Nagle zauważyłam piłkę i w tym momencie zjawił sie pan Tomlinson.
-Ciebie to już chyba do reszty pojebało!Jesteś niebezpieczny dla środowiska i otoczenia!Chciałeś zabić mojego psa piłką!-zaczęłam na niego wrzeszczeć
-A skąd wiesz,że to moja piłka?-zapytał podnosząc brwi
-A stąd,że jest na niej napis:Zwrócić Louisowi Tomlinsonowi!!Masz szczęście,że nic sie mu nie stało.!
-Ojej,wielkie rzeczy.Mogę piłkę?-zapytał kiedy wzięłam jego rzecz w ręce
-Nie-e!To jest narzędzie zbrodni w twoich rękach...sorry,nogach.
-To czym ja mam trenować na mecz?
-Swoją głową.
-Oddawaj!-zaczął sie przybliżać do mnie
-NIE!!-krzyknęłam i zaczęłam uciekać.Tomlinson od razu ruszył za mną."Dlaczego on musi być taki szybki?"-pomyślałam,gdy chłopak mnie prawie dogonił.Ledwo co wyhamowałam przed stawem.I właśnie wtedy mądry pan Louis złapał mnie w pasie od tyłu.
-Teraz już nigdzie nie uciekniesz.-szepnął mi do ucha,przy okazji plując do niego
-Nie bądź tego taki pewien.-powiedziałam i łokciem przywaliłam mu w brzuch.O dziwo był trochę twardy(jego brzuch).
-To nie działa.Uodporniłem się na to.-"Ciekawe czy na to też".Jakimś cudem odwróciłam się do niego przodem i ujrzałam jego cwaniacki uśmiech.
-Louis...puścisz mnie?-zapytałam ze słodkim głosikiem
-Nie.-odpowiedział stanowczo
-Ale ja tak ładnie proszę.-ustałam na palcach i przetarłam swój nos o jego.-To może mnie już puścisz?-zamruczałam mu do ucha.Oszołomiony Tomlinson zwolnił swój uścisk,a ja korzystając z okazji nawiałam.Wróciłam do ławki,gdzie siedziałam i zaczęłam wołać Chucky'ego.Szczeniak bardzo szybko pojawił sie koło mnie,ale nie sam.Za nim szedł Liam.
-Hejka Alex!-przywitał sie
-Siemka.Co tu robisz?
-A nic ciekawego,szukam Louisa.
-Ostatnim razem widziałam go nad stawem.
-Czy to nie jego piłka?-chłopak spojrzał na moje ręce
-Wydaje ci sie.
-Tssaa...A ty co tu robisz?
-Wyszłam z Chucky'm na spacer,ale niestety spotkaliśmy Tomlinsona.
-Chucky?Serio?Bardzo orginalne imie jak dla psa.-zaśmialiśmy sie-Może pójdziemy do Coffe Cafe?
-Z chęcią,ale nie dziś.Mam trochę lekcji,a Chucky'ego nie przywiąże przed knajpką.
-Racja.To może chociaż weźmiemy gorącą czekoladę na wynos?
-Pewnie.-zapięłam psa na smyczy i poszliśmy do kawiarni.Czekolada była nieziemska.
-A jakie masz lekcje do roboty?-zapytał Payne,kiedy staliśmy przed drzwiami mojego domu
-Biologia,geografia i znienawidzona chemia.Wogóle nie rozumiem tego przedmiotu.
-Jak chcesz to mogę ci wytłumaczyć o ci w tym chodzi.Może nie jestem jakimś geniuszem z tej dziedziny,ale jak na razie to mam najlepsze oceny w klasie.
-Jak ci sie chce to.....zapraszam.-powiedziałam otwierając drzwi-Chcesz soku?
-Tak.
-Idź już do mojego pokoju,ja zaraz dojdę.Pierwsze drzwi na lewo!-krzyknęłam wchodząc do kuchni.Nalałam sok i dołączyłam do Liama.
-Masz bardzo ładnie w sypialni.-skomentował
-Dzięki.-podałam mu szklankę
-Sok marchewkowy?
-Mój ulubiony.-uśmiechnęłam sie do niego
-Na pewno Louisowi b smakował.-odłożyłam piłkę Tomlinsona w kąt i zaczęłam odrabiać lekcje razem z Paynem.
***
-Alex!!Alex!!Wiem,że jesteś w domu!!!-usłyszałam krzyk,chyba Zayn'a.Podeszłam do okna i je otworzyłam z krzykiem:
-COoooo?!!
-Jest u ciebie Liam?-zapytał Malik,siedzący naprzeciwko na parapecie
-Jest,a co?
-Zawołaj go.
-Payne!Malik sie robi zazdrosny o ciebie.-chłopak od razu podbiegł do mnie
-Co tam?-zapytał
-Wiesz która jest godzina?-Liam pokręcił przecząco głową-Dochodzi 20,a ty jesteś dziś umówiony z Danielle. Zapomniałeś?
-Zapomniałem.-przeraził sie-Muszę lecieć.Paa Alex.-przybił mi piątkę i pobiegł do domu
-Ty masz tu pokój?-zapytałam siadając na parapecie
-Nie,to sypialnia Louisa.
-Ughy.Dlaczego to mnie spotyka?-uniosłam ręce do góry jakbym miała tam zobaczyć odpowiedź na moje pytanie
-Nie martw sie.Jeszcze go nie ma w domu.Poszedł na randkę.
-Randkę?Ciekawe z kim.
-Nam nic nie chciał powiedzieć,więc to chyba ktoś ważny.
-Tssaa....a jutro sie okaże,że jest gejem.-zaśmiałam sie
***
Właśnie ćwiczyłam układ taneczny,gdy usłyszałam jak ktoś śpiewa.Z zaciekawieniem spojrzałam przez okno,które było otwarte.
-Don't promise that you're gonna write
Don't promise that you're call
Just promise that you won't forget we had it all
Cause you were mine for the summer
Now we knows it's nearly over
Feels like snow in september
But I always will remember
You were my summer love
You always will be my summer love...
-Pięknie Tomlinson.Aż się wzruszyłam.-skomentowałam jego występ
-Dzięki.-mruknął-Słyszałem,że Liam był u ciebie.
-Tak...A co,zazdrosny jesteś?
-Nie.-szybko zaprzeczył-Tak sie tylko pytam.
-Coś sie stało,że taki jakiś markotny jesteś?
-Nie,wszystko ok.-na chwilę zniknęłam z jego pola widzenia,ale zaraz wróciłam
-Tomlinson!-zawołałam,a ona spojrzał na mnie-Łap!-rzuciłam w jego stronę piłkę
-Dzięki.
-Wow,ty mi za coś dziękujesz.Ale nie myśl sobie,że cie lubie czy coś.
-Jasne.
-To co,kolorowych...koszmarów.
-Tssa...nawzajem.-zamknęłam okno i poszłam wziąć prysznic.Po tym położyłam sie i od razu zasnęłam.
__________________________________________________
Uff...nareszcie skończyłam.Następny będzie od Szoko(miejmy nadzieję,że wena ją nie opuści).-Ninja czyli Juls

piątek, 30 sierpnia 2013

Rozdział 3



                                                                 ~Oczami Rose~

Po lekcjach przyszedł czas na zajęcia dodatkowe. Umówiłyśmy się z Alex, że spotkamy się przy moim samochodzie. Weszłam do sali i zobaczyłam małą grupkę ludzi siedzącą na scenie. Podeszłam do nich i przywitałam się. Gadaliśmy w najlepsze, aż ktoś nam nie przeszkodził. Tym kimś okazał się Harry. Stanął na środku sceny i wydarł się, że zaczynamy próbę.Śpiewać miał każdy po kolei. Ja byłam ostatnia. Kiedy przyszła kolej na mnie, Harry uśmiechnął się do mnie i zaprosił na scenę. Wzięłam gitarę i zaczęłam śpiewać i grać :
Kiedy skończyłam, usłyszałam głośne brawa.
-Rose, jesteś niesamowita! Masz świetny głos!- Wrzasnął mi do ucha Harry
-Um, dzięki. Ale nie musisz mi wrzeszczeć do ucha, Styles- zaśmiałam się.
-No tak, sorka Brown- uśmiechnął się loczek.
Po skończonej próbie ruszyłam w stronę samochodu. Alex jeszcze nie było, więc oparłam się o maskę i zamknęłam oczy. Z zamyślenia wyrwał mnie głos wołający moje imię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam biegnącego w moją stronę Harrego.
-Coś się stało, że tak zapieprzasz przez cały parking?- zapytałam ze śmiechem
-Co? Um, nie... tak tylko chciałem pogadać
-Aha, no tak. Ale to nie zmienia faktu, że mogłeś spokojnie podejść jak człowiek a nie zapierdalać jak pojebany i prawie się nie zabić na zakręcie- zaczęłam się śmiać
-No niby racja, ale tak było fajniej- wyszczerzył się loczek
-Nie musiałeś się tak starać, w twoim wykonaniu wszystko wygląda fajnie, Haroldzie
-dzięki, Rose. Hej, chwila... Haroldzie? Serio?
-Tak Haroldzie, całkiem serio.
-No teraz przesadziłaś- krzyknął Harry i zaczął mnie łaskotać.
-Ha..Ha...Harry...Prze...prze...przestań...pro...proszę-wyjąkałam przez śmiech.
-Tak? A co będę z tego miał?- próbował udawać poważnego
-No...Nie...wiem...ale...prze...przestań!!!-wydarłam się
Nie posłuchał mnie jednak. Przestał dopiero wtedy, kiedy oboje wylądowaliśmy na betonie, śmiejąc się jak idioci. Po ogarnięciu się, które prawdę mówiąc zajęło nam dość dużo czasu, ponieważ co chwilę któreś z nas wybuchało śmiechem, podnieśliśmy się z parkingu i zaczęliśmy rozmawiać. O niczym konkretnym. Zaczęło się od zajęć wokalnych, a skończyło na śmiesznych historyjkach z naszego życia. Skutkiem tego były niepohamowane wybuchy śmiechu co minutę. Kiedy tak śmialiśmy się w najlepsze z tego, jak to kiedyś Louis gonił Liama z łyżką po całym domu, podbiegła do nas Alex.
-Och, serio ludzie? Nikt już nie potrafi normalnie chodzić?- zapytałam zrezygnowana, na co Harry po raz kolejny tego dnia ryknął śmiechem.
-No ok, ok. Nie ogarniam o co chodzi, ale chodź Rose, jedziemy-zażądała Alex.
-No dobra, to wsiadaj.-rzuciłam w stronę blondynki
-Wpadniesz jutro na zajęcia?- zapytał loczek
-Jasne, do zobaczenia Haroldzie-powiedziałam i szybko odjechałam, zostawiając roześmianego chłopaka na parkingu.
-Ok, a teraz tłumacz się, co robiłaś sam na sam ze Stylesem na parkingu- powiedziała zaciekawiona Alex
-No nic. Gadaliśmy tylko, i wiesz... okazało się, że jest naprawdę w porządku- odpowiedziałam
-Jasne, jasne-prychnęła
-A ty jak poradziłaś sobie z Tomlinsonem?-zapytałam
-Z kim? A, tak, z tym kretynem. No, normalny to on nie jest- rzuciła blondyna i wysiadła z samochodu. Stałyśmy już bowiem na podjeździe koło wjazdu do mojego garażu. -Do jutra Rose.
-Ta... Narka Alex.- uśmiechnęłam się i ruszyłam w stronę domu.
- HEEEEEEJ! WRÓCIŁAM!-wrzasnęłam, ale nikt mi nie odpowiedział. Weszłam do kuchni, jednak tam czekała na mnie tylko karteczka
                                       Hej kochanie!
           Obiad masz w lodówce, odgrzej sobie. Ja i tata jesteśmy u cioci Lucy, wrócimy późno.
                                                                                           Całuję, Mama xx
Czyli wolna chata? pomyślałam. Nie miałam jednak zamiaru tego wykorzystać. Wbrew pozorom lubiłam od czasu do czasu posiedzieć w ciszy i porozmyślać nad moim życiem. Wyciągnęłam z lodówki spaghetti i zabrałam się za odgrzewanie go. Po kilku minutach danie było gotowe. Po skonsumowaniu posiłku udałam się na górę, przebrałam się w wygodny strój, otworzyłam okno i usiadłam na parapecie w celu wkucia nowego tematu na biologię. Naukę przerwano mi dość brutalnie, bo poprzez głośne wrzaski. Spojrzałam w stronę źródła głośnych dźwięków i zobaczyłam Harrego siedzącego na parapecie zaledwie dwa metry dalej.
-No siema Haroldzie, czego się tak drzesz?-zapytałam po raz kolejny dzisiaj.
-A no tak sobie. Siadam na parapet, patrzę, a tam ty, no i pomyślałem że zawołam cię-wyszczerzył się
-Jasne, super pomysł. Wiesz...chętnie bym pogadała, ale niestety muszę zakuwać na biologię. Tobie radzę zrobić to samo.
-Po co? Zbajeruję jakoś nauczycielkę i po sprawie.
-No tak, przecież każda nauczycielka leci na twoje loczki-zaśmiałam się.
-Ale tak serio, to muszę już lecieć. Niestety ja nie potrafię bajerować nauczycielek i będę musiała wkuwać przez całą noc- westchnęłam.
-Um... no to powodzenia, Rosie
-Serio? Rosie?
-Tak,to zemsta za Harolda.
-No ok, niech ci będzie Haroldzie- prychnęłam i zeskoczyłam z parapetu. Zamykając okno zauważyłam, że chłopak macha mi na pożegnanie. Niewiele myśląc odmachałam mu i podeszłam do biurka, aby dokończyć bardzo zajmującą lekturę. Ta... czujecie ten sarkazm?
Po kilku godzinach męczarni stwierdziłam, że coś tam umiem. Szybko poszłam pod prysznic. Po kąpieli wskoczyłam do łóżka i nie minęło dużo czasu, abym zasnęła.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i oto jest rozdział 3, prosto od Szoko :D Kolejnego można się spodziewać niedługo. Kiedy dokładnie? To wie tylko Juls ;) A więc... mam nadzieję że się podoba. Przypominam, że pod rozdziałem możecie zadawać bohaterom pytania. ~Szoko
                           Czytasz = komentujesz