Obudziłam się z wielkim uśmiechem na twarzy. Taaaak, nareszcie weekend! Spojrzałam na zegarek. Cooo?! 11:30 ?! Jak to możliwe że tak długo spałam?! Wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Szybko rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i założyłam najwygodniejsze ciuchy jakie znalazłam w szafie. Zeszła po schodach na dół i weszłam do kuchni. Mojej mamy oczywiście znowu nie było w domu. Od kiedy skończyłam 3 lata pracowała lub wychodziła gdzieś z 'kumpelkami'. Nigdy się mną nie interesowała. O ojcu już nawet nie wspomnę. Zostawił nas jak byłam jeszcze mała i od tego czasu nie mamy kontaktu. Wiem tylko, że żyje sobie gdzieś w Kentucky z żoną i córką. Ale wracając do tematu... Nie pamiętam już nawet kiedy spędziłyśmy z mamą trochę czasu razem. Niby niczego mi nie brakuje, no ale miło byłoby porozmawiać czasem z rodzicielką. Pokręciłam tylko głową i otworzyłam lodówkę. Wzięłam karton soku pomarańczowego, po czym wróciłam do pokoju. Podniosłam książkę z biurka i usiadłam na moim ulubionym miejscu, czyli na parapecie przy otwartym oknie. Zaciągnęłam się wiosennym powietrzem. O dziwo od tygodnia nie padało. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Z lektury wyrwał mnie głos
-Hej! Księżniczko! Co tak czytasz od rana?!
Spojrzałam w stronę źródła dźwięku i zobaczyłam uśmiechniętą twarz mojego chłopaka.
-Nieładnie tak podglądać, Hazz!
-Nie moja wina że mam okno naprzeciwko ciebie- wyszczerzył się
-To nie zmienia faktu że przerwałeś mi czytanie
-A może panna Rosie odłoży książkę i wpadnie do nas?!
-Pewnie, czemu nie. W takim razie zaraz będę Haroldzie. -uśmiechnęłam się i zamknęłam okno. Przebrałam się, zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i skierowałam się w stronę drzwi. Na podjeździe zobaczyłam Alex z Chucky'm i jakimś kolesiem. Szli w stronę parku i cały czas się śmiali. Będą musiała ją później zapytać kto to. Zadzwoniłam dzwonkiem i od razu otworzył mi Harry łącząc nasze usta w pocałunku.
-No błagam was, bo tu pawia puszczę! Musicie to robić publicznie?!- oderwaliśmy się od siebie słysząc zbulwersowany głos Nialla. Spojrzeliśmy na siebie i ledwie powstrzymując śmiech złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę salonu. Tam powitali nas chłopacy i rzucili się na mnie zgniatając mnie w uścisku. Później padały różne propozycje na temat tego, co mamy robić. Po długiej konwersacji doszliśmy do wniosku że obejrzymy jakąś komedię. już w pierwszych minutach było widać że jest to komedia romantyczna. Kiedy para na ekranie zaczęła się całować, Nialler spojrzał na nas i wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Harry walnął go poduszką, na skutek czego blondynowi wypadła miska z popcornem. Jedzenie rozsypało się po podłodze, a irlandczyk spojrzał na mojego chłopaka z furią w oczach i skoczył na niego. Powalił go na podłogę i zaczął okładać poduszką. Ja, próbując go bronić, walnęłam blondyna poduszką, za co oberwało mi się od Louisa. On z kolei oberwał od Zayna, który rzucając na oślep trafił też w Liama drzemiącego na fotelu. Szatyn podniósł się zdenerwowany i marudząc pod nosem coś w stylu 'idioci, wyspać się nie dadzą zmęczonemu człowiekowi' wyszedł z pomieszczenia. A nasza bitwa trwała dalej. I pewnie trwałaby jeszcze długo, gdyby do salonu nie weszła piękna, długonoga mulatka. Chłopcy rzucili się na nią zamykając w uścisku i wrzeszczeli 'cześć Dan!', czy jakoś tak. Dziewczyna wyswobodziła się spod ich rąk i podeszła do mnie z uśmiechem na twarzy. Wyciągnęła rękę w moją stronę i odezwała się
-Cześć. Jestem Danielle, ale możesz mówić mi Dan.
-Hej. Miło poznać. Jestem Rose- uścisnęłam jej dłoń
-Rose? Ta dziewczyna o której Harry cały czas nawija?- zapytała brunetka i wytknęła język w stronę chłopaka, który podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie w stronę korytarza. Kiedy uporaliśmy się z wejściem po schodach (których swoją droga mają całkiem sporo), weszliśmy do pierwszego pomieszczenia na lewo. Okazało się, że to pokój Harrego. Rozejrzałam się po wnętrzu. Było urządzone bardzo ładnie. Westchnęłam zachwycona widokiem i idąc w ślady lokatego, usiadłam na łóżku. Chłopak objął mnie i położyliśmy się obok siebie. W takiej pozycji rozmawialiśmy bardzo długo. Tematy nam się nie kończyły. W pewnym momencie zielonooki poderwał się z łóżka i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie (co on ma z tym ciągnięciem?!) w stronę wyjścia z domu. Gdy stanęliśmy już na podjeździe, Harry otworzył mi drzwi od strony pasażera, a później sam usiadł za kierownicą czarnego Range Rovera. Przez całą drogę próbowałam się dowiedzieć dokąd jedziemy. Niestety bezskutecznie. Bardzo się zdziwiłam kiedy zatrzymaliśmy się przy schronisku dla zwierząt. Jeszcze bardziej zdziwiłam się kiedy chłopak wysiadł i kazał mi zaczekać w samochodzie. Wrócił po kilkunastu minutach z wielkim bananem na twarzy i białą kudłatą kulką na rękach. Wsiadł do samochodu i wręczył mi tą kuleczkę. I wtedy białe kudłate coś poruszyło się, miałknęło i otworzyło oczka.
-Jejku, kotek! - pisnęłam ucieszona widząc małe przestraszone zwierzątko.
-Tak. Słodziutki i cały twój- uśmiechnął się Harry, na co ja rzuciłam się na niego i zaczęłam przytulać i piszczeć jak opętana. Zielonooki uśmiechając się cały czas odwiózł mnie do domu, bo zrobiło się ciemno. Jak ten czas szybko zleciał. Pod moim domem pożegnaliśmy się (chyba nie muszę opowiadać jak), po czym weszłam do budynku z Kitty na rękach. Położyłam kotkę na łóżku, szybko wykąpałam się i ubrałam w piżamę i wróciłam do pokoju. Kitty spała zwinięta w kłębek na poduszce. Z uśmiechem na ustach położyłam się obok niej i już po chwili zasnęłam
-------------------------------------------------------------------------------------------
A więc... Jest nowy rozdział. Przepraszam że taki krótki, nudny i ogółem beznadziejny. To wszystko przez brak czasu i weny. Mam nadzieję, że mimo wszystko chociaż komuś się spodoba. Kolejny rozdział od mojej Ninjy (tzn. Juls).
Czytasz = komentujesz
Bożeee...jakie to jest beznadziejneee....wgl po co ja to czytam hę? Bezsensownie przez ciebie uśmiecham się do monitora kiedy to czytam i z niecierpliwością czekam na nowe rozdziały..... no masakra jakaś. Pisz dalej ty moja kłamczucho :* A! I chce zobaczyć co tam kolejne "beztalencie" wymyśli xD
OdpowiedzUsuń