poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 14

Ten tydzień był trochę zwariowany...lub inaczej mówiąc totalnie pojebany.Zapowiadało się tak fajnie, a wszyło jak zawsze do dupy.Rose od poniedziałku nie chodzi do szkoły i w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju.Co jej odjebało?Harry strasznie się o nią martwi.Raz nawet próbował wejść na jej balkon,jednak żeby nie było tak pięknie,wdygał się do sypialni jej mamy.Ja natomiast przez ten czas spotykałam się z Matt'em.Ogólnie poznaliśmy się bliżej.
****
-A ty to gdzie się wybierasz?-zapytałam schodząc po schodach,kiedy ujrzałam Toma
-A idę w takie jedno miejsce...-odpowiedział niepewnie chłopak
-Mogę iść z tobą?-zapytałam siadając na blacie kuchennym
-To stanowczo nie jest miejsce dla dziewczyn.-pokręcił przecząco głową
-Jasnee...To chociaż mi powiedz z kim idziesz.-nalegałam
-A ty co?Moja matka,że mam ci się tobie spowiadać?-spojrzał na mnie
-Może nie matka,ale siostra.-podeszłam do niego
-Siostra...-mruknął do siebie-Nie mogłaś wymyślić czegoś orginalniejszego?
-Wiesz,na twoją babcię to nie wyglądam..-zaśmiałam się krótko-Ale na młodszą siostrę to już bardziej.-przytuliłam się do niego
-Ok,ok...jadę z kumplami w jedno miejsce.-odwzajemnił uścisk-A gadałaś już z Matt'em?
-Dzisiaj nie...A czemu pytasz?-zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy
-A nic....Dobra,to ja lece.-pocałował mnie w głowę i wyszedł.
Trochę dziwnie się zachowywał,jak nie on.Może spotyka się z jakąś dziewczyną potajemnie i nie chce się przyznać....Cholera wie.Zaczęłam przygotowywać sobie tosty,jednak nie dane mi było ich skończyć,ponieważ do domu wleciał Niall.
-No co tam blondasku?-zapytałam i oparłam się o blat
-No co tam?!Dziewczyno twoja przyjaciółka ma depresje a ty sobie spokojnie robisz zasrane tosty?!-zaczął się bulwersować
-Niall,uspokój się.Ja ciebie w ogóle nie rozumiem...
-Nie rozumiesz?!Przez cały tydzień ani razu nie zajrzałaś do Rose!Tylko szlajałaś się z tym nowym chłoptasiem i byłaś cała happy!
-A co wspólnego ma Matt z Rose?!
-Jako jedyna nie próbowałaś wyciągnąć jej z tego zasranego pokoju!-mówił nadal,nie zwracając uwagi,że coś powiedziałam-A ponoć jesteś jej przyjaciółką!Sama nie widzisz tego jak ona cierpi!Martwisz się tylko o swoje szczęście!!Jesteś jebaną egoistką!!...
-Horan do CHOLERY JASNEJ!!-krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam i rzuciłam miską,która stała najbliżej mnie.Chłopak o dziwo się uspokoił,kiedy usłyszał trzask tłuczonego szkła-Możesz mnie choć przez chwilę wysłuchać?-zapytałam cicho,mocno zaciskając szczękę i pięści-Nie wiem co się wydarzyło,że Rose siedzi zamknięta w pokoju.A ty nie możesz mieć mi tego za złe...
-Ja wiem co się wydarzyło.-powiedział ciszej
-Więc...mów.
-Pocięła się.
-Co?!I ty mi dopiero teraz o tym mówisz?!
-Pocałowała Zayn'a.-spojrzałam na niego coraz szerzej otwierając oczy
-Spała z nim?
-Przecież powiedziałem,że go pocałowała.-podniósł głos.Wzięłam głęboki wdech i wybiegła z domu.
****
-ROSE,OTWIERAJ TE ZASRANE DRZWI!-krzyczałam pod pokojem Brown-Dobra sama tego chciałaś!-kopnęłam w drzwi.Raz,drugi,trzeci....a za czwartym razem  otworzyły się z wielkim hukiem.Kiedy weszłam do sypialni załamałam się.Okna zasłonięte roletami,wszędzie syf i rozpierdzielone łóżko,na którym siedziała Rose.
-No nieźle się tu urządziłaś.-powiedziałam podchodząc do niej
-Odejdź.-mruknęła
-Nie.-oznajmiłam stanowczo-Wiem co się stało.Wiem dlaczego siedzisz tu całkiem sama.-dziewczyna spojrzała na mnie
-Ty nic nie rozumiesz.
-Horan mi wszystko powiedział.-wzdrygnęła się-Słuchaj,Rose....Ty go tylko pocałowałaś...
-Ale przecież ja jestem z Harrym...
-Powiedz mi jak do tego doszło.-usiadłam koło niej
-Byłam w parku i ktoś mnie objął od tyłu w tali.Od razu pomyślałam,że to Harry,więc bez zastanowienia odwróciłam się przodem i wpiłam się w jego usta.Jednak kiedy spojrzałam na jego twarz.....to był Zayn...
-I  z tego powodu się pocięłaś?Jezu,Rose....Ja już myślałam,że poszłaś z nim do łóżka,albo że doszło między wami do czegoś większego...
-Ale ty tego nie rozumiesz..
-Nie,to ty siebie nie rozumiesz.Miałaś prawo go pocałować,bo nie wiedziałaś że to Zayn.Z takiego popierdolonego powodu się pocięłaś?Jesteś dziwna.
-A ty?!Lepiej spójrz na siebie!-krzyknęła-Do ciebie zawsze chłopcy lgną jak muchy!A ja miałam zaledwie jednego chłopaka...
-Teraz się będziesz kłócić o to kto miał więcej chłopaków?Serio?
-Ty niczego nie rozumiesz!
-Tak,masz racje,nie rozumiem!To był jeden pieprzony pocałunek!I przez takie jedno małe gówno mogłaś się wykrwawić!
-Może by było lepiej...-mruknęła cicho
-Czy ty siebie słyszysz?!-wstałam-Jesteś popierdolona.-zaczęłam powoli kierować się w stronę drzwi
-A ty za to jesteś totalną egoistką!Nie masz uczuć!Nigdy ich nie miałaś i nie będziesz mieć!-krzyknęła.Nie wytrzymałam.Podbiegłam do niej i złapałam za koszulkę.
-Masz rację.Nie mam uczuć.Ale to jest plus dla mnie,bo gdybym je miała skończyłabym tak jak ty.-powiedziałam ciszej,patrząc jej prosto w oczy.-Wiec żegnaj-puściłam ją-człowieczku kochający cały świat.-szybkim krokiem opuściłam dom Brown.
****
-No dalej,odbierz ten pieprzony telefon.-mruknęłam do siebie,kiedy stałam przed domem.Byłam strasznie zdenerwowana.Nie mogłam w to uwierzyć,że Rose pocięła się przez jeden,niewinny pocałunek.Nie mogłam znaleźć sobie miejsca w domu,więc próbowałam się dodzwonić najpierw do Toma,a następnie do Matt'a.
-No co tam?-w końcu usłyszałam głos blondyna w telefonie
-Co robisz?
-Nic szczególnego...A co?Stęskniłaś się za mną?-wyczułam w jego głosie zadowolenie
-Można tak powiedzieć.To przyjedziesz po mnie?
-Zaraz będę.-i rozłączył się.Nie mając nic innego do roboty,wyciągnęłam z kieszeni papierosa i odpaliłam go.Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do tego czy palę czy nie.Może kiedyś byłam uzależniona,ale jakoś mi to przeszło......od tak.Puff i zniknęła chęć do zapalenia.
-No,no,no.Nie wiedziałem,że nasza grzeczna Alex pali faje.-usłyszałam czyjś głos za sobą
-Grzeczna to ja na pewno nie jestem.-odwróciłam się i ujrzałam mulata-O...cześć Malik.
-Chyba nie cieszysz się za bardzo na mój widok.-powiedział,robiąc grymas na twarzy
-Byłeś u Rose?
-Nie.Byłem na kręglach.-podszedł do mnie bliżej
-Wiesz co,Malik?Jesteś gorszy ode mnie.-spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem-Najpierw całujesz się z Rose,a teraz w ogóle nie raczysz jej odwiedzić.
-Wiesz,to był tylko niewinny pocałunek.A słyszałem,że ty też tak uważasz.-stał blisko.Za blisko.
-Pieprz się Malik.
-Z tobą chętnie.-mruknął mi prosto do ucha
-Ty zboczeńcu!Pedofilu jebany!-potem wszystko potoczyło się szybko.Zayn złapał mnie za nadgarstki i całą swoją siłą przygwoździł do płotu.
-Spróbuj mnie jeszcze raz tak nazwać,a zobaczysz co może się stać.
-Grozisz mi?-warknęłam na niego.Chłopak już otwierał usta,aby coś powiedzieć jednak ktoś go wyprzedził.
-Jakiś problem?-bogu dzięki,że w tym właśnie momencie do akcji wkroczył Matt.Mulat szybko mnie puścił, spojrzał gniewnie na blondyna i odszedł.
-.Sama bym dała radę.-mruknęłam podchodząc do chłopaka.
-Jasne,jak zawsze.-wywrócił oczami.
-To co robimy?
-Chcę cię zabrać w pewne miejsce.Chodź.-złapał mnie za rękę i zaprowadził na koniec ulicy.Tam ujrzałam odjazdowy motocykl.
-Twój?-zapytałam,wskazując na pojazd
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.-uśmiechnął się do mnie słodko i podał mi kask,a drugi sama złożył na głowę.Wzruszyłam ramionami i usiadłam za Matt'em.-Tylko trzymaj się mocno!-krzyknął jeszcze,a ja w ostatniej chwili objęłam go w pasie.Jechaliśmy dłużej niż sądziłam.Kiedy rozglądałam się na boki mogłam od razu stwierdzić,że wjeżdżamy do tej niebezpiecznej części Londynu.Tata zawsze zabraniał mi tu przychodzić,mówił,że boi się o moje zdrowie.Tylko do dziś nie wiem czy fizyczne czy psychiczne.
Tak więc po około pół godzinie Matt zatrzymał się przy jakimś starym budynku.Kiedy zeszłam z motocyklu mogłam się lepiej przyjrzeć kamienicy.Na bank to miejsce jest niezamieszkane od lat.Miało powybijane gdzieniegdzie szyby lub okna zabite deskami.
-Słabe miejsce na randkę.-powiedziałam kiedy oddałam chłopakowi kask.
-Bo to nie będzie randka.-blondyn złapał mnie za rękę i ruszył w stronę kamienicy.
-Hey,hey,hey....A skąd moge mieć gwarancję,że mnie nie zgwałcisz,a potem zabijesz w tej ruderze?-zapytałam,zatrzymując się gwałtownie
-Dobrze wiesz,że bym tego nie zrobił.-Matt podszedł do mnie-Gdyby zebrało mi się na sex to bym cie najpierw uwiódł lub upił.-mruknął mi do ucha i lekko ugryzł w szyje.Prychnęłam cicho,kręcąc głową.
To jak budynek wyglądał z zewnątrz było kompletnym przeciwieństwem tego w środku.Było tam bardzo czysto.Powoli weszliśmy po starych,drewnianych schodach na pierwsze piętro.Matt otworzył drzwi po lewej stronie,a za nimi ujrzałam....
Troche mnie to przeraziło.Był to zapyziały pokój,lecz w pewnym sensie było w nim przytulnie i czułam się bezpieczna.Pod oknem stał duży okrągły stół,na którym leżały porozwalane karty do pokera.Pod lewą ścianą mieściły się dwa materace,a na przeciw nich stała rozpierdzielona,stara kanapa.
-Matt!Nareszcie przyjechałeś!Łowca dał nam dziś nowy towar,trzeba go szybko rozprowadzić i .....-Tom przestał mówić,kiedy zauważył,że stoję koło blondyna
-I?No dalej dokończ.-zachęciłam go,rozglądając się po reszcie nie znanych mi twarzy.Dwóch siedziało na materacach i paliło fajki,jeden za dużo chyba wziął i leżał bez ruchy na całej kanapie,a trzech gości stało pod oknem z groźnymi minami.Spojrzałam na Toma.Stał w tej samej pozycji  nic nie mówiąc.
-Nie martw się stary.-klepnął go Matt w plecy-Na pewno dużo zarobimy.
-Mogłeś mi powiedzieć.Nie uderzyłabym cię za to.-powiedziałam ciszej kiedy przechodziłam koło Parkera
-Po chuja ją tutaj przyprowadziłeś?-warknął na blondyna gruby gościu spod okna
-Nikomu nic nie wygada.Prawda,skarbie?-niebieskie tęczówki spojrzały na mnie
-Oczywiście,kotku.-uśmiechnęłam sie sztucznie
-Chłopaki,sory za spóźnienie,ale...-nagle do pokoju wpadł zdyszany.....Liam?
-Payne,do cholery,co ty tu robisz?-zapytałam
-Chciałem zadać ci to samo pytanie.-mruknął,otrzepując ramiona z niewidzialnego pyłu
-Przyjechałam z Matt'em.-odparłam krzyżując ręce na piersi
-Dobra,spokojnie,po kolei.!-odezwał się Tom-Najpierw wprowadzimy Alex...
-Pojebało cię Parker?-warknął ten sam gruby typ-Dziewczynom się nie ufa!One zawsze klapią ozorem na wszystkie strony.
-To nie ty jesteś tu szefem,Chudy.-Matt zmroził go wzrokiem
****
-No,Payne,nigdy bym się po tobie nie spodziewała.Ty i narkotyki...-oznajmiłam,mierząc go z góry do dołu
-Ty też uzależniłabyś się,gdybyś mieszkała z takimi idiotami jak ja.-mruknął uchylając furtkę od swojego domu
-No to buźka,kumplu.-posłałam mu buziaka w powietrzu i weszłam do swojego domu razem z Matt'em.Szybko poszłam do kuchni i wyciągnęłam z głębi szafy Jack'a Daniels'a.
-Opijamy nową robotę?-zapytał blondyn
-Ja nie potrzebuję okazji,żeby się napić.Ale jeżeli chcesz to możemy wypić za nową robotę.-uśmiechnęłam się cwaniacko.Otworzyłam butelkę i upiłam spory łyk.
-Może zostaw coś dla mnie,co?-zaśmiał się chłopak i wyrwał mi butelkę z ręki.Jednak Bóg chyba nie chciał,żeby pił i zamiast trafić trunkiem do buzi,wylał go sobie na koszulkę.-Cholera.-zaklął.
Zachichotałam cicho i usiadłam na blacie kuchennym uważnie przyglądając się chłopakowi.Kiedy ściągnął swoją koszulkę,ujrzałam jego umięśniony tors.Jego czekoladowe oczy i blond włosy ułożone w nieładzie.Chciałam do niego podbiec i rzuci się mu na szyję.
"Idiotko,facet pomyśli,że się do niego kleisz,bo się upiłaś.A nie powiesz mu,że jesteś napalona."~odezwał się cichy głosik z tyłu głowy.
-Gapisz się.-mruknął chłopak nie patrząc na mnie
-Wcale nie.-zaprzeczyłam i odwróciłam głowę w drugą stronę
Blondyn podszedł do mnie,położył dłonie na moich biodrach i szepnął mi na ucho:
-Ale nie powiedziałem,że mi się to nie podobało.
Przechyliłam głowę,a nasze nosy przetarły się o siebie.Uśmiechnęłam się lekko.Chłopak spojrzał w moje oczy,ujął moją twarz w dłonie.Przejechał kciukiem po policzku,uśmiechnął się cwaniacko i złączył nasze usta.Moje serce zabiło mocniej.Oplotłam ręce wokół jego szyi i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie.Nasze pocałunki stały się bardziej namiętne,a języki odbywały zawziętą walkę.Blondyn oderwał się ode mnie i ściągnął moją koszulkę,a potem zachłannie wpiłam się w jego usta.Ściągnął mnie z blatu i złapał za uda,a ja objęłam go nogami w pasie.Wszystko potoczyłoby się pięknie gdyby nie...
-Alex!Mam coś dla ciebie!
-Ughh...-mruknęłam,a Matt mnie puścił-Zaraz wracam.
Miałam już wyjśc,gdy nagle chłopak złapał mnie za rękę,odwrócił w swoją stronę i pocałował.
-Tylko wracaj szybko.-powiedział i uśmiechnął się zadziornie
Pokręciłam głową i poszłam do drzwi wejściowych.Jednak nie musiałam ich otwierac, bo ten dupek już stał w holu.
-Czy szanowny pan Louis Tomlinson nie umie pukac tylko wpierdala się do czyjegoś domu bez zaproszenia?-zapytałam ironicznie i oparłam się o zimną ścianę
-Też miło cię widziec,Alex.A tak na marginesie ładny stanik.-chłopak uśmiechnął się szeroko,a ja spojrzałam na mój czarny,koronkowy stanik.
-Tylko po to tu przyszedłeś?
-Listonosz przyniósł nam dzisiaj list do ciebie...-pomachał białą kopertą w powietrzu,którą szybko mu wyrwałam.
-Liczyłem na coś w zamian.-mruknął niezadowolony
-To się przeliczyłeś.-spojrzałam na niego gniewnie-A idź do swojego Lenora.
-Byłobyprościejgdybyniejebnęłafocha.
-Co ty tam mamroczesz pod nosem?-zapytałam,podnosząc brew do góry
-Eleanor..ona...no trochę się pokłóciliśmy.
-Kolejna załamka w związku.-prychnęłam,kręcąc głową.Co za idiotka z tej szmaty.Najlepiej wykorzystac biednego Louisa i najlepiej.Nie żeby było mi go żal,albo coś.
Nagle poczułam czyjeś ręce obejmujące mnie w tali.
-Ile mam jeszcze na ciebie czekac?-mruknął mi do ucha,ale tak aby Louis wszystko usłyszał-Chyba już czas na ciebie.
-Tak,tak...-odpowiedział Tomlinson trochę zakłopotany i wyszedł z mojego domu
-Wiesz,że go przestraszyłeś?-zapytałam,odwracając się przodem do blondyna
-Wiesz,że miałaś zaraz wrócic?-wywróciłam oczami-Co chciał?
-Przyniósł mi list.
-Chcesz przeczytac?
-Jutro.Ale przynajmniej sprawdzę od kogo.-musnęłam jego usta i odsunęłam się od niego.Spojrzałam na kopertę i zamarłam.
-Co jest?-odezwał się od razu blondyn-Od kogo ten list?
Spojrzałam na niego.Odłożyłam list na szafkę  i przytuliłam się w niego.
-Od mojej matki.
Chłopak pocałował mnie w czubek głowy,a ja jeszcze mocniej wtuliłam się w jego tors.

___________________________________________________________________________
Troszkę namieszało się w tym rozdziale.....xD~Juls






niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 13

~Oczami Rose~
Od ostatniego razu kiedy widziałam się z chłopakami minęło kilka dni. Oni przygotowywali się do nagrywania nowej płyty, a ja zakuwałam do egzaminów. Nauczyciele chyba naprawdę się nudzą w domu. Nie widzę sensu we wkuwaniu na pamięć całej historii. No bo do czego mi informacja, że jacyś tam kolesie kilka tysięcy lat temu założyli jakieś państwo, które już i tak nie istnieje?! Przeszłości nie zmienimy, więc po co do tego wracać?! No, ale cóż, z nauczycielem nie wygrasz. Pani od historii jest jak osioł. Jak się uprze, to nie ma, że boli, musi postawić na swoim. I ona się dziwi, że jest starą panną z psem. Tak, z psem, bo idiotka nie lubi kotów. Jak tak można?! Przecież kociaki są bardzo milutkie, słodkie i inteligentne. Weźmy na przykład taką Kitty. Ma dopiero jakiś miesiąc, a już umie załatwiać się do kuwety i sama wychodzić na spacer do ogrodu. Zawsze wraca po dokładnie piętnastu minutach. Tym razem jednak było inaczej. Minęła prawie godzina odkąd ostatni raz ją widziałam. Pomyślałam, że pewnie jest w kuchni i śpi na krześle. Udałam się tam z nadzieją, że ją tam zastanę. Spotkał mnie jednak ogromny zawód. Nie było jej ani tam, ani nigdzie indziej. Mocno już zestresowana wybiegłam do ogrodu. Krążyłam po całej powierzchni, ale mojego maleństwa nigdzie nie było. Zrozpaczona usiadłam na drewnianej ławce i zaczęłam płakać. Cała roztrzęsiona wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Harrego. Odebrał po czterech sygnałach
-Rosie, hej. Stało się coś?
-Harry, to Kitty... Ona...
-Co ona?! Co się dzieje?!
-Ona... zniknęła!
-Nie martwa się mała, zaraz u ciebie będę- odpowiedział, po czym się rozłączył.
Po niecałych dziesięciu minutach Hazz już u mnie był. Razem poszliśmy do parku, aby poszukać uciekiniera. Chodziliśmy alejkami wołając imię kotka. Niestety- mała biała kulka jakby zapadła się pod ziemię. Jakby tego było mało, nagle dopadła nas grupa rozhisteryzowanych fanek. W jednej chwili zostałam brutalnie odepchnięta od Harrego. Najpierw siedziałam na ławce i obserwowałam rozwój wydarzeń. Kiedy jednak zorientowałam się, że z każdą chwilą dziewczyn przybywa, postanowiłam szukać dalej na własną rękę. Skierowałam się do najrzadziej uczęszczanej części parku, gdyż tylko tam jeszcze nie byliśmy. Spojrzałam na widok znajdujący się przede mną i westchnęłam z zachwytu. Stara, marmurowa fontanna obrośnięta była mchem, drewniane ławki z odpadającą białą farbą już dawno przestały spełniać swoją rolę. Między gałęzią a grubym konarem starej wierzby rozwieszony był sznurkowy hamak. To miejsce aż kipiało magią. Mimo późnej jesieni, liście były ciemnozielone, a trawa miała jaskrawy odcień limonki. W pewnym momencie poczułam ciepłe dłonie oplatające mnie w talii. Bez zastanowienia obróciłam się i wpiłam w pełne wargi chłopaka. Na początku wydawał się zaskoczony, jednak później odwzajemnił pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, podniosłam wzrok i zamarłam...
-Z-zayn?!- wyjąkałam
-Hej Rose- uśmiechnął się zawadiacko, a ja poczułam motylki w brzuchu. ROZUMIECIE TO?! Ja, dziewczyna Harrego Stylesa, do niedawna pewna swoich uczuć, poczułam motyli w brzuchu całując jego przyjaciela. Zaraz zaraz, jak to do niedawna?!  Ogarnij się Rose, kochasz TYLKO HARREGO!!! Poczułam łzy cisnące mi się do oczu i pędem ruszyłam w stronę domu. Nie zważałam na zdziwione spojrzenia mijanych ludzi. Dopadłam do drzwi, zamknęłam je i osunęłam się na dół dając upust emocjom. Płakałam tak długo, że aż zabrakło mi łez. Siedziałam więc i tępo gapiłam się w sufit.  Rosalie Brown, jesteś zwykłą szmatą nie zasługującą na takiego chłopaka jak Zayn. Cholera, jaki Zayn?! Przecież to Harry jest moim chłopakiem. Z wściekłości poderwałam się i zrzuciłam wszystkie szklane przedmioty z komody w salonie. Kilka odłamków wbiło mi się w rękę. Nie sprawiło mi to jednak bólu, tylko dziwną przyjemność. Usiadłam na podłodze opierając się plecami o ścianę i chwyciłam w dłoń jeden z ostrzejszych kawałków. Pociągnęłam wzdłuż nadgarstka pozostawiając krwawiącą kreskę. Patrzyłam na krew spływającą po ręce i brudzącą posadzkę.  Wykonałam jeszcze dwa nacięcia. Chciałam zrobić kolejne, kiedy usłyszałam nad sobą krzyk:
-Rose, zwariowałaś?! Odłóż to!!!- ujrzałam przestraszoną twarz blondyna. Szkiełko wypadło mi z ręki, a ja schowałam twarz w dłoniach i ponownie się rozpłakałam. Nial nic nie mówiąc objął mnie i pozwolił moczyć rękaw bluzy. Kiedy już się uspokoiłam, zaprowadził mnie do łazienki i opatrzył ranę, o czym posadził mnie na kanapie. Poszedł do kuchni i po kilku minutach wrócił z dwoma kubkami gorącej czekolady. Podał mi jeden kubek i wygodnie usiadł naprzeciwko mnie.
-Rosie, co się stało? Harry ci coś zrobił?-  na dźwięk imienia chłopaka momentalnie po policzku spłynęła mi łza.
- Nie Niall, to ja zrobiłam coś jemu. No bo ja... całowałam się z Zaynem.
-Co?! Ale... jak to się stało?!
-Byliśmy w parku i Harrego dopadły fanki, a ja poszłam... i wtedy Zayn... i ja... Nialler, on mnie znienawidzi!
-Rose, Rose spokojnie, Harry cię kocha, Napewno cię nie znienawidzi z takiego powodu, ale musisz mu o wszystkim powiedzieć.
-Ale Nialler, ja nie mogę go tak zranić...
-Wolisz, żeby dowiedział się od Zayna? To go bardziej zrani.
-Ale...
-Rosie, jestem pewien że Harry jest w stanie wybaczyć ci wszystko.Musisz tylko znaleźć w sobie trochę odwagi i mu powiedzieć. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze...


 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Witam witam, tak, to znowu ja...a może raczej nareszcie ja? Dobra, nie wnikajmy w szczegóły...
Nie było mnie tu... hmm... długo... wenę miałam, rozdział został napisany jeszcze w 2013 roku, no ale... przez to, że z natury jestem wielkim leniem pojawia się dopiero teraz... przepraszam
Chociaż pewnie i tak nikt nie czyta... dobra, kit... kochamm <3 ~~Szoko













 

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 12

Obudził mnie bardzo intensywny zapach.Zaciekawiona wstałam i zeszłam po schodach do kuchni.A kogo tam zobaczyłam....Malika.
-Cześć śpiąca królewno.
-Hejka.-odpowiedziałam mulatowi-Co tam pichcisz?
-Naleśniki...
-Z truskawkami.Takie jakie lubisz.-usłyszałam dobrze mi znany głos dochodzący z kanapy
-Ty też tu jesteś Tomlinson?
-Jak widać.-mruknął
-W ogóle jakim cudem się tu dostaliście.Przecież pamiętam jak zamykałam wczoraj drzwi.
-Może twój kochaś wyszedł i o tym zapomniał...
-Nie trzeba było mówić Louisowi gdzie trzymasz zapasowe klucze.-przerwał brunetowi Zayn
-Doniczka.Shit.-pacnęłam sie ręką w czoło
-Twój chłoptaś zostawił tobie liścik....-Louis pomachał kartką,a ja ją szybko wyrwałam z jego ręki
-Ten chłoptaś ma imię.-mruknęłam
-Jakie?Stefan..?
-Nie.Tom.-przerwałam mu i odczytałam liścik:
"Tak słodko spałaś,że aż żal było Cie budzić.Wyszedłem do nowej pracy.Trzymaj za mnie kciuki....A dziś mam mały "występ" w Coffe Cafe,więc jeśli miałabyś ochotę mnie posłuchać to przyjdź.
                                                                                               Tommy"
-I co?Seksu dziś nie będzie?-zapytał udawanym,smutnym głosem Louis
-Tomlinson wypierdalaj z mojego domu!-krzyknęłam
-Mam prawo tu przebywać.
-Właśnie,że nie!Chyba wiesz gdzie są drzwi.
-No właśnie nie za bardzo się orientuję....
-To ja ci kurwa pokaże.-dosłownie wzięłam go za szmaty i wytargałam na wycieraczkę za drzwiami.
-Ja też mam wyjść?-zapytał Zayn
-Ty nie zachowujesz się jak twój pojebany przyjaciel.
-Ja tu marznę!!-usłyszeliśmy krzyki Tomlinsona 
-A domu to ty nie masz?!!!-wydarłam się
***
-Alex!!Alex gdzie ty do cholery jesteś?!-usłyszałam krzyki Rose z dołu.Zakręciłam wodę,owinęłam się w ręcznik i zeszłam do salonu.-Nie uwierzysz co się stało?!
-No co?Przespałaś się z Styles'em i okazał się słaby w łóżku?-powiedziałam znudzonym głosem
-Co?Nie...Jeszcze nie.W ogóle co ty mi tutaj wygadujesz o jakimś łóżku?Ja mam ważną wiadomość do ciebie...
-Jeżeli dotyczy Tomlinsona to lepiej nie mów.-przerwałam jej
-Zostań najlepiej jasnowidzem,bo o niego mi chodzi.Kiedy wrócił od ciebie do domu przyszła Eleanor...
-Chyba Lenor miałaś na myśli.-poprawiłam przyjaciółkę
-NO właśnie....I ona przyszła i....
-I..??
-Błagała Louisa żeby dał jej drugą szansę.
-Żartujesz?Klęczała przed nim?
-No.
-Szkoda,że tego nie nagrałaś...
-No co ty!Miałabym przegapić taką scenkę.-blondynka rzuciła mi telefon.
-Rose?!Rose,jesteś tu?!-usłyszałyśmy Harrego-Zostawiłaś Ki.....Ooo,Alex....Mogłaś zadzwonić do mnie i powiedzieć,że nie masz ciuchów.....Z chęcią bym ci pożyczył.....
-Harry zamknij się.Alex ma cały pokój ciuchów,więc na pewno nie będą jej potrzebne twoje bluzki....Ale mnie TAK.-podkreśliła ostatnie słowo Brown
-Skarbie możemy jechać do galerii po nowe rzeczy...
-Rose,Harry!!Zostawiliście Kitty u nas w do.....-do salonu wparował Louis-Alex.....Nie krępuj się,możesz zdjąć ten ręcznik.Przecież ja i Harry już nie raz widzieliśmy nagie ciało kobiety...
-A jak tam Lenor,pajacu?-przerwałam brunetowi
-Co?Jaki Lenor?Aaa....Chodzi ci o Eleanor?
-Brawo geniuszu.-klasnęłam w dłonie
-Jesteśmy znów razem.-powiedział uradowany
-I ty od tak sobie przebaczyłeś tej wiedźmie!?Ona obrażała mnie i Rose!!A ty jej wybaczasz!!-podeszłam do niego
-Przecież sama mówiłaś,że nie jesteśmy przyjaciółmi.
-Ale to nie oznacza,że ona ma prawo mnie wyzywać od szmat!Ona jest chorobliwie o ciebie zazdrosna!!Nie można z tobą normalnie porozmawiać,bo w jej oczach już jesteś nikim!
-Ale ty nigdy ze mną nie rozmawiałaś normalnie!!Zawsze musimy na siebie krzyczeć!
-I co z tego!Ale chodziło mi o Rose!!Ona z tobą normalnie gada!!Sama nie wiem jak to robi!-i właśnie w tym momencie w akcje wkroczył Chucky.Podszedł centralnie pod nogi Tomlinsona,dzięki czemu chłopak się wywalił.
-Boże!!Lou,wstawaj!!Uważaj na Kitty!!-krzyczała Rose.Po tych słowach mój pies zorientował się,że Tomlinson trzyma kociaka na rękach.
-Chucky!!Zostaw tego małego kotka!!Bierz tego większego IDIOTĘ!!-krzyknęłam,kiedy lablador zaczął atakować.Harry szybko zabrał Kitty od Tomlinsona i właśnie w ten sposób zaczęła się walka bruneta z psem.
-Czy już wystarczająco dużo oberwałem od twojego obrońcy?-zapytał Louis po 5 minutach
-Chucky,zostaw tego palanta.-pies jak na rozkaz zostawił chłopaka-A teraz nagroda.-dałam pupilkowi smakołyk i poszedł na piętro.
-Zadowolona?!-krzyknął Louis-A teraz wypierdalaj po apteczkę i opatrz mi rany na twarzy!-wskazał palcem na kuchnię
-Przepraszam,co ty powiedziałeś?-oznajmiłam spokojnie i spojrzałam na niego groźnie
-Kochana Alex,czy mogłabyś opatrzyć mi rany? Proszę.
-Lepiej.-pchnęłam go do kuchni.Pacjent usiadł na blacie,a ja wyciągnęłam apteczkę-Uprzedzam,będzie bolało.-zamoczyłam cały wacik w wodzie utlenionej i przyłożyłam do rany
-Ałł!-syknął z bólu chłopak-Delikatniej.
-Rose!Chodź!Ty jesteś delikatniejsza w tych sprawach.-rzuciłam w niego wacikiem
-Jesteś zazdrosna?-powiedział cicho,ale na tyle głośno abym usłyszała
-Co?Zazdrosna?O kogo?
-O....mnie.
-Nie rozśmieszaj mnie.-mruknęła i wyszłam z kuchni mijając się z Rose
***
Pod wieczór ubrałam się w to,zrobiłam mocniejszy makijaż,a włosy zostawiłam rozpuszczone.Gotowa wyszłam z domu i poszłam do Coffe Cafe.Dziś to pomieszczenie wyglądało troszkę inaczej. Poprzestawiali wszystkie stoły i zrobili małą scenę,na której pojawił się Tom.Zaśpiewał kilka piosenek,które bardzo ładnie mu wyszły i po skończonym "koncercie" podszedł do mnie.
-No,no,no...Tommy,śpiewasz rewelacyjnie.A wiesz,że ode mnie rzadko kto dostaje komplementy.-uśmiechnęłam się do niego
-Dzięki za komplement...
-Proszę,powiedz mi czy ja widzę to co widzę?-przerwałam mu.Chłopak odwrócił głowę w przeciwną stronę i potwierdził
-Dobrze widzisz.Idzie Louis i jego dziewczyna....jak jej tam....Benor?
-Lenor,Tommy,Lenor.
-Cześć Alex!-zawołała ta idiotka i podeszła do nas ze swoim "chłopakiem"-Jak my się dawno nie widziałyśmy,prawda?
-Czy ty jesteś dla mnie przesłodko miła po tym co mi zrobiłaś?-zapytałam
-Przecież o tej małej,nic nie ważnej kłótni chyba możemy zapomnieć,co?
-Ta kłótnia nie była mała.Wyzwałaś mnie od szmat i teraz ślinisz się,abym z tobą rozmawiała?Kochana,tak nie będzie.-nie chciało mi się z nią więcej gadać,więc przed odejściem oblałam ją piciem.
-A tak na marginesie to masz ślinkę koło ust.-mruknął do niej Tom i poszedł za mną
-Ale mnie rozzłościła ta dziewucha.-oznajmiłam,kiedy usiedliśmy przy barze
-Nie tylko ciebie.-westchnął Smitch.Już po chwili usłyszałam dźwięk pianina i głos.Nie jakiś zwyczajny,tylko taki.....taki....boski i nieziemski.Odwróciłam się w stronę sceny i ujrzałam blondyna.

-Już możesz przestać się gapić,scena jest pusta.-powiedział z rozbawieniem Tom.Potrząsnęłam głową.
-Idę go poszukać...-rzuciłam i szybko poszłam za kulisy(nie wiem jakim cudem było jeszcze jedno pomieszczenie w tej kawiarence).Był tam ON i gadał z jakimiś kolesiami.
-Czas na podryw,mówisz?-usłyszałam szept Toma
-Dokładnie.-uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do blondyna-Hejka,rewelacyjny występ.
-Dzięki.Starałem się aby osiągnąć taki efekt.-uśmiechnął się do mnie promiennie-Matt.-wyciągnął do mnie rękę
-Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-Matt,cześć!Widzę,że już zapoznałeś się z moją przyjaciółką Alex.-usłyszałam głos tej jędzy,która dosłownie uwiesiła mu się na szyi.Jestem pewna,że Lou nie nie zwróci jej za to uwagi.
-Yyyy...tak.A ty skąd mnie znasz?-zapytał zdziwiony
-To ja,Eleanor.-ustała przed nim-Córka twojego sponsora.
-Ahhh....nie,nie pamiętam.-spojrzał na nią dziwnie-Alex idziemy na jakiegoś drinka?
-Pewnie.-uśmiechnęłam się zadowolona-Pa,pa nieznana córeczko tatusia.-szepnęłam do Lenora i wyszłam razem z Mattem.

__________________________________________________
Jest kolejny rozdział.Część napisana razem z Szoko ;P.Mam nadzieję,że się podoba ;D

   

 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 11

~Oczami Rose~

Obudziłam się z wielkim uśmiechem na twarzy. Taaaak, nareszcie weekend! Spojrzałam na zegarek. Cooo?! 11:30 ?! Jak to możliwe że tak długo spałam?! Wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Szybko rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i założyłam najwygodniejsze ciuchy jakie znalazłam w szafie. Zeszła po schodach na dół i weszłam do kuchni. Mojej mamy oczywiście znowu nie było w domu. Od kiedy skończyłam 3 lata pracowała lub wychodziła gdzieś z 'kumpelkami'. Nigdy się mną nie interesowała. O ojcu już nawet nie wspomnę. Zostawił nas jak byłam jeszcze mała i od tego czasu nie mamy kontaktu. Wiem tylko, że żyje sobie gdzieś w Kentucky z żoną i córką. Ale wracając do tematu... Nie pamiętam już nawet kiedy spędziłyśmy z mamą trochę czasu razem. Niby niczego mi nie brakuje, no ale miło byłoby porozmawiać czasem z rodzicielką. Pokręciłam tylko głową i otworzyłam lodówkę. Wzięłam karton soku pomarańczowego, po czym wróciłam do pokoju. Podniosłam książkę z biurka i usiadłam na moim ulubionym miejscu, czyli na parapecie przy otwartym oknie. Zaciągnęłam się wiosennym powietrzem. O dziwo od tygodnia nie padało. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Z lektury wyrwał mnie głos
-Hej! Księżniczko! Co tak czytasz od rana?!
Spojrzałam w stronę źródła dźwięku i zobaczyłam uśmiechniętą twarz mojego chłopaka.
-Nieładnie tak podglądać, Hazz!
-Nie moja wina że mam okno naprzeciwko ciebie- wyszczerzył się
-To nie zmienia faktu że przerwałeś mi czytanie
-A może panna Rosie odłoży książkę i wpadnie do nas?!
-Pewnie, czemu nie. W takim razie zaraz będę Haroldzie. -uśmiechnęłam się i zamknęłam okno. Przebrałam się, zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i skierowałam się w stronę drzwi. Na podjeździe zobaczyłam Alex z Chucky'm i jakimś kolesiem. Szli w stronę parku i cały czas się śmiali. Będą musiała ją później zapytać kto to. Zadzwoniłam dzwonkiem i od razu otworzył mi Harry łącząc nasze usta w pocałunku.
-No błagam was, bo tu pawia puszczę! Musicie to robić publicznie?!- oderwaliśmy się od siebie słysząc zbulwersowany głos Nialla. Spojrzeliśmy na siebie i ledwie powstrzymując śmiech złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę salonu. Tam powitali nas chłopacy i rzucili się na mnie zgniatając mnie w uścisku. Później padały różne propozycje na temat tego, co mamy robić. Po długiej konwersacji doszliśmy do wniosku że obejrzymy jakąś komedię. już w pierwszych minutach było widać że jest to komedia romantyczna. Kiedy para na ekranie zaczęła się całować, Nialler spojrzał na nas i wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Harry walnął go poduszką, na skutek czego blondynowi wypadła miska z popcornem. Jedzenie rozsypało się po podłodze, a irlandczyk spojrzał na mojego chłopaka z furią w oczach i skoczył na niego. Powalił go na podłogę i zaczął okładać poduszką. Ja, próbując go bronić, walnęłam blondyna poduszką, za co oberwało mi się od Louisa. On z kolei oberwał od Zayna, który rzucając na oślep trafił też w Liama drzemiącego na fotelu. Szatyn podniósł się zdenerwowany i marudząc pod nosem coś w stylu 'idioci, wyspać się nie dadzą zmęczonemu człowiekowi' wyszedł z pomieszczenia. A nasza bitwa trwała dalej. I pewnie trwałaby jeszcze długo, gdyby do salonu nie weszła piękna, długonoga mulatka. Chłopcy rzucili się na nią zamykając w uścisku i wrzeszczeli 'cześć Dan!', czy jakoś tak. Dziewczyna wyswobodziła się spod ich rąk i podeszła do mnie z uśmiechem na twarzy. Wyciągnęła rękę w moją stronę i odezwała się
-Cześć. Jestem Danielle, ale możesz mówić mi Dan.
-Hej. Miło poznać. Jestem Rose- uścisnęłam jej dłoń
-Rose? Ta dziewczyna o której Harry cały czas nawija?- zapytała brunetka i wytknęła język w stronę chłopaka, który podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie w stronę korytarza. Kiedy uporaliśmy się z wejściem po schodach (których swoją droga mają całkiem sporo), weszliśmy do pierwszego pomieszczenia na lewo. Okazało się, że to pokój Harrego. Rozejrzałam się po wnętrzu. Było urządzone bardzo ładnie. Westchnęłam zachwycona widokiem i idąc w ślady lokatego, usiadłam na łóżku. Chłopak objął mnie i położyliśmy się obok siebie. W takiej pozycji rozmawialiśmy bardzo długo. Tematy nam się nie kończyły. W pewnym momencie zielonooki poderwał się z łóżka i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie (co on ma z tym ciągnięciem?!) w stronę wyjścia z domu. Gdy stanęliśmy już na podjeździe, Harry otworzył mi drzwi od strony pasażera, a później sam usiadł za kierownicą czarnego Range Rovera. Przez całą drogę próbowałam się dowiedzieć dokąd jedziemy. Niestety bezskutecznie. Bardzo się zdziwiłam kiedy zatrzymaliśmy się przy schronisku dla zwierząt. Jeszcze bardziej zdziwiłam się kiedy chłopak wysiadł i kazał mi zaczekać w samochodzie. Wrócił po kilkunastu minutach z wielkim bananem na twarzy i białą kudłatą kulką na rękach. Wsiadł do samochodu i wręczył mi tą kuleczkę. I wtedy białe kudłate coś poruszyło się, miałknęło i otworzyło oczka.
-Jejku, kotek! - pisnęłam ucieszona widząc małe przestraszone zwierzątko.
-Tak. Słodziutki i cały twój- uśmiechnął się Harry, na co ja rzuciłam się na niego i zaczęłam przytulać i piszczeć jak opętana. Zielonooki uśmiechając się cały czas odwiózł mnie do domu, bo zrobiło się ciemno. Jak ten czas szybko zleciał. Pod moim domem pożegnaliśmy się (chyba nie muszę opowiadać jak), po czym weszłam do budynku z Kitty na rękach. Położyłam kotkę na łóżku, szybko wykąpałam się i ubrałam w piżamę i wróciłam do pokoju. Kitty spała zwinięta w kłębek na poduszce. Z uśmiechem na ustach położyłam się obok niej i już po chwili zasnęłam
-------------------------------------------------------------------------------------------
A więc... Jest nowy rozdział. Przepraszam że taki krótki, nudny i ogółem beznadziejny. To wszystko przez brak czasu i weny. Mam nadzieję, że mimo wszystko chociaż komuś się spodoba. Kolejny rozdział od mojej Ninjy (tzn. Juls).
Czytasz = komentujesz

poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 10

Oczami Alex
Że niby co?On mnie obronił?On?Sławny Louis Tomlinson broni Alexandre Parker,znienawidzoną przez niego dziewczynę.To się w głowie nie mieści.Nie wytrzymałam sama w tym domu,więc szybkim krokiem udałam się do sąsiadów obok.Bez pukania weszłam do środka.
-Gdzie Tomlinson?-zapytałam,widząc Harrego,Niall'a i Liama siedzących na kanapie 
-U siebie w pokoju.A coś się stało?-zapytał Styles
-Wszystko w najlepszym porządku.-odpowiedziałam i udałam się na piętro.Oczywiście nie pukając weszłam do jego sypialni.Leżał sobie spokojnie na łóżku.
-Przyszłaś dziękować?-zapytał,uśmiechając się 
-Nie.Przyszłam cie opieprzyć.Jak mogłeś powiedzieć,że jestem twoją przyjaciółką?Ja ciebie nawet nie lubię.Po jaką cholerę broniłeś mnie przed Thompson?Myślałeś,że po tym będę ci wdzięczna do końca życia?Że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem?Otóż nie.Już wiele razy wylatywałam ze szkół i zdążyłam się do tego przyzwyczaić.Spójrz na to z innej strony.Mnie by już nie było w twojej klasie,a ty byłbyś szczęśliwy ze swoim Lenorem.-chłopakowi zrzedła mina-Odpowiedz mi na jedno pytanie.Po jaką cholerę mnie broniłeś?
-Po taką,że cię nienawidzę.!-wydarł się
-Jakbyś mnie nienawidził to chyba byś się cieszył,że mnie wywalili.!
-Nienawidzę cie!Ale nie mogę żyć bez ciebie.Kiedy byłem z Eleanor myślałem o tobie.Nie mogę żyć bez tych naszych kłótni,przekomarzań sie,a nawet przedrzeźniania.Rozumiesz?-brunet podniósł się 
-Ja cie nienawidzę,ty mnie nienawidzisz.To jakim cudem nie możesz beze mnie żyć?Zastanów się co ty mówisz!
-Mówię to co czuję kiedy cię nie ma!-podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Myślisz,że teraz cię pocałuję?
-Taką mam nadzieję.-szepnął
-To się grubo mylisz.-mocno go odepchnęłam,dzięki czemu upadł na podłogę-Nigdy nie będziemy przyjaciółmi.Zapamiętaj to sobie.-wyszłam i mocno trzasnęłam drzwiami.Zeszłam na dół,a tam ujrzałam policjantów.
-Panna Parker?-zapytał jeden
-Tak to ja.-odpowiedziałam 
-Bardzo nam przykro,ale firma pani ojca stanęła w płomieniach dziś po południu.Wszystko spłonęło.
-Czyli,że...mój tata.....Gdzie jest mój tata?-zapytałam jąkając się
-Przykro nam,ale nikt nie przeżył.-i to był dla mnie najmocniejszy cios w serce w tym dniu.W oczach miałam łzy.Najważniejsza osoba w moim pojebanym życiu odeszła.Zostawiła mnie samą na tym popieprzonym świecie.
-To niemożliwe.-szepnęłam
-Alex,przykro nam.-Malik objął mnie od tyłu
-Zostaw!-krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęcia.Popatrzyłam jeszcze raz na chłopców i wybiegłam z ich domu."Gorzej być nie może"-pomyślałam.Oczywiście jak na złość zaczął padać deszcz.Biegłam nie oglądając się za siebie.Kierowałam się na stary pomost nad Tamizą.Nikt nie wiedział o jego istnieniu,więc nikt mnie tam nie znajdzie.Po nie całych 5 minutach dotarłam tam.Nic się nie zmieniło.Na drzewie nadal stał domek oraz 2 huśtawki.Wspomnienia wróciły.I nie wychodziły z mojej głowy.Teraz mogę trafić do domu dziecka.Nie chcę tam.A do mamy na pewno nie polecę.Zostawił nas dla jakiegoś francuza.Idiotka.Tata mi opowiadał jak zawsze na mnie narzekała.Nienawidzę ją za to.Weszłam ostrożnie na drzewo,a potem do domku.Wszystko zostało w idealnym porządku jak przed kilkoma latami.Moje rysunki,układny taneczna narysowane na dużych kartkach,mój ulubiony wielki miś,którego dostałam od taty na urodziny.Oraz tablica korkowa ze zdjęciami.Na samym środku było powieszona fotografia przedstawiająca mnie i Rose.Mimowolnie uśmiechnęłam się przez słone łzy.Obok ja z moim starym przyjacielem.Poznaliśmy się jak miałam 5 lat w małym miasteczku,gdzie mieszkała moja babcia.Tom.Miał na imię Thomas.Był moją pierwszą miłością.Ostatnie nasze spotkanie było właśnie tu.Przyjechał do mnie na weekend.Bawiliśmy się wspaniale.Do czasu,kiedy poślizgnął się.Trzymałam mocno jego rękę,ale byłam za słaba.Puściłam go i on wpadł do rzeki.Straciłam go.I to moja wina.Nikomu o tym nie powiedziałam,nawet jego rodzicom.Biedni ludzie rozwieszali ulotki o jego zaginięciu.Teraz pewnie są gdzieś tam w górze razem z nim.Nagle usłyszałam głos."Alex".Przeraziłam się,kiedy zdałam sobie sprawę,że ten głos należy do Toma."Alex,nie pozwól mi spaść".Zeskoczyłam z drzewa i podeszłam do linii,która oddzielała rzekę od lądu."Mieliśmy być razem aż do śmierci.Skocz i bądźmy razem.Już na zawsze."Większy strumień łez popłynął po moich policzkach.Uklękłam i nawet nie wiem kiedy się zachwiałam i spadłam.Znaczy spadłabym,ale ktoś złapał mnie za rękę.Popatrzyłam w górę.Ujrzałam nieznanego mi chłopaka.
-Puść mnie!!-krzyknęłam
-W twoich snach.-odpowiedział zachrypniętym głosem i wciągnął mnie-Oszalałaś do reszty?
-Tak.Oszalałam.
-Jestem Thomas Smith.-wyciągnął do mnie dłoń
-Jak?Tom?-zapytałam przerażona 
-Tak.Coś nie tak z moim imieniem?
-Nie,nie.Po prostu miałam kiedyś przyjaciela,który też miał takie imię.Z resztą nie ważne.Jestem Alexandra Parker,ale wszyscy mówią do mnie Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-To teraz mi wytłumacz dlaczego chciałaś się zabić.
-Muszę?-zapytałam 
-Tak.-odpowiedział stanowczo,więc zaczęłam opowiadać całą historię
-To mówisz,że umiesz tańczyć?-zapytał po mojej długiej przemowie
-Tylko to zapamiętałeś z mojej wypowiedzi?
-Chyba lepiej jest rozmawiać na przyjemne tematy zamiast o czymś co zmusza cię do płaczu.
-Racja.A więc,tak.Tak tańczę.
-To pokaż.
-Ale pada deszcz.
-To chodźmy do twojego domu.
-Ok.-bardzo szybko dotarliśmy do mojego domu.Zaprowadziłam go do pokoju,w którym jedna ze ścian była pokryta lustrami
-Wow.Nie wiedziałem,że masz własną salę do robienia prób.-skomentował Smith-No,tańcz.-uśmiechnął się do mnie.Jak powiedział,tak zrobiłam.Zatańczyłam mu kawałek mojego nowego układu,a kiedy skończyłam na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-Jestem twoim fanem.Moja królowo powiedz co mogę dla ciebie zrobić.
-Napić się ze mną.-odpowiedziałam bez namysłu-Chcesz herbaty czy coś mocniejszego?
-Mocniejszego.
-Ok,zaraz coś znajdziemy.A ty idź do mojej sypialni.Drzwi na przeciwko.-powiedziałam i wyszłam z pokoju.Powędrowałam do mini biura taty.Podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę z napisem Jack Daniels.Z uśmiechem poszłam do mojej sypialni.
-Skąd masz taką zajebistą przepaskę z kokardką?-zapytał z zachwytem Tom 
-Dostałam od przyjaciółki na urodziny.-odpowiedziałam,śmiejąc się -Zabieram ją do siebie.
-O nie,nie,nie.Ona zostaje ze mną.I koniec rozmowy.
-Co przyniosłaś ciekawego?-zapytał patrząc na butelkę
-Jack Daniels.Zawsze wykradałam tacie alkohol z barku.Oczywiście nigdy się niczego nie domyślił.-oznajmiłam,siadając obok łózka i oparłam się o nie.-Zapomniałam o szklankach.
-Pieprzyć szklanki.Będziemy pić z gwinta.-chłopak machnął ręką i usiadł koło mnie-Ja pierwszy!
-Ja druga!-nagle usłyszeliśmy szczekanie psa
-A ty będziesz trzeci!-zawołał Smith,wskazując palcem na labladora
-Głuptasie,trzeba wyjść z Chucky'im na spacer.
-Spacer?Chucky?Głuptasie?
-Później się napijemy...
-Chociaż jeden łyczek?-zapytał robiąc maślane oczy
-Jeden.-brunet napił się pierwszy,ja druga i wyszliśmy z pieskiem na spacer.Chodziliśmy po parku chyba z godzinę.Oczywiście musieliśmy na kogoś wpaść.Tym kimś okazał się Louis.Spojrzał srogo na mnie,a potem zmierzył wzrokiem Toma.
-Zayn się martwi.-rzucił,nie okazując przy tym żadnych emocji i poszedł dalej
-Zayn?Mam być zazdrosny?-Smith uśmiechnął się złośliwie 
-Nie masz takiego powodu.To tylko przyjaciel.
-A ten tu?-chłopak odwrócił głowę i wskazał na Tomlinsona
-Wróg numer 1.-zaśmiałam się złowieszczo
-Nic się nie zmieniłaś.-szepnął,ale na tyle głośno,że dosłyszałam
-Zmieniłaś?Co ty,śledziłeś mnie w przeszłości?-zapytałam poważniejszym głosem
-Przecież znamy sie od dawna.Byłem twoją pierwszą miłością.
-Co ty pieprzysz?Przecież Tom nie...-urwałam
-No,dokończ.
-Nie....nie żyje.-zwiesiłam głowę
-Dlaczego to ukrywałaś?!Nikomu o tym nie powiedziałaś!
-Byłam mała,spanikowałam.....A tak w ogóle to nie wiesz co się w tedy stało,więc się nie wtrącaj!
-Właśnie,że wiem!To ja!Twój kochany Tommy!Przeżyłem!Zadowolona?-wydarł się
-Co?-szepnęłam-To niemożliwe...Ale jak?
-Znalazła mnie jakaś starsza kobieta i zabrała do szpitala.Kiedy jej mówiłem,że chcę wrócić do domu to zawsze rzucała rzeczami o podłogę i darła się w niebo głosy.Nie mogłem stamtąd uciec.Już nigdy więcej nie zobaczyłem rodziców...-usiadł na ławce-Rozumiesz?Potem zacząłem cię szukać i...znalazłem.Tylko ty zostałaś jedyną bliską mi osobą.
-Tom ja....nie zdawałam sobie z tego sprawy.Przepraszam.-usiadłam obok i wtuliłam się w jego tors
-Nie masz za co przepraszać.-pocałował mnie w czoło-No...to na mnie już czas.Muszę kupić jakieś mieszkanie i poszukać pracy.-zaczął wstawać
-Nie!-złapałam go za rękę-Ja mam wolny dom.Przecież nie pozwolę ci się szlajać po ulicach.Jesteśmy nadal przyjaciółmi,prawda?
-Tak.A ja nadal cię pociągam,prawda?-uderzyła go w ramię
-Nic się nie zmieniłeś!-krzyknęłam i wskoczyłam mu na barana.
***
-Alex!-krzyknął Malik,kiedy weszłam do jego sypialni i mocno mnie przytulił
-Żyję,jak widzisz.-chłopak puścił mnie i dopiero teraz zobaczyłam jak ma urządzony pokój-Wow,Malik.Nic nie mówiłeś,że malujesz spray'em po ścianach.-skomentowałam widząc rysunki na ścianach-Musisz zrobić takie arcydzieło u mnie w sypialni.
-Pewnie.Kiedy tylko chcesz.-zaśmiał się
-Alex,robimy kolację.Chcesz zostać?-zapytał Harry wychylając głowę zza drzwi
-A Tomlinson też będzie?
-Tak.
-Żegnajcie.-machnęłam ręką i zaczęłam wychodzić z pokoju
-A co?Pokłóciłaś się z nim?-Styles nie odpuszczał i szedł za mną
-Przecież my zawsze jesteśmy pokłóceni.Jesteśmy WROGAMI.-ostatnie słowa powiedziałam głośnie,aby wszyscy usłyszeli i wyszłam z domu sąsiadów.
_________________________________________________
Wow...jaka mnie wena wzięła.Mam nadzieję,że nie za długie?:P
Next będzie od Szoko.~Juls :D  


  


sobota, 5 października 2013

Rozdział 9

~Oczami Rose~

Obudziłam się około godziny 7:30. Strasznie bolała mnie głowa. Cholerny kac! Na początku nie pamiętałam nic. Później zaczęłam kojarzyć fakty: Impreza u Toma. Upicie Eleanor. Pocałunek z Harrym. O cholera. Stwierdziłam, że mimo wszystko nie mogę spóźnić się do szkoły. Szybko wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki. Ubrałam się i uczesałam w chyba rekordowym tempie. Zbiegłam po schodach na dół i chwytając w biegu torbę wyskoczyłam na zewnątrz. Nie patrzyłam gdzie biegnę i zderzyłam się z czymś, a raczej kimś. Przede mną stał Harry. 
-Co ty tu robisz?- zdziwiłam się
 -Mieszkam obok, a poza tym miałaś jechać z nami do szkoły, więc pomyślałem że wpadnę po ciebie. Widzę, że jesteś już gotowa. To co, idziemy?- i nie czekając na moją odpowiedź ruszył w stronę samochodu. Ja oczywiście ruszyłam za nim. Okazało się, że Alex też jedzie z nami, więc musieliśmy rozbić się na 2 auta. W pierwszym jechali Louis, Zayn, Niall i Alex, a w drugim ja, Harry i Liam. Prowadził Daddy, który cały czas nas zagadywał. Niestety, między mną a loczkiem panowała niezręczna cisza. Najwyraźniej obydwoje mieliśmy w pamięci wydarzenie z wczorajszej imprezy. Nagle Liam zatrzymał się koło wejścia do parku.
-Dobra, mam tego dość. Wysiadajcie. Musicie się jakoś dogadać. Wracam po was za godzinę, ogarnijcie się w tym czasie- powiedział wypychając nas z samochodu i odjeżdżając z piskiem opon.
'Wariat' pomyślałam. Stałam tak i gapiłam się na jezdnię nie wiedząc co teraz robić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Harolda
-Um...Rose...To wczorajsze, ja...
-Wiem Harry, przepraszam, jestem taką idiotką...
-Nie jesteś idiotką. A jeśli już to moją kochaną idiotką- zaśmiał się a ja poczułam jak moja twarz robi się czerwona. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem w oczach
-No i ten... chciałem zapytać czy to co mówiłaś wczoraj było serio
Wbiłam wzrok w ziemię i czując że czerwienię się jeszcze bardziej wybąkałam pod nosem krótkie 'tak'
-Co mówiłaś?- widać było że chłopak nie usłyszał
-Mówiłam, że TAK. To było serio- odpowiedziałam
I wtedy Harry zrobił coś, czego totalnie się nie spodziewałam. Podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Na początku byłam zaskoczona, ale potem zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie po chwili (zbyt krótkiej jak dla mnie). Chłopak spojrzał mi w oczy i odezwał się
-A więc... Rosalie Brown, czy zostaniesz moją dziewczyną?
-Hm... -udałam że się zastanawiam- no pewnie że tak, wariacie!- dodałam szybko widząc minę loczka.
Nasze twarze były już bardzo blisko siebie, kiedy usłyszeliśmy dźwięk klaksonu. Szybko od siebie odskoczyliśmy i ruszyliśmy w stronę samochodu Liama. Oczywiście spóźniliśmy się na lekcje, a jakżeby inaczej... Na nasze szczęście była akurat przerwa. Odszukałam wzrokiem przyjaciół i ciągnąc Harrego za rękę kierowałam się w ich stronę.
-Hej! Gdzie byliście tak długo?- zapytała wyraźnie zaciekawiona Alex.
-Wiesz... Bardzo mądry Liaś zostawił nas w parku-zaczęłam, a cała banda parsknęła śmiechem
-No ale ja to się w sumie cieszę że to zrobił- wtrącił się mój chłopak (jak to fajnie brzmi).
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się. Lokowany zaczął mnie całować. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, cała czwórka (czyt. Niall, Alex, Louis i Zayn) patrzyła na nas w osłupieniu. Ich miny- bezcenne. Byłam bardzo blisko wybuchnięcia śmiechem. Zerknęłam ukradkiem na Harolda, który był w podobnej sytuacji, tylko że on nie wytrzymał i już płakał ze śmiechu. Nie udało mi się powstrzymać i już po chwili robiłam to samo. Pozostali popatrzyli na nas i także zaczęli się śmiać. Napad głupawki przerwało nam pojawienie się Lenora. Wspominałam już że jej nienawidzę?
-Witaj Louis- brunetka podeszła do chłopaka i przywitała się z nim. Następnie złapała go za rękę i pociągnęła w stronę szkoły nie zaszczycając nas nawet spojrzeniem. Pf...
***
Ostatnią lekcją w planie był wf. Jak ja nienawidzę sportu -.- Zrezygnowana powlekłam się do szatni i w głupawym stroju weszłam na salę gimnastyczną. Okazało się że mamy grać w siatkówkę. I to jeszcze z chłopakami. Jak ja to przeżyję?! Na szczęście byłam w drużynie z Alex. Ona jest świetnym sportowcem. Mam nadzieję, że będzie mnie osłaniać, tak jak robi to zawsze. Spojrzałam na nią błagalnie. 'Nie martw się, damy radę' szepnęła mi bezgłośnie. I w taki oto sposób udało mi się przetrwać całą lekcję. Teraz pozostawało tylko jak najszybciej przebrać się z powrotem w moje ciuchy i udać się na zajęcia muzyczne prowadzone przez chłopaków. Dotarłam tam przed czasem, ale mimo wszystko byłam ostatnia. Jak ci ludzie to robią?! Kiedy już zajęłam moje stałe miejsce w ławce pod oknem, zajęcia się rozpoczęły.
-Dzisiaj mamy do omówienia ważną sprawę. Jak pewnie wiecie, lub nie wiecie, za tydzień w naszej szkole odbędzie się zbiórka pieniędzy na schronisko dla zwierząt. Dyrektorka postanowiła, że wszyscy uzdolnieni uczniowie mają występować. Wiemy już, że wystąpią dziewczyny z kółka tanecznego, teatrzyk szkolny i prawdopodobnie sportowcy też. I teraz zwracam się z prośbą do kilku z was, aby dołączyli się do występu. Kate, Rose, Meggie, Dyllan, co wy na to? - uśmiechnął się w naszą stronę. Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami. Ale ja miałam pomysł
-Tylko jeśli wy też wystąpicie- uśmiechnęłam się chytrze
-Nie wiemy czy Paul pozwoli, ale w sumie dlaczego nie- odezwał się Nialler
-Tak, masz rację. To świetny pomysł- poparł go Louis
-Rose zawsze ma świetne pomysły- prychnął Harry
A zaraz potem zadzwonił dzwonek oznajmujący że możemy iść już do domu.
***
Szłam szkolnym korytarzem kiedy poczułam że ktoś szarpie mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Eleanor.
-Czego chcesz? - niemalże warknęłam
-Chcę żebyś zostawiła mojego chłopaka w spokoju szmato. On jest mój!
-No chyba sobie kurwa jaja robisz. On jest moim przyjacielem. Nie będziesz mi mówiła co mam robić . -zdenerwowałam się
-hahahaha- zaśmiała się ironicznie- jeszcze się przekonamy dziwko
I odeszła zostawiając mnie w stanie totalnego osłupienia.
***
Przed szkołą czekała na mnie Alex. Podeszłam do niej i zaczęłyśmy kierować się w stronę mojego autka. Tam czekała na nas niespodzianka. Księżniczka Eleanor stała opierając się o maskę mojego cudeńka.
-Witajcie dziewczyny. Starałam się być miła, ale widzę że do was nic nie dociera. Czas więc pokazać na co mnie stać.- zaśmiała się złowieszczo
-O co ci chodzi?- zapytałam zdezorientowana
-O to że obie macie odpieprzyć się od mojego Louiska. On jest mój i tylko mój. Nie zwróci uwagi na żadną z was tak czy inaczej.
-Spierdalaj pojebany pustaku bo jak ci przypierdole to ta twoja wytapetowana buźka już nie będzie tak śliczna. Ciekawe czy wtedy też będziesz taka odważna- wrzeszczała Alex, ale brunetka tylko się zaśmiała. Wtedy moja przyjaciółka rzuciła się na nią i zaczęła okładać pięściami. Powstrzymałabym ją, no ale nie chciałam oberwać. A poza tym Lenorowi się należało. Bitwę, a właściwie bicie dziewczyny przerwała pani Thompson, nauczycielka od matmy.
-Pani pójdzie ze mną, panno Parker- zwróciła się do dziewczyny. Chciałam pomóc przyjaciółce, ale mordercze spojrzenie nauczycielki mnie powstrzymało. Na szczęście w jej obronie stanął nie kto inny jak... Louis Tomlinson, chłopak który pozornie nienawidził Alex. I chyba z wzajemnością. Tak mi się przynajmniej wydawało. Aż do teraz.
-Pani Thompson, a może zapomnimy o tej sprawie? Przecież to był jej pierwszy wybryk- uśmiechnął się słodko w stronę nauczycielki.
-Louis, wiesz bardzo dobrze że nie mogę tak tego zostawić. Aleksandra pobiła koleżankę- próbowała bronić swojego zdania kobieta
-Przypominam, że w stosunku do nas jest pani bardzo wyrozumiała. Dlaczego dla tej dziewczyny nie może pani zrobić wyjątku i potraktować jej trochę łagodniej?
-No dobrze. Ale nikomu ani słowa- zmiękła nauczycielka
-Dziękujemy, pani Thompson- wyszczerzył się chopak
-Nie denerwuj mnie Tomlinson- zaśmiała się i wróciła do szkoły
Alex stała w miejscu i wielkimi oczami gapiła się na Lou. Tymczasem Eleanor cała czerwona z wściekłości i posiniaczona wydarła się na biednego chłopaka
-Co ty odpierdalasz?! Ta idiotka chciała mnie zabić a ty jeszcze jej bronisz? Co ty sobie myślisz? Im ona dla ciebie jest?!
-Eleanor, uspokój się. Alex jest moją przyjaciółką i nie mogłem pozwolić żeby wyleciała ze szkoły- tłumaczył się brunet
-Mimo wszystko nie podoba mi się to. Wybieraj: Ona, albo ja- wrzasnęła
I wtedy nie wytrzymałam
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! Każesz mu wybierać między tobą a przyjaciółmi?! To już jest naprawdę pojebane!
-Rose, spokojnie- złapał mnie za ramię Louis
-Eleanor, ty żartujesz, prawda?- zwrócił się tym razem w stronę brunetki
-Nie Lou, nie żartuję. Wybieraj. TERAZ- wysyczała przez zaciśnięte zęby
-Gdybyś naprawdę mnie kochała nie kazałabyś mi wybierać. Mam prawo spotykać się z przyjaciółmi a tobie nic do tego - warknął
-Świetnie! Więc spierdalaj do tych swoich pojebanych przyjaciół! - wrzasnęła i oddaliła się w stronę swojego samochodu.
-Lou... - zaczęłam
-Nic nie mów Rose. To i tak by się kiedyś wydarzyło- westchnął chłopak i też się oddalił. Pociągnęłam Alex za rękaw (cały czas stała z wielkimi oczami) i wsiadłyśmy do samochodu. Przez całą drogę żadna z nas się nie odezwała. Pod moim domem rozeszłyśmy się w milczeniu. Wpadłam do mojego pokoju i nawet się nie przebierając rzuciłam się na łóżko, po czym zasnęłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 9 rozdział. Przepraszam że taki krótki i beznadziejny. I do tego z dużym opóźnieniem. Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic, poza klasycznym brakiem weny. Mam nadzieję, że zrozumiecie. A wam jak podoba się rozdział? Macie jakieś propozycje na dalszy rozwój wydarzeń? ~Szoko

środa, 11 września 2013

Rozdział 8

Oczami Alex:
Haha,udało nam się!Upiłyśmy tego idealnego Lenora i na dodatek Tomlinson mocno się na nią wkurzył.Cel został osiągnięty.Już chciałam przybić piątkę Rose,ale ona gdzieś zniknęła.Wzruszyłam tylko ramionami i podążyłam w stronę baru.Pewnie,bo co innego może robić Alexandra Parker na imprezie...Korzysta z darmowego alkoholu.Wypiłam z 2 drinki i zauważyłam Zayna idącego w moją stronę.
-No siema,siema!Napijesz się ze mną?-zapytałam,gdy ustał koło mnie
-Ty to już chyba za dużo wypiłaś.
-To chyba ty nigdy mnie nie widziałeś schlanej w trzy dupy....A chcesz zobaczyć taki widok?Z chęcią napiję się jeszcze.-machnęłam do barmana,który zrobił mi następnego drinka
-Tak,a potem ktoś będzie musiał odwieźć cię do domu.
-Jak chcesz to mogę sama się do niego doczołgać.-chłopak zaśmiał się krótko-Poproszę 2 butelki wódki!!-krzyknęłam i od razu przede mną pojawił się alkohol-Jedna dla mnie i jedna dla ciebie.
-Nie dzięki.Chcę pamiętać ten moment kiedy będziesz upita w trzy dupy.
-Nie,to nie.Twoja strata.-wzięłam jedną butelkę.Bez problemu ją otworzyłam i pijąc ruszyłam w stronę parkietu.Zaczęłam tańczyć z każdym po kolei.Nie liczyło się czy to chłopak,czy dziewczyna.Dla mnie najważniejsza jest zabawa.Nagle zobaczyłam pijanego Niall'a,który wskoczył na stół.Nie czekając długo wskoczyłam do niego.Zaczęliśmy tańczyć i pić wódke prosto z butelki.
-Koniec tej zabawy!-krzyknął Tomlinson po kilkunastu minutach 
-A gdzie masz swojego Lenora piesku?
-W domu.Śpi,bo ją tak schlałyście.
-My?Ciebie chyba główka boli od jej lakieru do włosów.To Rose ją upiła.Albo nie...inaczej.Zaproponowałyśmy jej kulturalnie jednego drinka na zgodę,a to już nie moja wina,że sama zaczęła pić więcej.
-Tssaa...jasne.Zeskakuj z tego stołu.Jedziemy do domu.
-Tomlinson nie tak ostro.Mówisz o moim domu czy twoim?
-Spokojnie,jedziemy do ciebie.Tylko mam nadzieję,że masz gdzieś tam prezerwatywy.
-Jasne trzymam je pod łóżkiem.-chłopak zaśmiał sie
-Złaź.
-A złapiesz mnie tak jak w Dirty Dancing?
-Oczywiście.-skoczyłam,a brunet złapał mnie i przerzucił przez ramię
-Wiesz co?Panna idealna nie będzie zadowolona z tego,że się prześpimy.
-Chyba,że nikt jej o tym nie powie.-Louis ruszył w stronę wyjścia
-A mogę prowadzić?
-Nie.-odpowiedział i wsadził mnie na miejsce pasażera
-Ale ty nie wiesz gdzie ja mieszkam.To jest ściśle tajne.
-Przecież jesteśmy sąsiadami.Zawsze wieczorem siadam na parapecie i podglądam cię przez okno.
-ZBOCZENIEC!LUDZIE RATUJCIE,ZBOCZENIEC!!!
-Przestań się drzeć.
-Jedźmy już do tego domu.
-Już pod nim jesteśmy.
-To my mieszkamy tak blisko Toma?-zapytałam zdziwiona
-Tak,no widzisz.Wysiadaj.-Lou obszedł samochód i otworzy moje drzwi
-Dziętki.-powiedziałam i wstałam.Przeszłam kilka kroków i się zachwiałam.
-Lepiej uważaj.-oznajmił brunet i podtrzymał mnie
-Masz gdzieś klucze?
-Skąd mam mieć klucze do twojego domu?
-No wiesz,myślałam,że jak mnie podglądasz to dorobiłeś sobie moje klucze,żeby przyjść do mnie w nocy i mnie zgwałcić.
-Aż takim zboczeńcem to nie jestem.
-Dobra,dobra.Klucz jest pod doniczką.-chłopak szybko odnalazł klucz i otworzył drzwi.Zrezygnowana weszłam i usiadłam na pufie w korytarzu.-Sługo!Buty!-krzyknęłam i wskazałam na moje stopy
-Już się robi księżniczko.-chłopak oparł się o futrynę drzwi i przyglądał mi się
-Ja tu na coś czekam.
-To sobie długo poczekasz.
-Ty małpo!!Ja tu jestem pijana,a ty powinieneś mi pomagać!A masz ty niewdzięczny sługusie.-zdenerwowana rzuciłam w niego szpilką,którą zdjęłam ze stopy.Niestety chłopak zrobił unik,dzięki czemu nie dostał w głowę.Tak samo postanowiłam uczynić z drugim butem.Celowałam tam gdzie słońce nie dochodzi,ale oczywiście Tomlinson podskoczył.-Szpilki mi się skończyły....Zaraz,zaraz.Ja przecież mam psa.Chucky!!Chucky ratuj!!
-Nie krzycz tak,bo on sobie smacznie śpi.
-Śpi?-wstałam i podeszłam do Lou.Malutka czarna kuleczka spała sobie w najlepsze na kanapie-Ohh,jak słodko..
-Słodko?Takie słowa jest w twoim słowniku?
-Oczywiście.Jest zarezerwowane tylko dla Chucky'ego.-odwróciłam się i kierowałam sie w stronę schodów
-A ty gdzie?
-Spać?Wiesz,w przeciwieństwie do ciebie jestem bardzo zmęczona.-weszłam na pierwszy stopień-Pierwszy schodek.....drugi schodek....trzeci schodek....-i tak zaczęłam liczyć
-Pomogę ci.-zaoferował się chłopak i wziął mnie na ręce
-Oj gdyby nas teraz zobaczył idealny Lenor....-szepnęłam mu na ucho
-To byś miała przejebane.
-Ja?Dlaczego właśnie ja,a nie ty?
-Bo ja jestem jej chłopakiem i jestem pod ścisłą obroną.I tak wszystko zwaliłbym na ciebie.
-Ależ jesteś miły.-nagle chłopak rzucił mnie na łóżko
-Pomóc ci się umyć też mam?
-Z chęcią.Zawołam kiedy możesz umyć mi plecki.-wzięłam piżamę i poszłam do łazienki.Napuściłam gorącej wody do wanny i zrobiłam ogromną pianę.
-Tomlinson!!Możesz przyjść!!-wydarłam się,gdy się umyłam
-Myślałem,że żartujesz.-stwierdził stojąc pod drzwiami
-Po pijaku wszystko jest na serio.Właź!-drzwi się otworzyły a w nich stanął  chłopak.-Tu masz płyn do ciała i gąbkę.-wskazałam na te przedmioty za sobą
-Pozwolisz,że użyję swoich rąk zamiast gąbki?
-Oczywiście.-brunet podszedł do mnie i po chwili poczułam jego ręce na moich plecach.Było cudownie,a jeszcze do tego Lou zrobił mi masaż.
-Włosy tez myjesz?-zapytał
-Tak,tak.-chciałam zdjąć gumkę do włosów,ale chłopak mnie wyręczył i sam umył mi głowę.-No,Tomlinson tego sie po tobie nie spodziewałam.
-No widzisz?Na mnie można polegać.-uśmiechnął się i wyszedł z łazienki.Ja w tym czasie się ubrałam w piżamę i również z niej wyszłam.
-Serio mówiłeś o tym spaniu razem?-spytałam,widząc leżącego bruneta na moim łóżku i przy okazji tulącego sie do mojej pluszowej marchewki.
-Tez chcę taką marchewkę.Na urodziny.-powiedział z uśmiechem 
-Mówię na serio,złaź z łóżka.
-Nie-e.
-Chcesz,aby sytuacja z kilkunastu poprzednich godzin się powtórzyła?Tylko,że teraz wyleciałbyś przez balkon.Co ty na to?
-Nie dzięki,nie skorzystam.
-Spierdalaj,bo chce się położyć spać.-Lou pokręcił przecząco głową-Skoro nalegasz...-złapałam go z nogę i zwaliłam z łóżka.Po chwili sama się na nim(łóżku) rozwaliłam.
-Miła jesteś.-skomentował
-Wiem,po tatusiu.-uśmiechnęłam się-A teraz spierdalaj.Ale nie drzwiami.-dodałam,widząc,że chce wyjść po ludzku-Mój tata już wrócił z pracy i ...wiesz...
-Rozumiem,więc zostaje mi tylko okno?
-I balkon.
-A jakieś drzewo jest?
-Jest.
-Ok.To ja lecę.Tylko przykryj się porządnie tą kołdrą.
-Tak jest panie Tomlinson.-chłopak wyszedł przez drzwi balkonowe,a ja je zamknęłam i poszłam spać.
***
Obudziłam się nie wyspana.Odruchowo spojrzałam na zegarek.12:45.Matko,to już ta godzina?Wstałam i poczłapałam do łazienki.Umyłam zęby i twarz.
-AAAAAA!!!!!-krzyknęłam.gdy ujrzałam swoje odbicie w lustrze
-Alex,wszystko dobrze?-zaraz pod drzwiami usłyszałam głos taty
-Tak,tak.Wszystko ok.-odpowiedziałam.Trochę się opamiętałam i ubrałam w to,do tego założyłam bluzę z kapturem.Wzięłam sok marchewkowy i zdenerwowana wyszłam z domu.Pognałam do moich "kochanych" sąsiadów.Bez pukania,weszłam do środka.
-Gdzie Tomlinson?-zapytałam Harrego,który był w samych bokserkach
-U siebie.Na pewno jeszcze śpi.-bardzo szybko znalazłam się w jego pokoju
-TOMLINSON!!!!!!-wydarłam się najgłośniej jak mogłam.On ani drgnął,więc poszłam do łazienki i wróciłam z wiadrem pełnym wody.Ustałam nad chłopakiem i oblałam go po twarzy.
-Aaaaa!!!!Pojebało do reszty?-wydarł się i usiadł
-Mnie pojebało,tak?A co ty mi wczoraj zrobiłeś z włosami!
-No co takiego?
-Już ty dobrze wiesz co.-krzyknęłam i zdjęłam kaptur,który cały czas był na mojej głowie
-To nie ja.
-Tak jasne.
-No dobra,to ja.I co bardzo jesteś wściekła?-zapytał z nadzieją licząc na odpowiedź pozytywną.
-Jestem bardzo szczęśliwa.!Zawsze chciałam farbnąć sobie włosy,ale tata mi nie pozwalał.Teraz mogę całą winę zwalić na ciebie.-uśmiechnęłam się triumfalnie i wyszłam z jego pokoju.
-O,Alex!Ładny kolorek!-powiedział Zayn,kiedy już miałam wychodzić
-Dzięki,to wszystko zasługo twojego przyjaciela Tomlinsona.
-Jedziesz dziś z nami do szkoły?
-Jadę z Rose.-chłopak podszedł do mnie
-Rose jedzie z nami i ty też.Będzie mi bardzo miło.-zbliżył się tak blisko,że niemal się stykaliśmy nosami
-Jeżeli będzie ci miło to pojadę.-powiedziałam patrząc w jego czekoladowe oczy
-Dzięki.Jesteś spoko.-pocałował mnie w policzek-Do zobaczenia za chwilę!-krzyknął odchodząc.Jeszcze przez moment stałam jak ten słup soli.Potrząsnęłam głową chcąc odgonić myśli i wyszłam z ich domu.Już od dawna żaden chłopak nie pocałował mnie w policzek.Przestałam ufać płci przeciwnej po moim ostatnim,nieudanym związku z Wiktorem.Od tamtego czasu zapomniałam co to jest miłość,czucie się bezpiecznym w ramionach ukochanego,być kochanym.Po prostu być kochanym.Nagle poczułam na swoim policzku łzę.Szybko ją starłam.
-Alexandra Parker nigdy nie płacze.A już szczególnie nie przez chłopaka czy przez przeszłość.-powiedziałam do siebie.Zabrałam torbę i wyszłam z domu.
______________________________________________________
I jak tam mijają pierwsze tygodnie szkoły?Jak dla mnie to okropnie
:(Jedyny plus to taki,że zapisałam się na kółko taneczne....A co do rozdziału...Pisałam go przez 3 noce i dziś po południu skończyłam i jestem z tego zadowolona.Następny będzie od Rozzie(miejmy nadzieję,że wena do niej wróci:))~Juls.