****
-A ty to gdzie się wybierasz?-zapytałam schodząc po schodach,kiedy ujrzałam Toma-A idę w takie jedno miejsce...-odpowiedział niepewnie chłopak
-Mogę iść z tobą?-zapytałam siadając na blacie kuchennym
-To stanowczo nie jest miejsce dla dziewczyn.-pokręcił przecząco głową
-Jasnee...To chociaż mi powiedz z kim idziesz.-nalegałam
-A ty co?Moja matka,że mam ci się tobie spowiadać?-spojrzał na mnie
-Może nie matka,ale siostra.-podeszłam do niego
-Siostra...-mruknął do siebie-Nie mogłaś wymyślić czegoś orginalniejszego?
-Wiesz,na twoją babcię to nie wyglądam..-zaśmiałam się krótko-Ale na młodszą siostrę to już bardziej.-przytuliłam się do niego
-Ok,ok...jadę z kumplami w jedno miejsce.-odwzajemnił uścisk-A gadałaś już z Matt'em?
-Dzisiaj nie...A czemu pytasz?-zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy
-A nic....Dobra,to ja lece.-pocałował mnie w głowę i wyszedł.
Trochę dziwnie się zachowywał,jak nie on.Może spotyka się z jakąś dziewczyną potajemnie i nie chce się przyznać....Cholera wie.Zaczęłam przygotowywać sobie tosty,jednak nie dane mi było ich skończyć,ponieważ do domu wleciał Niall.
-No co tam blondasku?-zapytałam i oparłam się o blat
-No co tam?!Dziewczyno twoja przyjaciółka ma depresje a ty sobie spokojnie robisz zasrane tosty?!-zaczął się bulwersować
-Niall,uspokój się.Ja ciebie w ogóle nie rozumiem...
-Nie rozumiesz?!Przez cały tydzień ani razu nie zajrzałaś do Rose!Tylko szlajałaś się z tym nowym chłoptasiem i byłaś cała happy!
-A co wspólnego ma Matt z Rose?!
-Jako jedyna nie próbowałaś wyciągnąć jej z tego zasranego pokoju!-mówił nadal,nie zwracając uwagi,że coś powiedziałam-A ponoć jesteś jej przyjaciółką!Sama nie widzisz tego jak ona cierpi!Martwisz się tylko o swoje szczęście!!Jesteś jebaną egoistką!!...
-Horan do CHOLERY JASNEJ!!-krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam i rzuciłam miską,która stała najbliżej mnie.Chłopak o dziwo się uspokoił,kiedy usłyszał trzask tłuczonego szkła-Możesz mnie choć przez chwilę wysłuchać?-zapytałam cicho,mocno zaciskając szczękę i pięści-Nie wiem co się wydarzyło,że Rose siedzi zamknięta w pokoju.A ty nie możesz mieć mi tego za złe...
-Ja wiem co się wydarzyło.-powiedział ciszej
-Więc...mów.
-Pocięła się.
-Co?!I ty mi dopiero teraz o tym mówisz?!
-Pocałowała Zayn'a.-spojrzałam na niego coraz szerzej otwierając oczy
-Spała z nim?
-Przecież powiedziałem,że go pocałowała.-podniósł głos.Wzięłam głęboki wdech i wybiegła z domu.
****
-ROSE,OTWIERAJ TE ZASRANE DRZWI!-krzyczałam pod pokojem Brown-Dobra sama tego chciałaś!-kopnęłam w drzwi.Raz,drugi,trzeci....a za czwartym razem otworzyły się z wielkim hukiem.Kiedy weszłam do sypialni załamałam się.Okna zasłonięte roletami,wszędzie syf i rozpierdzielone łóżko,na którym siedziała Rose.-No nieźle się tu urządziłaś.-powiedziałam podchodząc do niej
-Odejdź.-mruknęła
-Nie.-oznajmiłam stanowczo-Wiem co się stało.Wiem dlaczego siedzisz tu całkiem sama.-dziewczyna spojrzała na mnie
-Ty nic nie rozumiesz.
-Horan mi wszystko powiedział.-wzdrygnęła się-Słuchaj,Rose....Ty go tylko pocałowałaś...
-Ale przecież ja jestem z Harrym...
-Powiedz mi jak do tego doszło.-usiadłam koło niej
-Byłam w parku i ktoś mnie objął od tyłu w tali.Od razu pomyślałam,że to Harry,więc bez zastanowienia odwróciłam się przodem i wpiłam się w jego usta.Jednak kiedy spojrzałam na jego twarz.....to był Zayn...
-I z tego powodu się pocięłaś?Jezu,Rose....Ja już myślałam,że poszłaś z nim do łóżka,albo że doszło między wami do czegoś większego...
-Ale ty tego nie rozumiesz..
-Nie,to ty siebie nie rozumiesz.Miałaś prawo go pocałować,bo nie wiedziałaś że to Zayn.Z takiego popierdolonego powodu się pocięłaś?Jesteś dziwna.
-A ty?!Lepiej spójrz na siebie!-krzyknęła-Do ciebie zawsze chłopcy lgną jak muchy!A ja miałam zaledwie jednego chłopaka...
-Teraz się będziesz kłócić o to kto miał więcej chłopaków?Serio?
-Ty niczego nie rozumiesz!
-Tak,masz racje,nie rozumiem!To był jeden pieprzony pocałunek!I przez takie jedno małe gówno mogłaś się wykrwawić!
-Może by było lepiej...-mruknęła cicho
-Czy ty siebie słyszysz?!-wstałam-Jesteś popierdolona.-zaczęłam powoli kierować się w stronę drzwi
-A ty za to jesteś totalną egoistką!Nie masz uczuć!Nigdy ich nie miałaś i nie będziesz mieć!-krzyknęła.Nie wytrzymałam.Podbiegłam do niej i złapałam za koszulkę.
-Masz rację.Nie mam uczuć.Ale to jest plus dla mnie,bo gdybym je miała skończyłabym tak jak ty.-powiedziałam ciszej,patrząc jej prosto w oczy.-Wiec żegnaj-puściłam ją-człowieczku kochający cały świat.-szybkim krokiem opuściłam dom Brown.
****
-No dalej,odbierz ten pieprzony telefon.-mruknęłam do siebie,kiedy stałam przed domem.Byłam strasznie zdenerwowana.Nie mogłam w to uwierzyć,że Rose pocięła się przez jeden,niewinny pocałunek.Nie mogłam znaleźć sobie miejsca w domu,więc próbowałam się dodzwonić najpierw do Toma,a następnie do Matt'a.-No co tam?-w końcu usłyszałam głos blondyna w telefonie
-Co robisz?
-Nic szczególnego...A co?Stęskniłaś się za mną?-wyczułam w jego głosie zadowolenie
-Można tak powiedzieć.To przyjedziesz po mnie?
-Zaraz będę.-i rozłączył się.Nie mając nic innego do roboty,wyciągnęłam z kieszeni papierosa i odpaliłam go.Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do tego czy palę czy nie.Może kiedyś byłam uzależniona,ale jakoś mi to przeszło......od tak.Puff i zniknęła chęć do zapalenia.
-No,no,no.Nie wiedziałem,że nasza grzeczna Alex pali faje.-usłyszałam czyjś głos za sobą
-Grzeczna to ja na pewno nie jestem.-odwróciłam się i ujrzałam mulata-O...cześć Malik.
-Chyba nie cieszysz się za bardzo na mój widok.-powiedział,robiąc grymas na twarzy
-Byłeś u Rose?
-Nie.Byłem na kręglach.-podszedł do mnie bliżej
-Wiesz co,Malik?Jesteś gorszy ode mnie.-spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem-Najpierw całujesz się z Rose,a teraz w ogóle nie raczysz jej odwiedzić.
-Wiesz,to był tylko niewinny pocałunek.A słyszałem,że ty też tak uważasz.-stał blisko.Za blisko.
-Pieprz się Malik.
-Z tobą chętnie.-mruknął mi prosto do ucha
-Ty zboczeńcu!Pedofilu jebany!-potem wszystko potoczyło się szybko.Zayn złapał mnie za nadgarstki i całą swoją siłą przygwoździł do płotu.
-Spróbuj mnie jeszcze raz tak nazwać,a zobaczysz co może się stać.
-Grozisz mi?-warknęłam na niego.Chłopak już otwierał usta,aby coś powiedzieć jednak ktoś go wyprzedził.
-Jakiś problem?-bogu dzięki,że w tym właśnie momencie do akcji wkroczył Matt.Mulat szybko mnie puścił, spojrzał gniewnie na blondyna i odszedł.
-.Sama bym dała radę.-mruknęłam podchodząc do chłopaka.
-Jasne,jak zawsze.-wywrócił oczami.
-To co robimy?
-Chcę cię zabrać w pewne miejsce.Chodź.-złapał mnie za rękę i zaprowadził na koniec ulicy.Tam ujrzałam odjazdowy motocykl.
-Twój?-zapytałam,wskazując na pojazd
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.-uśmiechnął się do mnie słodko i podał mi kask,a drugi sama złożył na głowę.Wzruszyłam ramionami i usiadłam za Matt'em.-Tylko trzymaj się mocno!-krzyknął jeszcze,a ja w ostatniej chwili objęłam go w pasie.Jechaliśmy dłużej niż sądziłam.Kiedy rozglądałam się na boki mogłam od razu stwierdzić,że wjeżdżamy do tej niebezpiecznej części Londynu.Tata zawsze zabraniał mi tu przychodzić,mówił,że boi się o moje zdrowie.Tylko do dziś nie wiem czy fizyczne czy psychiczne.
Tak więc po około pół godzinie Matt zatrzymał się przy jakimś starym budynku.Kiedy zeszłam z motocyklu mogłam się lepiej przyjrzeć kamienicy.Na bank to miejsce jest niezamieszkane od lat.Miało powybijane gdzieniegdzie szyby lub okna zabite deskami.
-Słabe miejsce na randkę.-powiedziałam kiedy oddałam chłopakowi kask.
-Bo to nie będzie randka.-blondyn złapał mnie za rękę i ruszył w stronę kamienicy.
-Hey,hey,hey....A skąd moge mieć gwarancję,że mnie nie zgwałcisz,a potem zabijesz w tej ruderze?-zapytałam,zatrzymując się gwałtownie
-Dobrze wiesz,że bym tego nie zrobił.-Matt podszedł do mnie-Gdyby zebrało mi się na sex to bym cie najpierw uwiódł lub upił.-mruknął mi do ucha i lekko ugryzł w szyje.Prychnęłam cicho,kręcąc głową.
To jak budynek wyglądał z zewnątrz było kompletnym przeciwieństwem tego w środku.Było tam bardzo czysto.Powoli weszliśmy po starych,drewnianych schodach na pierwsze piętro.Matt otworzył drzwi po lewej stronie,a za nimi ujrzałam....
Troche mnie to przeraziło.Był to zapyziały pokój,lecz w pewnym sensie było w nim przytulnie i czułam się bezpieczna.Pod oknem stał duży okrągły stół,na którym leżały porozwalane karty do pokera.Pod lewą ścianą mieściły się dwa materace,a na przeciw nich stała rozpierdzielona,stara kanapa.
-Matt!Nareszcie przyjechałeś!Łowca dał nam dziś nowy towar,trzeba go szybko rozprowadzić i .....-Tom przestał mówić,kiedy zauważył,że stoję koło blondyna
-I?No dalej dokończ.-zachęciłam go,rozglądając się po reszcie nie znanych mi twarzy.Dwóch siedziało na materacach i paliło fajki,jeden za dużo chyba wziął i leżał bez ruchy na całej kanapie,a trzech gości stało pod oknem z groźnymi minami.Spojrzałam na Toma.Stał w tej samej pozycji nic nie mówiąc.
-Nie martw się stary.-klepnął go Matt w plecy-Na pewno dużo zarobimy.
-Mogłeś mi powiedzieć.Nie uderzyłabym cię za to.-powiedziałam ciszej kiedy przechodziłam koło Parkera
-Po chuja ją tutaj przyprowadziłeś?-warknął na blondyna gruby gościu spod okna
-Nikomu nic nie wygada.Prawda,skarbie?-niebieskie tęczówki spojrzały na mnie
-Oczywiście,kotku.-uśmiechnęłam sie sztucznie
-Chłopaki,sory za spóźnienie,ale...-nagle do pokoju wpadł zdyszany.....Liam?
-Payne,do cholery,co ty tu robisz?-zapytałam
-Chciałem zadać ci to samo pytanie.-mruknął,otrzepując ramiona z niewidzialnego pyłu
-Przyjechałam z Matt'em.-odparłam krzyżując ręce na piersi
-Dobra,spokojnie,po kolei.!-odezwał się Tom-Najpierw wprowadzimy Alex...
-Pojebało cię Parker?-warknął ten sam gruby typ-Dziewczynom się nie ufa!One zawsze klapią ozorem na wszystkie strony.
-To nie ty jesteś tu szefem,Chudy.-Matt zmroził go wzrokiem
****
-No,Payne,nigdy bym się po tobie nie spodziewała.Ty i narkotyki...-oznajmiłam,mierząc go z góry do dołu
-Ty też uzależniłabyś się,gdybyś mieszkała z takimi idiotami jak ja.-mruknął uchylając furtkę od swojego domu
-No to buźka,kumplu.-posłałam mu buziaka w powietrzu i weszłam do swojego domu razem z Matt'em.Szybko poszłam do kuchni i wyciągnęłam z głębi szafy Jack'a Daniels'a.
-Opijamy nową robotę?-zapytał blondyn
-Ja nie potrzebuję okazji,żeby się napić.Ale jeżeli chcesz to możemy wypić za nową robotę.-uśmiechnęłam się cwaniacko.Otworzyłam butelkę i upiłam spory łyk.
-Może zostaw coś dla mnie,co?-zaśmiał się chłopak i wyrwał mi butelkę z ręki.Jednak Bóg chyba nie chciał,żeby pił i zamiast trafić trunkiem do buzi,wylał go sobie na koszulkę.-Cholera.-zaklął.
Zachichotałam cicho i usiadłam na blacie kuchennym uważnie przyglądając się chłopakowi.Kiedy ściągnął swoją koszulkę,ujrzałam jego umięśniony tors.Jego czekoladowe oczy i blond włosy ułożone w nieładzie.Chciałam do niego podbiec i rzuci się mu na szyję.
"Idiotko,facet pomyśli,że się do niego kleisz,bo się upiłaś.A nie powiesz mu,że jesteś napalona."~odezwał się cichy głosik z tyłu głowy.
-Gapisz się.-mruknął chłopak nie patrząc na mnie
-Wcale nie.-zaprzeczyłam i odwróciłam głowę w drugą stronę
Blondyn podszedł do mnie,położył dłonie na moich biodrach i szepnął mi na ucho:
-Ale nie powiedziałem,że mi się to nie podobało.
Przechyliłam głowę,a nasze nosy przetarły się o siebie.Uśmiechnęłam się lekko.Chłopak spojrzał w moje oczy,ujął moją twarz w dłonie.Przejechał kciukiem po policzku,uśmiechnął się cwaniacko i złączył nasze usta.Moje serce zabiło mocniej.Oplotłam ręce wokół jego szyi i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie.Nasze pocałunki stały się bardziej namiętne,a języki odbywały zawziętą walkę.Blondyn oderwał się ode mnie i ściągnął moją koszulkę,a potem zachłannie wpiłam się w jego usta.Ściągnął mnie z blatu i złapał za uda,a ja objęłam go nogami w pasie.Wszystko potoczyłoby się pięknie gdyby nie...
-Alex!Mam coś dla ciebie!
-Ughh...-mruknęłam,a Matt mnie puścił-Zaraz wracam.
Miałam już wyjśc,gdy nagle chłopak złapał mnie za rękę,odwrócił w swoją stronę i pocałował.
-Tylko wracaj szybko.-powiedział i uśmiechnął się zadziornie
Pokręciłam głową i poszłam do drzwi wejściowych.Jednak nie musiałam ich otwierac, bo ten dupek już stał w holu.
-Czy szanowny pan Louis Tomlinson nie umie pukac tylko wpierdala się do czyjegoś domu bez zaproszenia?-zapytałam ironicznie i oparłam się o zimną ścianę
-Też miło cię widziec,Alex.A tak na marginesie ładny stanik.-chłopak uśmiechnął się szeroko,a ja spojrzałam na mój czarny,koronkowy stanik.
-Tylko po to tu przyszedłeś?
-Listonosz przyniósł nam dzisiaj list do ciebie...-pomachał białą kopertą w powietrzu,którą szybko mu wyrwałam.
-Liczyłem na coś w zamian.-mruknął niezadowolony
-To się przeliczyłeś.-spojrzałam na niego gniewnie-A idź do swojego Lenora.
-Byłobyprościejgdybyniejebnęłafocha.
-Co ty tam mamroczesz pod nosem?-zapytałam,podnosząc brew do góry
-Eleanor..ona...no trochę się pokłóciliśmy.
-Kolejna załamka w związku.-prychnęłam,kręcąc głową.Co za idiotka z tej szmaty.Najlepiej wykorzystac biednego Louisa i najlepiej.Nie żeby było mi go żal,albo coś.
Nagle poczułam czyjeś ręce obejmujące mnie w tali.
-Ile mam jeszcze na ciebie czekac?-mruknął mi do ucha,ale tak aby Louis wszystko usłyszał-Chyba już czas na ciebie.
-Tak,tak...-odpowiedział Tomlinson trochę zakłopotany i wyszedł z mojego domu
-Wiesz,że go przestraszyłeś?-zapytałam,odwracając się przodem do blondyna
-Wiesz,że miałaś zaraz wrócic?-wywróciłam oczami-Co chciał?
-Przyniósł mi list.
-Chcesz przeczytac?
-Jutro.Ale przynajmniej sprawdzę od kogo.-musnęłam jego usta i odsunęłam się od niego.Spojrzałam na kopertę i zamarłam.
-Co jest?-odezwał się od razu blondyn-Od kogo ten list?
Spojrzałam na niego.Odłożyłam list na szafkę i przytuliłam się w niego.
-Od mojej matki.
Chłopak pocałował mnie w czubek głowy,a ja jeszcze mocniej wtuliłam się w jego tors.
___________________________________________________________________________
Troszkę namieszało się w tym rozdziale.....xD~Juls
-Ty też uzależniłabyś się,gdybyś mieszkała z takimi idiotami jak ja.-mruknął uchylając furtkę od swojego domu
-No to buźka,kumplu.-posłałam mu buziaka w powietrzu i weszłam do swojego domu razem z Matt'em.Szybko poszłam do kuchni i wyciągnęłam z głębi szafy Jack'a Daniels'a.
-Opijamy nową robotę?-zapytał blondyn
-Ja nie potrzebuję okazji,żeby się napić.Ale jeżeli chcesz to możemy wypić za nową robotę.-uśmiechnęłam się cwaniacko.Otworzyłam butelkę i upiłam spory łyk.
-Może zostaw coś dla mnie,co?-zaśmiał się chłopak i wyrwał mi butelkę z ręki.Jednak Bóg chyba nie chciał,żeby pił i zamiast trafić trunkiem do buzi,wylał go sobie na koszulkę.-Cholera.-zaklął.
Zachichotałam cicho i usiadłam na blacie kuchennym uważnie przyglądając się chłopakowi.Kiedy ściągnął swoją koszulkę,ujrzałam jego umięśniony tors.Jego czekoladowe oczy i blond włosy ułożone w nieładzie.Chciałam do niego podbiec i rzuci się mu na szyję.
"Idiotko,facet pomyśli,że się do niego kleisz,bo się upiłaś.A nie powiesz mu,że jesteś napalona."~odezwał się cichy głosik z tyłu głowy.
-Gapisz się.-mruknął chłopak nie patrząc na mnie
-Wcale nie.-zaprzeczyłam i odwróciłam głowę w drugą stronę
Blondyn podszedł do mnie,położył dłonie na moich biodrach i szepnął mi na ucho:
-Ale nie powiedziałem,że mi się to nie podobało.
Przechyliłam głowę,a nasze nosy przetarły się o siebie.Uśmiechnęłam się lekko.Chłopak spojrzał w moje oczy,ujął moją twarz w dłonie.Przejechał kciukiem po policzku,uśmiechnął się cwaniacko i złączył nasze usta.Moje serce zabiło mocniej.Oplotłam ręce wokół jego szyi i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie.Nasze pocałunki stały się bardziej namiętne,a języki odbywały zawziętą walkę.Blondyn oderwał się ode mnie i ściągnął moją koszulkę,a potem zachłannie wpiłam się w jego usta.Ściągnął mnie z blatu i złapał za uda,a ja objęłam go nogami w pasie.Wszystko potoczyłoby się pięknie gdyby nie...
-Alex!Mam coś dla ciebie!
-Ughh...-mruknęłam,a Matt mnie puścił-Zaraz wracam.
Miałam już wyjśc,gdy nagle chłopak złapał mnie za rękę,odwrócił w swoją stronę i pocałował.
-Tylko wracaj szybko.-powiedział i uśmiechnął się zadziornie
Pokręciłam głową i poszłam do drzwi wejściowych.Jednak nie musiałam ich otwierac, bo ten dupek już stał w holu.
-Czy szanowny pan Louis Tomlinson nie umie pukac tylko wpierdala się do czyjegoś domu bez zaproszenia?-zapytałam ironicznie i oparłam się o zimną ścianę
-Też miło cię widziec,Alex.A tak na marginesie ładny stanik.-chłopak uśmiechnął się szeroko,a ja spojrzałam na mój czarny,koronkowy stanik.
-Tylko po to tu przyszedłeś?
-Listonosz przyniósł nam dzisiaj list do ciebie...-pomachał białą kopertą w powietrzu,którą szybko mu wyrwałam.
-Liczyłem na coś w zamian.-mruknął niezadowolony
-To się przeliczyłeś.-spojrzałam na niego gniewnie-A idź do swojego Lenora.
-Byłobyprościejgdybyniejebnęłafocha.
-Co ty tam mamroczesz pod nosem?-zapytałam,podnosząc brew do góry
-Eleanor..ona...no trochę się pokłóciliśmy.
-Kolejna załamka w związku.-prychnęłam,kręcąc głową.Co za idiotka z tej szmaty.Najlepiej wykorzystac biednego Louisa i najlepiej.Nie żeby było mi go żal,albo coś.
Nagle poczułam czyjeś ręce obejmujące mnie w tali.
-Ile mam jeszcze na ciebie czekac?-mruknął mi do ucha,ale tak aby Louis wszystko usłyszał-Chyba już czas na ciebie.
-Tak,tak...-odpowiedział Tomlinson trochę zakłopotany i wyszedł z mojego domu
-Wiesz,że go przestraszyłeś?-zapytałam,odwracając się przodem do blondyna
-Wiesz,że miałaś zaraz wrócic?-wywróciłam oczami-Co chciał?
-Przyniósł mi list.
-Chcesz przeczytac?
-Jutro.Ale przynajmniej sprawdzę od kogo.-musnęłam jego usta i odsunęłam się od niego.Spojrzałam na kopertę i zamarłam.
-Co jest?-odezwał się od razu blondyn-Od kogo ten list?
Spojrzałam na niego.Odłożyłam list na szafkę i przytuliłam się w niego.
-Od mojej matki.
Chłopak pocałował mnie w czubek głowy,a ja jeszcze mocniej wtuliłam się w jego tors.
___________________________________________________________________________
Troszkę namieszało się w tym rozdziale.....xD~Juls
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz