poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 14

Ten tydzień był trochę zwariowany...lub inaczej mówiąc totalnie pojebany.Zapowiadało się tak fajnie, a wszyło jak zawsze do dupy.Rose od poniedziałku nie chodzi do szkoły i w ogóle nie wychodzi ze swojego pokoju.Co jej odjebało?Harry strasznie się o nią martwi.Raz nawet próbował wejść na jej balkon,jednak żeby nie było tak pięknie,wdygał się do sypialni jej mamy.Ja natomiast przez ten czas spotykałam się z Matt'em.Ogólnie poznaliśmy się bliżej.
****
-A ty to gdzie się wybierasz?-zapytałam schodząc po schodach,kiedy ujrzałam Toma
-A idę w takie jedno miejsce...-odpowiedział niepewnie chłopak
-Mogę iść z tobą?-zapytałam siadając na blacie kuchennym
-To stanowczo nie jest miejsce dla dziewczyn.-pokręcił przecząco głową
-Jasnee...To chociaż mi powiedz z kim idziesz.-nalegałam
-A ty co?Moja matka,że mam ci się tobie spowiadać?-spojrzał na mnie
-Może nie matka,ale siostra.-podeszłam do niego
-Siostra...-mruknął do siebie-Nie mogłaś wymyślić czegoś orginalniejszego?
-Wiesz,na twoją babcię to nie wyglądam..-zaśmiałam się krótko-Ale na młodszą siostrę to już bardziej.-przytuliłam się do niego
-Ok,ok...jadę z kumplami w jedno miejsce.-odwzajemnił uścisk-A gadałaś już z Matt'em?
-Dzisiaj nie...A czemu pytasz?-zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy
-A nic....Dobra,to ja lece.-pocałował mnie w głowę i wyszedł.
Trochę dziwnie się zachowywał,jak nie on.Może spotyka się z jakąś dziewczyną potajemnie i nie chce się przyznać....Cholera wie.Zaczęłam przygotowywać sobie tosty,jednak nie dane mi było ich skończyć,ponieważ do domu wleciał Niall.
-No co tam blondasku?-zapytałam i oparłam się o blat
-No co tam?!Dziewczyno twoja przyjaciółka ma depresje a ty sobie spokojnie robisz zasrane tosty?!-zaczął się bulwersować
-Niall,uspokój się.Ja ciebie w ogóle nie rozumiem...
-Nie rozumiesz?!Przez cały tydzień ani razu nie zajrzałaś do Rose!Tylko szlajałaś się z tym nowym chłoptasiem i byłaś cała happy!
-A co wspólnego ma Matt z Rose?!
-Jako jedyna nie próbowałaś wyciągnąć jej z tego zasranego pokoju!-mówił nadal,nie zwracając uwagi,że coś powiedziałam-A ponoć jesteś jej przyjaciółką!Sama nie widzisz tego jak ona cierpi!Martwisz się tylko o swoje szczęście!!Jesteś jebaną egoistką!!...
-Horan do CHOLERY JASNEJ!!-krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam i rzuciłam miską,która stała najbliżej mnie.Chłopak o dziwo się uspokoił,kiedy usłyszał trzask tłuczonego szkła-Możesz mnie choć przez chwilę wysłuchać?-zapytałam cicho,mocno zaciskając szczękę i pięści-Nie wiem co się wydarzyło,że Rose siedzi zamknięta w pokoju.A ty nie możesz mieć mi tego za złe...
-Ja wiem co się wydarzyło.-powiedział ciszej
-Więc...mów.
-Pocięła się.
-Co?!I ty mi dopiero teraz o tym mówisz?!
-Pocałowała Zayn'a.-spojrzałam na niego coraz szerzej otwierając oczy
-Spała z nim?
-Przecież powiedziałem,że go pocałowała.-podniósł głos.Wzięłam głęboki wdech i wybiegła z domu.
****
-ROSE,OTWIERAJ TE ZASRANE DRZWI!-krzyczałam pod pokojem Brown-Dobra sama tego chciałaś!-kopnęłam w drzwi.Raz,drugi,trzeci....a za czwartym razem  otworzyły się z wielkim hukiem.Kiedy weszłam do sypialni załamałam się.Okna zasłonięte roletami,wszędzie syf i rozpierdzielone łóżko,na którym siedziała Rose.
-No nieźle się tu urządziłaś.-powiedziałam podchodząc do niej
-Odejdź.-mruknęła
-Nie.-oznajmiłam stanowczo-Wiem co się stało.Wiem dlaczego siedzisz tu całkiem sama.-dziewczyna spojrzała na mnie
-Ty nic nie rozumiesz.
-Horan mi wszystko powiedział.-wzdrygnęła się-Słuchaj,Rose....Ty go tylko pocałowałaś...
-Ale przecież ja jestem z Harrym...
-Powiedz mi jak do tego doszło.-usiadłam koło niej
-Byłam w parku i ktoś mnie objął od tyłu w tali.Od razu pomyślałam,że to Harry,więc bez zastanowienia odwróciłam się przodem i wpiłam się w jego usta.Jednak kiedy spojrzałam na jego twarz.....to był Zayn...
-I  z tego powodu się pocięłaś?Jezu,Rose....Ja już myślałam,że poszłaś z nim do łóżka,albo że doszło między wami do czegoś większego...
-Ale ty tego nie rozumiesz..
-Nie,to ty siebie nie rozumiesz.Miałaś prawo go pocałować,bo nie wiedziałaś że to Zayn.Z takiego popierdolonego powodu się pocięłaś?Jesteś dziwna.
-A ty?!Lepiej spójrz na siebie!-krzyknęła-Do ciebie zawsze chłopcy lgną jak muchy!A ja miałam zaledwie jednego chłopaka...
-Teraz się będziesz kłócić o to kto miał więcej chłopaków?Serio?
-Ty niczego nie rozumiesz!
-Tak,masz racje,nie rozumiem!To był jeden pieprzony pocałunek!I przez takie jedno małe gówno mogłaś się wykrwawić!
-Może by było lepiej...-mruknęła cicho
-Czy ty siebie słyszysz?!-wstałam-Jesteś popierdolona.-zaczęłam powoli kierować się w stronę drzwi
-A ty za to jesteś totalną egoistką!Nie masz uczuć!Nigdy ich nie miałaś i nie będziesz mieć!-krzyknęła.Nie wytrzymałam.Podbiegłam do niej i złapałam za koszulkę.
-Masz rację.Nie mam uczuć.Ale to jest plus dla mnie,bo gdybym je miała skończyłabym tak jak ty.-powiedziałam ciszej,patrząc jej prosto w oczy.-Wiec żegnaj-puściłam ją-człowieczku kochający cały świat.-szybkim krokiem opuściłam dom Brown.
****
-No dalej,odbierz ten pieprzony telefon.-mruknęłam do siebie,kiedy stałam przed domem.Byłam strasznie zdenerwowana.Nie mogłam w to uwierzyć,że Rose pocięła się przez jeden,niewinny pocałunek.Nie mogłam znaleźć sobie miejsca w domu,więc próbowałam się dodzwonić najpierw do Toma,a następnie do Matt'a.
-No co tam?-w końcu usłyszałam głos blondyna w telefonie
-Co robisz?
-Nic szczególnego...A co?Stęskniłaś się za mną?-wyczułam w jego głosie zadowolenie
-Można tak powiedzieć.To przyjedziesz po mnie?
-Zaraz będę.-i rozłączył się.Nie mając nic innego do roboty,wyciągnęłam z kieszeni papierosa i odpaliłam go.Nigdy nie przywiązywałam większej wagi do tego czy palę czy nie.Może kiedyś byłam uzależniona,ale jakoś mi to przeszło......od tak.Puff i zniknęła chęć do zapalenia.
-No,no,no.Nie wiedziałem,że nasza grzeczna Alex pali faje.-usłyszałam czyjś głos za sobą
-Grzeczna to ja na pewno nie jestem.-odwróciłam się i ujrzałam mulata-O...cześć Malik.
-Chyba nie cieszysz się za bardzo na mój widok.-powiedział,robiąc grymas na twarzy
-Byłeś u Rose?
-Nie.Byłem na kręglach.-podszedł do mnie bliżej
-Wiesz co,Malik?Jesteś gorszy ode mnie.-spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem-Najpierw całujesz się z Rose,a teraz w ogóle nie raczysz jej odwiedzić.
-Wiesz,to był tylko niewinny pocałunek.A słyszałem,że ty też tak uważasz.-stał blisko.Za blisko.
-Pieprz się Malik.
-Z tobą chętnie.-mruknął mi prosto do ucha
-Ty zboczeńcu!Pedofilu jebany!-potem wszystko potoczyło się szybko.Zayn złapał mnie za nadgarstki i całą swoją siłą przygwoździł do płotu.
-Spróbuj mnie jeszcze raz tak nazwać,a zobaczysz co może się stać.
-Grozisz mi?-warknęłam na niego.Chłopak już otwierał usta,aby coś powiedzieć jednak ktoś go wyprzedził.
-Jakiś problem?-bogu dzięki,że w tym właśnie momencie do akcji wkroczył Matt.Mulat szybko mnie puścił, spojrzał gniewnie na blondyna i odszedł.
-.Sama bym dała radę.-mruknęłam podchodząc do chłopaka.
-Jasne,jak zawsze.-wywrócił oczami.
-To co robimy?
-Chcę cię zabrać w pewne miejsce.Chodź.-złapał mnie za rękę i zaprowadził na koniec ulicy.Tam ujrzałam odjazdowy motocykl.
-Twój?-zapytałam,wskazując na pojazd
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.-uśmiechnął się do mnie słodko i podał mi kask,a drugi sama złożył na głowę.Wzruszyłam ramionami i usiadłam za Matt'em.-Tylko trzymaj się mocno!-krzyknął jeszcze,a ja w ostatniej chwili objęłam go w pasie.Jechaliśmy dłużej niż sądziłam.Kiedy rozglądałam się na boki mogłam od razu stwierdzić,że wjeżdżamy do tej niebezpiecznej części Londynu.Tata zawsze zabraniał mi tu przychodzić,mówił,że boi się o moje zdrowie.Tylko do dziś nie wiem czy fizyczne czy psychiczne.
Tak więc po około pół godzinie Matt zatrzymał się przy jakimś starym budynku.Kiedy zeszłam z motocyklu mogłam się lepiej przyjrzeć kamienicy.Na bank to miejsce jest niezamieszkane od lat.Miało powybijane gdzieniegdzie szyby lub okna zabite deskami.
-Słabe miejsce na randkę.-powiedziałam kiedy oddałam chłopakowi kask.
-Bo to nie będzie randka.-blondyn złapał mnie za rękę i ruszył w stronę kamienicy.
-Hey,hey,hey....A skąd moge mieć gwarancję,że mnie nie zgwałcisz,a potem zabijesz w tej ruderze?-zapytałam,zatrzymując się gwałtownie
-Dobrze wiesz,że bym tego nie zrobił.-Matt podszedł do mnie-Gdyby zebrało mi się na sex to bym cie najpierw uwiódł lub upił.-mruknął mi do ucha i lekko ugryzł w szyje.Prychnęłam cicho,kręcąc głową.
To jak budynek wyglądał z zewnątrz było kompletnym przeciwieństwem tego w środku.Było tam bardzo czysto.Powoli weszliśmy po starych,drewnianych schodach na pierwsze piętro.Matt otworzył drzwi po lewej stronie,a za nimi ujrzałam....
Troche mnie to przeraziło.Był to zapyziały pokój,lecz w pewnym sensie było w nim przytulnie i czułam się bezpieczna.Pod oknem stał duży okrągły stół,na którym leżały porozwalane karty do pokera.Pod lewą ścianą mieściły się dwa materace,a na przeciw nich stała rozpierdzielona,stara kanapa.
-Matt!Nareszcie przyjechałeś!Łowca dał nam dziś nowy towar,trzeba go szybko rozprowadzić i .....-Tom przestał mówić,kiedy zauważył,że stoję koło blondyna
-I?No dalej dokończ.-zachęciłam go,rozglądając się po reszcie nie znanych mi twarzy.Dwóch siedziało na materacach i paliło fajki,jeden za dużo chyba wziął i leżał bez ruchy na całej kanapie,a trzech gości stało pod oknem z groźnymi minami.Spojrzałam na Toma.Stał w tej samej pozycji  nic nie mówiąc.
-Nie martw się stary.-klepnął go Matt w plecy-Na pewno dużo zarobimy.
-Mogłeś mi powiedzieć.Nie uderzyłabym cię za to.-powiedziałam ciszej kiedy przechodziłam koło Parkera
-Po chuja ją tutaj przyprowadziłeś?-warknął na blondyna gruby gościu spod okna
-Nikomu nic nie wygada.Prawda,skarbie?-niebieskie tęczówki spojrzały na mnie
-Oczywiście,kotku.-uśmiechnęłam sie sztucznie
-Chłopaki,sory za spóźnienie,ale...-nagle do pokoju wpadł zdyszany.....Liam?
-Payne,do cholery,co ty tu robisz?-zapytałam
-Chciałem zadać ci to samo pytanie.-mruknął,otrzepując ramiona z niewidzialnego pyłu
-Przyjechałam z Matt'em.-odparłam krzyżując ręce na piersi
-Dobra,spokojnie,po kolei.!-odezwał się Tom-Najpierw wprowadzimy Alex...
-Pojebało cię Parker?-warknął ten sam gruby typ-Dziewczynom się nie ufa!One zawsze klapią ozorem na wszystkie strony.
-To nie ty jesteś tu szefem,Chudy.-Matt zmroził go wzrokiem
****
-No,Payne,nigdy bym się po tobie nie spodziewała.Ty i narkotyki...-oznajmiłam,mierząc go z góry do dołu
-Ty też uzależniłabyś się,gdybyś mieszkała z takimi idiotami jak ja.-mruknął uchylając furtkę od swojego domu
-No to buźka,kumplu.-posłałam mu buziaka w powietrzu i weszłam do swojego domu razem z Matt'em.Szybko poszłam do kuchni i wyciągnęłam z głębi szafy Jack'a Daniels'a.
-Opijamy nową robotę?-zapytał blondyn
-Ja nie potrzebuję okazji,żeby się napić.Ale jeżeli chcesz to możemy wypić za nową robotę.-uśmiechnęłam się cwaniacko.Otworzyłam butelkę i upiłam spory łyk.
-Może zostaw coś dla mnie,co?-zaśmiał się chłopak i wyrwał mi butelkę z ręki.Jednak Bóg chyba nie chciał,żeby pił i zamiast trafić trunkiem do buzi,wylał go sobie na koszulkę.-Cholera.-zaklął.
Zachichotałam cicho i usiadłam na blacie kuchennym uważnie przyglądając się chłopakowi.Kiedy ściągnął swoją koszulkę,ujrzałam jego umięśniony tors.Jego czekoladowe oczy i blond włosy ułożone w nieładzie.Chciałam do niego podbiec i rzuci się mu na szyję.
"Idiotko,facet pomyśli,że się do niego kleisz,bo się upiłaś.A nie powiesz mu,że jesteś napalona."~odezwał się cichy głosik z tyłu głowy.
-Gapisz się.-mruknął chłopak nie patrząc na mnie
-Wcale nie.-zaprzeczyłam i odwróciłam głowę w drugą stronę
Blondyn podszedł do mnie,położył dłonie na moich biodrach i szepnął mi na ucho:
-Ale nie powiedziałem,że mi się to nie podobało.
Przechyliłam głowę,a nasze nosy przetarły się o siebie.Uśmiechnęłam się lekko.Chłopak spojrzał w moje oczy,ujął moją twarz w dłonie.Przejechał kciukiem po policzku,uśmiechnął się cwaniacko i złączył nasze usta.Moje serce zabiło mocniej.Oplotłam ręce wokół jego szyi i przyciągnęłam go jeszcze bliżej siebie.Nasze pocałunki stały się bardziej namiętne,a języki odbywały zawziętą walkę.Blondyn oderwał się ode mnie i ściągnął moją koszulkę,a potem zachłannie wpiłam się w jego usta.Ściągnął mnie z blatu i złapał za uda,a ja objęłam go nogami w pasie.Wszystko potoczyłoby się pięknie gdyby nie...
-Alex!Mam coś dla ciebie!
-Ughh...-mruknęłam,a Matt mnie puścił-Zaraz wracam.
Miałam już wyjśc,gdy nagle chłopak złapał mnie za rękę,odwrócił w swoją stronę i pocałował.
-Tylko wracaj szybko.-powiedział i uśmiechnął się zadziornie
Pokręciłam głową i poszłam do drzwi wejściowych.Jednak nie musiałam ich otwierac, bo ten dupek już stał w holu.
-Czy szanowny pan Louis Tomlinson nie umie pukac tylko wpierdala się do czyjegoś domu bez zaproszenia?-zapytałam ironicznie i oparłam się o zimną ścianę
-Też miło cię widziec,Alex.A tak na marginesie ładny stanik.-chłopak uśmiechnął się szeroko,a ja spojrzałam na mój czarny,koronkowy stanik.
-Tylko po to tu przyszedłeś?
-Listonosz przyniósł nam dzisiaj list do ciebie...-pomachał białą kopertą w powietrzu,którą szybko mu wyrwałam.
-Liczyłem na coś w zamian.-mruknął niezadowolony
-To się przeliczyłeś.-spojrzałam na niego gniewnie-A idź do swojego Lenora.
-Byłobyprościejgdybyniejebnęłafocha.
-Co ty tam mamroczesz pod nosem?-zapytałam,podnosząc brew do góry
-Eleanor..ona...no trochę się pokłóciliśmy.
-Kolejna załamka w związku.-prychnęłam,kręcąc głową.Co za idiotka z tej szmaty.Najlepiej wykorzystac biednego Louisa i najlepiej.Nie żeby było mi go żal,albo coś.
Nagle poczułam czyjeś ręce obejmujące mnie w tali.
-Ile mam jeszcze na ciebie czekac?-mruknął mi do ucha,ale tak aby Louis wszystko usłyszał-Chyba już czas na ciebie.
-Tak,tak...-odpowiedział Tomlinson trochę zakłopotany i wyszedł z mojego domu
-Wiesz,że go przestraszyłeś?-zapytałam,odwracając się przodem do blondyna
-Wiesz,że miałaś zaraz wrócic?-wywróciłam oczami-Co chciał?
-Przyniósł mi list.
-Chcesz przeczytac?
-Jutro.Ale przynajmniej sprawdzę od kogo.-musnęłam jego usta i odsunęłam się od niego.Spojrzałam na kopertę i zamarłam.
-Co jest?-odezwał się od razu blondyn-Od kogo ten list?
Spojrzałam na niego.Odłożyłam list na szafkę  i przytuliłam się w niego.
-Od mojej matki.
Chłopak pocałował mnie w czubek głowy,a ja jeszcze mocniej wtuliłam się w jego tors.

___________________________________________________________________________
Troszkę namieszało się w tym rozdziale.....xD~Juls






niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 13

~Oczami Rose~
Od ostatniego razu kiedy widziałam się z chłopakami minęło kilka dni. Oni przygotowywali się do nagrywania nowej płyty, a ja zakuwałam do egzaminów. Nauczyciele chyba naprawdę się nudzą w domu. Nie widzę sensu we wkuwaniu na pamięć całej historii. No bo do czego mi informacja, że jacyś tam kolesie kilka tysięcy lat temu założyli jakieś państwo, które już i tak nie istnieje?! Przeszłości nie zmienimy, więc po co do tego wracać?! No, ale cóż, z nauczycielem nie wygrasz. Pani od historii jest jak osioł. Jak się uprze, to nie ma, że boli, musi postawić na swoim. I ona się dziwi, że jest starą panną z psem. Tak, z psem, bo idiotka nie lubi kotów. Jak tak można?! Przecież kociaki są bardzo milutkie, słodkie i inteligentne. Weźmy na przykład taką Kitty. Ma dopiero jakiś miesiąc, a już umie załatwiać się do kuwety i sama wychodzić na spacer do ogrodu. Zawsze wraca po dokładnie piętnastu minutach. Tym razem jednak było inaczej. Minęła prawie godzina odkąd ostatni raz ją widziałam. Pomyślałam, że pewnie jest w kuchni i śpi na krześle. Udałam się tam z nadzieją, że ją tam zastanę. Spotkał mnie jednak ogromny zawód. Nie było jej ani tam, ani nigdzie indziej. Mocno już zestresowana wybiegłam do ogrodu. Krążyłam po całej powierzchni, ale mojego maleństwa nigdzie nie było. Zrozpaczona usiadłam na drewnianej ławce i zaczęłam płakać. Cała roztrzęsiona wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Harrego. Odebrał po czterech sygnałach
-Rosie, hej. Stało się coś?
-Harry, to Kitty... Ona...
-Co ona?! Co się dzieje?!
-Ona... zniknęła!
-Nie martwa się mała, zaraz u ciebie będę- odpowiedział, po czym się rozłączył.
Po niecałych dziesięciu minutach Hazz już u mnie był. Razem poszliśmy do parku, aby poszukać uciekiniera. Chodziliśmy alejkami wołając imię kotka. Niestety- mała biała kulka jakby zapadła się pod ziemię. Jakby tego było mało, nagle dopadła nas grupa rozhisteryzowanych fanek. W jednej chwili zostałam brutalnie odepchnięta od Harrego. Najpierw siedziałam na ławce i obserwowałam rozwój wydarzeń. Kiedy jednak zorientowałam się, że z każdą chwilą dziewczyn przybywa, postanowiłam szukać dalej na własną rękę. Skierowałam się do najrzadziej uczęszczanej części parku, gdyż tylko tam jeszcze nie byliśmy. Spojrzałam na widok znajdujący się przede mną i westchnęłam z zachwytu. Stara, marmurowa fontanna obrośnięta była mchem, drewniane ławki z odpadającą białą farbą już dawno przestały spełniać swoją rolę. Między gałęzią a grubym konarem starej wierzby rozwieszony był sznurkowy hamak. To miejsce aż kipiało magią. Mimo późnej jesieni, liście były ciemnozielone, a trawa miała jaskrawy odcień limonki. W pewnym momencie poczułam ciepłe dłonie oplatające mnie w talii. Bez zastanowienia obróciłam się i wpiłam w pełne wargi chłopaka. Na początku wydawał się zaskoczony, jednak później odwzajemnił pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, podniosłam wzrok i zamarłam...
-Z-zayn?!- wyjąkałam
-Hej Rose- uśmiechnął się zawadiacko, a ja poczułam motylki w brzuchu. ROZUMIECIE TO?! Ja, dziewczyna Harrego Stylesa, do niedawna pewna swoich uczuć, poczułam motyli w brzuchu całując jego przyjaciela. Zaraz zaraz, jak to do niedawna?!  Ogarnij się Rose, kochasz TYLKO HARREGO!!! Poczułam łzy cisnące mi się do oczu i pędem ruszyłam w stronę domu. Nie zważałam na zdziwione spojrzenia mijanych ludzi. Dopadłam do drzwi, zamknęłam je i osunęłam się na dół dając upust emocjom. Płakałam tak długo, że aż zabrakło mi łez. Siedziałam więc i tępo gapiłam się w sufit.  Rosalie Brown, jesteś zwykłą szmatą nie zasługującą na takiego chłopaka jak Zayn. Cholera, jaki Zayn?! Przecież to Harry jest moim chłopakiem. Z wściekłości poderwałam się i zrzuciłam wszystkie szklane przedmioty z komody w salonie. Kilka odłamków wbiło mi się w rękę. Nie sprawiło mi to jednak bólu, tylko dziwną przyjemność. Usiadłam na podłodze opierając się plecami o ścianę i chwyciłam w dłoń jeden z ostrzejszych kawałków. Pociągnęłam wzdłuż nadgarstka pozostawiając krwawiącą kreskę. Patrzyłam na krew spływającą po ręce i brudzącą posadzkę.  Wykonałam jeszcze dwa nacięcia. Chciałam zrobić kolejne, kiedy usłyszałam nad sobą krzyk:
-Rose, zwariowałaś?! Odłóż to!!!- ujrzałam przestraszoną twarz blondyna. Szkiełko wypadło mi z ręki, a ja schowałam twarz w dłoniach i ponownie się rozpłakałam. Nial nic nie mówiąc objął mnie i pozwolił moczyć rękaw bluzy. Kiedy już się uspokoiłam, zaprowadził mnie do łazienki i opatrzył ranę, o czym posadził mnie na kanapie. Poszedł do kuchni i po kilku minutach wrócił z dwoma kubkami gorącej czekolady. Podał mi jeden kubek i wygodnie usiadł naprzeciwko mnie.
-Rosie, co się stało? Harry ci coś zrobił?-  na dźwięk imienia chłopaka momentalnie po policzku spłynęła mi łza.
- Nie Niall, to ja zrobiłam coś jemu. No bo ja... całowałam się z Zaynem.
-Co?! Ale... jak to się stało?!
-Byliśmy w parku i Harrego dopadły fanki, a ja poszłam... i wtedy Zayn... i ja... Nialler, on mnie znienawidzi!
-Rose, Rose spokojnie, Harry cię kocha, Napewno cię nie znienawidzi z takiego powodu, ale musisz mu o wszystkim powiedzieć.
-Ale Nialler, ja nie mogę go tak zranić...
-Wolisz, żeby dowiedział się od Zayna? To go bardziej zrani.
-Ale...
-Rosie, jestem pewien że Harry jest w stanie wybaczyć ci wszystko.Musisz tylko znaleźć w sobie trochę odwagi i mu powiedzieć. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze...


 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 Witam witam, tak, to znowu ja...a może raczej nareszcie ja? Dobra, nie wnikajmy w szczegóły...
Nie było mnie tu... hmm... długo... wenę miałam, rozdział został napisany jeszcze w 2013 roku, no ale... przez to, że z natury jestem wielkim leniem pojawia się dopiero teraz... przepraszam
Chociaż pewnie i tak nikt nie czyta... dobra, kit... kochamm <3 ~~Szoko