piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 12

Obudził mnie bardzo intensywny zapach.Zaciekawiona wstałam i zeszłam po schodach do kuchni.A kogo tam zobaczyłam....Malika.
-Cześć śpiąca królewno.
-Hejka.-odpowiedziałam mulatowi-Co tam pichcisz?
-Naleśniki...
-Z truskawkami.Takie jakie lubisz.-usłyszałam dobrze mi znany głos dochodzący z kanapy
-Ty też tu jesteś Tomlinson?
-Jak widać.-mruknął
-W ogóle jakim cudem się tu dostaliście.Przecież pamiętam jak zamykałam wczoraj drzwi.
-Może twój kochaś wyszedł i o tym zapomniał...
-Nie trzeba było mówić Louisowi gdzie trzymasz zapasowe klucze.-przerwał brunetowi Zayn
-Doniczka.Shit.-pacnęłam sie ręką w czoło
-Twój chłoptaś zostawił tobie liścik....-Louis pomachał kartką,a ja ją szybko wyrwałam z jego ręki
-Ten chłoptaś ma imię.-mruknęłam
-Jakie?Stefan..?
-Nie.Tom.-przerwałam mu i odczytałam liścik:
"Tak słodko spałaś,że aż żal było Cie budzić.Wyszedłem do nowej pracy.Trzymaj za mnie kciuki....A dziś mam mały "występ" w Coffe Cafe,więc jeśli miałabyś ochotę mnie posłuchać to przyjdź.
                                                                                               Tommy"
-I co?Seksu dziś nie będzie?-zapytał udawanym,smutnym głosem Louis
-Tomlinson wypierdalaj z mojego domu!-krzyknęłam
-Mam prawo tu przebywać.
-Właśnie,że nie!Chyba wiesz gdzie są drzwi.
-No właśnie nie za bardzo się orientuję....
-To ja ci kurwa pokaże.-dosłownie wzięłam go za szmaty i wytargałam na wycieraczkę za drzwiami.
-Ja też mam wyjść?-zapytał Zayn
-Ty nie zachowujesz się jak twój pojebany przyjaciel.
-Ja tu marznę!!-usłyszeliśmy krzyki Tomlinsona 
-A domu to ty nie masz?!!!-wydarłam się
***
-Alex!!Alex gdzie ty do cholery jesteś?!-usłyszałam krzyki Rose z dołu.Zakręciłam wodę,owinęłam się w ręcznik i zeszłam do salonu.-Nie uwierzysz co się stało?!
-No co?Przespałaś się z Styles'em i okazał się słaby w łóżku?-powiedziałam znudzonym głosem
-Co?Nie...Jeszcze nie.W ogóle co ty mi tutaj wygadujesz o jakimś łóżku?Ja mam ważną wiadomość do ciebie...
-Jeżeli dotyczy Tomlinsona to lepiej nie mów.-przerwałam jej
-Zostań najlepiej jasnowidzem,bo o niego mi chodzi.Kiedy wrócił od ciebie do domu przyszła Eleanor...
-Chyba Lenor miałaś na myśli.-poprawiłam przyjaciółkę
-NO właśnie....I ona przyszła i....
-I..??
-Błagała Louisa żeby dał jej drugą szansę.
-Żartujesz?Klęczała przed nim?
-No.
-Szkoda,że tego nie nagrałaś...
-No co ty!Miałabym przegapić taką scenkę.-blondynka rzuciła mi telefon.
-Rose?!Rose,jesteś tu?!-usłyszałyśmy Harrego-Zostawiłaś Ki.....Ooo,Alex....Mogłaś zadzwonić do mnie i powiedzieć,że nie masz ciuchów.....Z chęcią bym ci pożyczył.....
-Harry zamknij się.Alex ma cały pokój ciuchów,więc na pewno nie będą jej potrzebne twoje bluzki....Ale mnie TAK.-podkreśliła ostatnie słowo Brown
-Skarbie możemy jechać do galerii po nowe rzeczy...
-Rose,Harry!!Zostawiliście Kitty u nas w do.....-do salonu wparował Louis-Alex.....Nie krępuj się,możesz zdjąć ten ręcznik.Przecież ja i Harry już nie raz widzieliśmy nagie ciało kobiety...
-A jak tam Lenor,pajacu?-przerwałam brunetowi
-Co?Jaki Lenor?Aaa....Chodzi ci o Eleanor?
-Brawo geniuszu.-klasnęłam w dłonie
-Jesteśmy znów razem.-powiedział uradowany
-I ty od tak sobie przebaczyłeś tej wiedźmie!?Ona obrażała mnie i Rose!!A ty jej wybaczasz!!-podeszłam do niego
-Przecież sama mówiłaś,że nie jesteśmy przyjaciółmi.
-Ale to nie oznacza,że ona ma prawo mnie wyzywać od szmat!Ona jest chorobliwie o ciebie zazdrosna!!Nie można z tobą normalnie porozmawiać,bo w jej oczach już jesteś nikim!
-Ale ty nigdy ze mną nie rozmawiałaś normalnie!!Zawsze musimy na siebie krzyczeć!
-I co z tego!Ale chodziło mi o Rose!!Ona z tobą normalnie gada!!Sama nie wiem jak to robi!-i właśnie w tym momencie w akcje wkroczył Chucky.Podszedł centralnie pod nogi Tomlinsona,dzięki czemu chłopak się wywalił.
-Boże!!Lou,wstawaj!!Uważaj na Kitty!!-krzyczała Rose.Po tych słowach mój pies zorientował się,że Tomlinson trzyma kociaka na rękach.
-Chucky!!Zostaw tego małego kotka!!Bierz tego większego IDIOTĘ!!-krzyknęłam,kiedy lablador zaczął atakować.Harry szybko zabrał Kitty od Tomlinsona i właśnie w ten sposób zaczęła się walka bruneta z psem.
-Czy już wystarczająco dużo oberwałem od twojego obrońcy?-zapytał Louis po 5 minutach
-Chucky,zostaw tego palanta.-pies jak na rozkaz zostawił chłopaka-A teraz nagroda.-dałam pupilkowi smakołyk i poszedł na piętro.
-Zadowolona?!-krzyknął Louis-A teraz wypierdalaj po apteczkę i opatrz mi rany na twarzy!-wskazał palcem na kuchnię
-Przepraszam,co ty powiedziałeś?-oznajmiłam spokojnie i spojrzałam na niego groźnie
-Kochana Alex,czy mogłabyś opatrzyć mi rany? Proszę.
-Lepiej.-pchnęłam go do kuchni.Pacjent usiadł na blacie,a ja wyciągnęłam apteczkę-Uprzedzam,będzie bolało.-zamoczyłam cały wacik w wodzie utlenionej i przyłożyłam do rany
-Ałł!-syknął z bólu chłopak-Delikatniej.
-Rose!Chodź!Ty jesteś delikatniejsza w tych sprawach.-rzuciłam w niego wacikiem
-Jesteś zazdrosna?-powiedział cicho,ale na tyle głośno abym usłyszała
-Co?Zazdrosna?O kogo?
-O....mnie.
-Nie rozśmieszaj mnie.-mruknęła i wyszłam z kuchni mijając się z Rose
***
Pod wieczór ubrałam się w to,zrobiłam mocniejszy makijaż,a włosy zostawiłam rozpuszczone.Gotowa wyszłam z domu i poszłam do Coffe Cafe.Dziś to pomieszczenie wyglądało troszkę inaczej. Poprzestawiali wszystkie stoły i zrobili małą scenę,na której pojawił się Tom.Zaśpiewał kilka piosenek,które bardzo ładnie mu wyszły i po skończonym "koncercie" podszedł do mnie.
-No,no,no...Tommy,śpiewasz rewelacyjnie.A wiesz,że ode mnie rzadko kto dostaje komplementy.-uśmiechnęłam się do niego
-Dzięki za komplement...
-Proszę,powiedz mi czy ja widzę to co widzę?-przerwałam mu.Chłopak odwrócił głowę w przeciwną stronę i potwierdził
-Dobrze widzisz.Idzie Louis i jego dziewczyna....jak jej tam....Benor?
-Lenor,Tommy,Lenor.
-Cześć Alex!-zawołała ta idiotka i podeszła do nas ze swoim "chłopakiem"-Jak my się dawno nie widziałyśmy,prawda?
-Czy ty jesteś dla mnie przesłodko miła po tym co mi zrobiłaś?-zapytałam
-Przecież o tej małej,nic nie ważnej kłótni chyba możemy zapomnieć,co?
-Ta kłótnia nie była mała.Wyzwałaś mnie od szmat i teraz ślinisz się,abym z tobą rozmawiała?Kochana,tak nie będzie.-nie chciało mi się z nią więcej gadać,więc przed odejściem oblałam ją piciem.
-A tak na marginesie to masz ślinkę koło ust.-mruknął do niej Tom i poszedł za mną
-Ale mnie rozzłościła ta dziewucha.-oznajmiłam,kiedy usiedliśmy przy barze
-Nie tylko ciebie.-westchnął Smitch.Już po chwili usłyszałam dźwięk pianina i głos.Nie jakiś zwyczajny,tylko taki.....taki....boski i nieziemski.Odwróciłam się w stronę sceny i ujrzałam blondyna.

-Już możesz przestać się gapić,scena jest pusta.-powiedział z rozbawieniem Tom.Potrząsnęłam głową.
-Idę go poszukać...-rzuciłam i szybko poszłam za kulisy(nie wiem jakim cudem było jeszcze jedno pomieszczenie w tej kawiarence).Był tam ON i gadał z jakimiś kolesiami.
-Czas na podryw,mówisz?-usłyszałam szept Toma
-Dokładnie.-uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do blondyna-Hejka,rewelacyjny występ.
-Dzięki.Starałem się aby osiągnąć taki efekt.-uśmiechnął się do mnie promiennie-Matt.-wyciągnął do mnie rękę
-Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-Matt,cześć!Widzę,że już zapoznałeś się z moją przyjaciółką Alex.-usłyszałam głos tej jędzy,która dosłownie uwiesiła mu się na szyi.Jestem pewna,że Lou nie nie zwróci jej za to uwagi.
-Yyyy...tak.A ty skąd mnie znasz?-zapytał zdziwiony
-To ja,Eleanor.-ustała przed nim-Córka twojego sponsora.
-Ahhh....nie,nie pamiętam.-spojrzał na nią dziwnie-Alex idziemy na jakiegoś drinka?
-Pewnie.-uśmiechnęłam się zadowolona-Pa,pa nieznana córeczko tatusia.-szepnęłam do Lenora i wyszłam razem z Mattem.

__________________________________________________
Jest kolejny rozdział.Część napisana razem z Szoko ;P.Mam nadzieję,że się podoba ;D

   

 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 11

~Oczami Rose~

Obudziłam się z wielkim uśmiechem na twarzy. Taaaak, nareszcie weekend! Spojrzałam na zegarek. Cooo?! 11:30 ?! Jak to możliwe że tak długo spałam?! Wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Szybko rozczesałam włosy, zrobiłam lekki makijaż i założyłam najwygodniejsze ciuchy jakie znalazłam w szafie. Zeszła po schodach na dół i weszłam do kuchni. Mojej mamy oczywiście znowu nie było w domu. Od kiedy skończyłam 3 lata pracowała lub wychodziła gdzieś z 'kumpelkami'. Nigdy się mną nie interesowała. O ojcu już nawet nie wspomnę. Zostawił nas jak byłam jeszcze mała i od tego czasu nie mamy kontaktu. Wiem tylko, że żyje sobie gdzieś w Kentucky z żoną i córką. Ale wracając do tematu... Nie pamiętam już nawet kiedy spędziłyśmy z mamą trochę czasu razem. Niby niczego mi nie brakuje, no ale miło byłoby porozmawiać czasem z rodzicielką. Pokręciłam tylko głową i otworzyłam lodówkę. Wzięłam karton soku pomarańczowego, po czym wróciłam do pokoju. Podniosłam książkę z biurka i usiadłam na moim ulubionym miejscu, czyli na parapecie przy otwartym oknie. Zaciągnęłam się wiosennym powietrzem. O dziwo od tygodnia nie padało. Otworzyłam książkę i zaczęłam czytać. Z lektury wyrwał mnie głos
-Hej! Księżniczko! Co tak czytasz od rana?!
Spojrzałam w stronę źródła dźwięku i zobaczyłam uśmiechniętą twarz mojego chłopaka.
-Nieładnie tak podglądać, Hazz!
-Nie moja wina że mam okno naprzeciwko ciebie- wyszczerzył się
-To nie zmienia faktu że przerwałeś mi czytanie
-A może panna Rosie odłoży książkę i wpadnie do nas?!
-Pewnie, czemu nie. W takim razie zaraz będę Haroldzie. -uśmiechnęłam się i zamknęłam okno. Przebrałam się, zrobiłam trochę mocniejszy makijaż i skierowałam się w stronę drzwi. Na podjeździe zobaczyłam Alex z Chucky'm i jakimś kolesiem. Szli w stronę parku i cały czas się śmiali. Będą musiała ją później zapytać kto to. Zadzwoniłam dzwonkiem i od razu otworzył mi Harry łącząc nasze usta w pocałunku.
-No błagam was, bo tu pawia puszczę! Musicie to robić publicznie?!- oderwaliśmy się od siebie słysząc zbulwersowany głos Nialla. Spojrzeliśmy na siebie i ledwie powstrzymując śmiech złapaliśmy się za ręce i ruszyliśmy w stronę salonu. Tam powitali nas chłopacy i rzucili się na mnie zgniatając mnie w uścisku. Później padały różne propozycje na temat tego, co mamy robić. Po długiej konwersacji doszliśmy do wniosku że obejrzymy jakąś komedię. już w pierwszych minutach było widać że jest to komedia romantyczna. Kiedy para na ekranie zaczęła się całować, Nialler spojrzał na nas i wybuchnął niekontrolowanym śmiechem. Harry walnął go poduszką, na skutek czego blondynowi wypadła miska z popcornem. Jedzenie rozsypało się po podłodze, a irlandczyk spojrzał na mojego chłopaka z furią w oczach i skoczył na niego. Powalił go na podłogę i zaczął okładać poduszką. Ja, próbując go bronić, walnęłam blondyna poduszką, za co oberwało mi się od Louisa. On z kolei oberwał od Zayna, który rzucając na oślep trafił też w Liama drzemiącego na fotelu. Szatyn podniósł się zdenerwowany i marudząc pod nosem coś w stylu 'idioci, wyspać się nie dadzą zmęczonemu człowiekowi' wyszedł z pomieszczenia. A nasza bitwa trwała dalej. I pewnie trwałaby jeszcze długo, gdyby do salonu nie weszła piękna, długonoga mulatka. Chłopcy rzucili się na nią zamykając w uścisku i wrzeszczeli 'cześć Dan!', czy jakoś tak. Dziewczyna wyswobodziła się spod ich rąk i podeszła do mnie z uśmiechem na twarzy. Wyciągnęła rękę w moją stronę i odezwała się
-Cześć. Jestem Danielle, ale możesz mówić mi Dan.
-Hej. Miło poznać. Jestem Rose- uścisnęłam jej dłoń
-Rose? Ta dziewczyna o której Harry cały czas nawija?- zapytała brunetka i wytknęła język w stronę chłopaka, który podszedł do mnie i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie w stronę korytarza. Kiedy uporaliśmy się z wejściem po schodach (których swoją droga mają całkiem sporo), weszliśmy do pierwszego pomieszczenia na lewo. Okazało się, że to pokój Harrego. Rozejrzałam się po wnętrzu. Było urządzone bardzo ładnie. Westchnęłam zachwycona widokiem i idąc w ślady lokatego, usiadłam na łóżku. Chłopak objął mnie i położyliśmy się obok siebie. W takiej pozycji rozmawialiśmy bardzo długo. Tematy nam się nie kończyły. W pewnym momencie zielonooki poderwał się z łóżka i łapiąc mnie za rękę pociągnął mnie (co on ma z tym ciągnięciem?!) w stronę wyjścia z domu. Gdy stanęliśmy już na podjeździe, Harry otworzył mi drzwi od strony pasażera, a później sam usiadł za kierownicą czarnego Range Rovera. Przez całą drogę próbowałam się dowiedzieć dokąd jedziemy. Niestety bezskutecznie. Bardzo się zdziwiłam kiedy zatrzymaliśmy się przy schronisku dla zwierząt. Jeszcze bardziej zdziwiłam się kiedy chłopak wysiadł i kazał mi zaczekać w samochodzie. Wrócił po kilkunastu minutach z wielkim bananem na twarzy i białą kudłatą kulką na rękach. Wsiadł do samochodu i wręczył mi tą kuleczkę. I wtedy białe kudłate coś poruszyło się, miałknęło i otworzyło oczka.
-Jejku, kotek! - pisnęłam ucieszona widząc małe przestraszone zwierzątko.
-Tak. Słodziutki i cały twój- uśmiechnął się Harry, na co ja rzuciłam się na niego i zaczęłam przytulać i piszczeć jak opętana. Zielonooki uśmiechając się cały czas odwiózł mnie do domu, bo zrobiło się ciemno. Jak ten czas szybko zleciał. Pod moim domem pożegnaliśmy się (chyba nie muszę opowiadać jak), po czym weszłam do budynku z Kitty na rękach. Położyłam kotkę na łóżku, szybko wykąpałam się i ubrałam w piżamę i wróciłam do pokoju. Kitty spała zwinięta w kłębek na poduszce. Z uśmiechem na ustach położyłam się obok niej i już po chwili zasnęłam
-------------------------------------------------------------------------------------------
A więc... Jest nowy rozdział. Przepraszam że taki krótki, nudny i ogółem beznadziejny. To wszystko przez brak czasu i weny. Mam nadzieję, że mimo wszystko chociaż komuś się spodoba. Kolejny rozdział od mojej Ninjy (tzn. Juls).
Czytasz = komentujesz