~Oczami Rose~
Od ostatniego razu kiedy widziałam się z chłopakami minęło kilka dni. Oni przygotowywali się do nagrywania nowej płyty, a ja zakuwałam do egzaminów. Nauczyciele chyba naprawdę się nudzą w domu. Nie widzę sensu we wkuwaniu na pamięć całej historii. No bo do czego mi informacja, że jacyś tam kolesie kilka tysięcy lat temu założyli jakieś państwo, które już i tak nie istnieje?! Przeszłości nie zmienimy, więc po co do tego wracać?! No, ale cóż, z nauczycielem nie wygrasz. Pani od historii jest jak osioł. Jak się uprze, to nie ma, że boli, musi postawić na swoim. I ona się dziwi, że jest starą panną z psem. Tak, z psem, bo idiotka nie lubi kotów. Jak tak można?! Przecież kociaki są bardzo milutkie, słodkie i inteligentne. Weźmy na przykład taką Kitty. Ma dopiero jakiś miesiąc, a już umie załatwiać się do kuwety i sama wychodzić na spacer do ogrodu. Zawsze wraca po dokładnie piętnastu minutach. Tym razem jednak było inaczej. Minęła prawie godzina odkąd ostatni raz ją widziałam. Pomyślałam, że pewnie jest w kuchni i śpi na krześle. Udałam się tam z nadzieją, że ją tam zastanę. Spotkał mnie jednak ogromny zawód. Nie było jej ani tam, ani nigdzie indziej. Mocno już zestresowana wybiegłam do ogrodu. Krążyłam po całej powierzchni, ale mojego maleństwa nigdzie nie było. Zrozpaczona usiadłam na drewnianej ławce i zaczęłam płakać. Cała roztrzęsiona wyjęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Harrego. Odebrał po czterech sygnałach
-Rosie, hej. Stało się coś?
-Harry, to Kitty... Ona...
-Co ona?! Co się dzieje?!
-Ona... zniknęła!
-Nie martwa się mała, zaraz u ciebie będę- odpowiedział, po czym się rozłączył.
Po niecałych dziesięciu minutach Hazz już u mnie był. Razem poszliśmy do parku, aby poszukać uciekiniera. Chodziliśmy alejkami wołając imię kotka. Niestety- mała biała kulka jakby zapadła się pod ziemię. Jakby tego było mało, nagle dopadła nas grupa rozhisteryzowanych fanek. W jednej chwili zostałam brutalnie odepchnięta od Harrego. Najpierw siedziałam na ławce i obserwowałam rozwój wydarzeń. Kiedy jednak zorientowałam się, że z każdą chwilą dziewczyn przybywa, postanowiłam szukać dalej na własną rękę. Skierowałam się do najrzadziej uczęszczanej części parku, gdyż tylko tam jeszcze nie byliśmy. Spojrzałam na widok znajdujący się przede mną i westchnęłam z zachwytu. Stara, marmurowa fontanna obrośnięta była mchem, drewniane ławki z odpadającą białą farbą już dawno przestały spełniać swoją rolę. Między gałęzią a grubym konarem starej wierzby rozwieszony był sznurkowy hamak. To miejsce aż kipiało magią. Mimo późnej jesieni, liście były ciemnozielone, a trawa miała jaskrawy odcień limonki. W pewnym momencie poczułam ciepłe dłonie oplatające mnie w talii. Bez zastanowienia obróciłam się i wpiłam w pełne wargi chłopaka. Na początku wydawał się zaskoczony, jednak później odwzajemnił pocałunek. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, podniosłam wzrok i zamarłam...
-Z-zayn?!- wyjąkałam
-Hej Rose- uśmiechnął się zawadiacko, a ja poczułam motylki w brzuchu. ROZUMIECIE TO?! Ja, dziewczyna Harrego Stylesa, do niedawna pewna swoich uczuć, poczułam motyli w brzuchu całując jego przyjaciela. Zaraz zaraz, jak to do niedawna?! Ogarnij się Rose, kochasz TYLKO HARREGO!!! Poczułam łzy cisnące mi się do oczu i pędem ruszyłam w stronę domu. Nie zważałam na zdziwione spojrzenia mijanych ludzi. Dopadłam do drzwi, zamknęłam je i osunęłam się na dół dając upust emocjom. Płakałam tak długo, że aż zabrakło mi łez. Siedziałam więc i tępo gapiłam się w sufit. Rosalie Brown, jesteś zwykłą szmatą nie zasługującą na takiego chłopaka jak Zayn. Cholera, jaki Zayn?! Przecież to Harry jest moim chłopakiem. Z wściekłości poderwałam się i zrzuciłam wszystkie szklane przedmioty z komody w salonie. Kilka odłamków wbiło mi się w rękę. Nie sprawiło mi to jednak bólu, tylko dziwną przyjemność. Usiadłam na podłodze opierając się plecami o ścianę i chwyciłam w dłoń jeden z ostrzejszych kawałków. Pociągnęłam wzdłuż nadgarstka pozostawiając krwawiącą kreskę. Patrzyłam na krew spływającą po ręce i brudzącą posadzkę. Wykonałam jeszcze dwa nacięcia. Chciałam zrobić kolejne, kiedy usłyszałam nad sobą krzyk:
-Rose, zwariowałaś?! Odłóż to!!!- ujrzałam przestraszoną twarz blondyna. Szkiełko wypadło mi z ręki, a ja schowałam twarz w dłoniach i ponownie się rozpłakałam. Nial nic nie mówiąc objął mnie i pozwolił moczyć rękaw bluzy. Kiedy już się uspokoiłam, zaprowadził mnie do łazienki i opatrzył ranę, o czym posadził mnie na kanapie. Poszedł do kuchni i po kilku minutach wrócił z dwoma kubkami gorącej czekolady. Podał mi jeden kubek i wygodnie usiadł naprzeciwko mnie.
-Rosie, co się stało? Harry ci coś zrobił?- na dźwięk imienia chłopaka momentalnie po policzku spłynęła mi łza.
- Nie Niall, to ja zrobiłam coś jemu. No bo ja... całowałam się z Zaynem.
-Co?! Ale... jak to się stało?!
-Byliśmy w parku i Harrego dopadły fanki, a ja poszłam... i wtedy Zayn... i ja... Nialler, on mnie znienawidzi!
-Rose, Rose spokojnie, Harry cię kocha, Napewno cię nie znienawidzi z takiego powodu, ale musisz mu o wszystkim powiedzieć.
-Ale Nialler, ja nie mogę go tak zranić...
-Wolisz, żeby dowiedział się od Zayna? To go bardziej zrani.
-Ale...
-Rosie, jestem pewien że Harry jest w stanie wybaczyć ci wszystko.Musisz tylko znaleźć w sobie trochę odwagi i mu powiedzieć. Zobaczysz, wszystko będzie dobrze...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam witam, tak, to znowu ja...a może raczej nareszcie ja? Dobra, nie wnikajmy w szczegóły...
Nie było mnie tu... hmm... długo... wenę miałam, rozdział został napisany jeszcze w 2013 roku, no ale... przez to, że z natury jestem wielkim leniem pojawia się dopiero teraz... przepraszam
Chociaż pewnie i tak nikt nie czyta... dobra, kit... kochamm <3 ~~Szoko