poniedziałek, 7 października 2013

Rozdział 10

Oczami Alex
Że niby co?On mnie obronił?On?Sławny Louis Tomlinson broni Alexandre Parker,znienawidzoną przez niego dziewczynę.To się w głowie nie mieści.Nie wytrzymałam sama w tym domu,więc szybkim krokiem udałam się do sąsiadów obok.Bez pukania weszłam do środka.
-Gdzie Tomlinson?-zapytałam,widząc Harrego,Niall'a i Liama siedzących na kanapie 
-U siebie w pokoju.A coś się stało?-zapytał Styles
-Wszystko w najlepszym porządku.-odpowiedziałam i udałam się na piętro.Oczywiście nie pukając weszłam do jego sypialni.Leżał sobie spokojnie na łóżku.
-Przyszłaś dziękować?-zapytał,uśmiechając się 
-Nie.Przyszłam cie opieprzyć.Jak mogłeś powiedzieć,że jestem twoją przyjaciółką?Ja ciebie nawet nie lubię.Po jaką cholerę broniłeś mnie przed Thompson?Myślałeś,że po tym będę ci wdzięczna do końca życia?Że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem?Otóż nie.Już wiele razy wylatywałam ze szkół i zdążyłam się do tego przyzwyczaić.Spójrz na to z innej strony.Mnie by już nie było w twojej klasie,a ty byłbyś szczęśliwy ze swoim Lenorem.-chłopakowi zrzedła mina-Odpowiedz mi na jedno pytanie.Po jaką cholerę mnie broniłeś?
-Po taką,że cię nienawidzę.!-wydarł się
-Jakbyś mnie nienawidził to chyba byś się cieszył,że mnie wywalili.!
-Nienawidzę cie!Ale nie mogę żyć bez ciebie.Kiedy byłem z Eleanor myślałem o tobie.Nie mogę żyć bez tych naszych kłótni,przekomarzań sie,a nawet przedrzeźniania.Rozumiesz?-brunet podniósł się 
-Ja cie nienawidzę,ty mnie nienawidzisz.To jakim cudem nie możesz beze mnie żyć?Zastanów się co ty mówisz!
-Mówię to co czuję kiedy cię nie ma!-podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Myślisz,że teraz cię pocałuję?
-Taką mam nadzieję.-szepnął
-To się grubo mylisz.-mocno go odepchnęłam,dzięki czemu upadł na podłogę-Nigdy nie będziemy przyjaciółmi.Zapamiętaj to sobie.-wyszłam i mocno trzasnęłam drzwiami.Zeszłam na dół,a tam ujrzałam policjantów.
-Panna Parker?-zapytał jeden
-Tak to ja.-odpowiedziałam 
-Bardzo nam przykro,ale firma pani ojca stanęła w płomieniach dziś po południu.Wszystko spłonęło.
-Czyli,że...mój tata.....Gdzie jest mój tata?-zapytałam jąkając się
-Przykro nam,ale nikt nie przeżył.-i to był dla mnie najmocniejszy cios w serce w tym dniu.W oczach miałam łzy.Najważniejsza osoba w moim pojebanym życiu odeszła.Zostawiła mnie samą na tym popieprzonym świecie.
-To niemożliwe.-szepnęłam
-Alex,przykro nam.-Malik objął mnie od tyłu
-Zostaw!-krzyknęłam i wyrwałam się z jego objęcia.Popatrzyłam jeszcze raz na chłopców i wybiegłam z ich domu."Gorzej być nie może"-pomyślałam.Oczywiście jak na złość zaczął padać deszcz.Biegłam nie oglądając się za siebie.Kierowałam się na stary pomost nad Tamizą.Nikt nie wiedział o jego istnieniu,więc nikt mnie tam nie znajdzie.Po nie całych 5 minutach dotarłam tam.Nic się nie zmieniło.Na drzewie nadal stał domek oraz 2 huśtawki.Wspomnienia wróciły.I nie wychodziły z mojej głowy.Teraz mogę trafić do domu dziecka.Nie chcę tam.A do mamy na pewno nie polecę.Zostawił nas dla jakiegoś francuza.Idiotka.Tata mi opowiadał jak zawsze na mnie narzekała.Nienawidzę ją za to.Weszłam ostrożnie na drzewo,a potem do domku.Wszystko zostało w idealnym porządku jak przed kilkoma latami.Moje rysunki,układny taneczna narysowane na dużych kartkach,mój ulubiony wielki miś,którego dostałam od taty na urodziny.Oraz tablica korkowa ze zdjęciami.Na samym środku było powieszona fotografia przedstawiająca mnie i Rose.Mimowolnie uśmiechnęłam się przez słone łzy.Obok ja z moim starym przyjacielem.Poznaliśmy się jak miałam 5 lat w małym miasteczku,gdzie mieszkała moja babcia.Tom.Miał na imię Thomas.Był moją pierwszą miłością.Ostatnie nasze spotkanie było właśnie tu.Przyjechał do mnie na weekend.Bawiliśmy się wspaniale.Do czasu,kiedy poślizgnął się.Trzymałam mocno jego rękę,ale byłam za słaba.Puściłam go i on wpadł do rzeki.Straciłam go.I to moja wina.Nikomu o tym nie powiedziałam,nawet jego rodzicom.Biedni ludzie rozwieszali ulotki o jego zaginięciu.Teraz pewnie są gdzieś tam w górze razem z nim.Nagle usłyszałam głos."Alex".Przeraziłam się,kiedy zdałam sobie sprawę,że ten głos należy do Toma."Alex,nie pozwól mi spaść".Zeskoczyłam z drzewa i podeszłam do linii,która oddzielała rzekę od lądu."Mieliśmy być razem aż do śmierci.Skocz i bądźmy razem.Już na zawsze."Większy strumień łez popłynął po moich policzkach.Uklękłam i nawet nie wiem kiedy się zachwiałam i spadłam.Znaczy spadłabym,ale ktoś złapał mnie za rękę.Popatrzyłam w górę.Ujrzałam nieznanego mi chłopaka.
-Puść mnie!!-krzyknęłam
-W twoich snach.-odpowiedział zachrypniętym głosem i wciągnął mnie-Oszalałaś do reszty?
-Tak.Oszalałam.
-Jestem Thomas Smith.-wyciągnął do mnie dłoń
-Jak?Tom?-zapytałam przerażona 
-Tak.Coś nie tak z moim imieniem?
-Nie,nie.Po prostu miałam kiedyś przyjaciela,który też miał takie imię.Z resztą nie ważne.Jestem Alexandra Parker,ale wszyscy mówią do mnie Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-To teraz mi wytłumacz dlaczego chciałaś się zabić.
-Muszę?-zapytałam 
-Tak.-odpowiedział stanowczo,więc zaczęłam opowiadać całą historię
-To mówisz,że umiesz tańczyć?-zapytał po mojej długiej przemowie
-Tylko to zapamiętałeś z mojej wypowiedzi?
-Chyba lepiej jest rozmawiać na przyjemne tematy zamiast o czymś co zmusza cię do płaczu.
-Racja.A więc,tak.Tak tańczę.
-To pokaż.
-Ale pada deszcz.
-To chodźmy do twojego domu.
-Ok.-bardzo szybko dotarliśmy do mojego domu.Zaprowadziłam go do pokoju,w którym jedna ze ścian była pokryta lustrami
-Wow.Nie wiedziałem,że masz własną salę do robienia prób.-skomentował Smith-No,tańcz.-uśmiechnął się do mnie.Jak powiedział,tak zrobiłam.Zatańczyłam mu kawałek mojego nowego układu,a kiedy skończyłam na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-Jestem twoim fanem.Moja królowo powiedz co mogę dla ciebie zrobić.
-Napić się ze mną.-odpowiedziałam bez namysłu-Chcesz herbaty czy coś mocniejszego?
-Mocniejszego.
-Ok,zaraz coś znajdziemy.A ty idź do mojej sypialni.Drzwi na przeciwko.-powiedziałam i wyszłam z pokoju.Powędrowałam do mini biura taty.Podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę z napisem Jack Daniels.Z uśmiechem poszłam do mojej sypialni.
-Skąd masz taką zajebistą przepaskę z kokardką?-zapytał z zachwytem Tom 
-Dostałam od przyjaciółki na urodziny.-odpowiedziałam,śmiejąc się -Zabieram ją do siebie.
-O nie,nie,nie.Ona zostaje ze mną.I koniec rozmowy.
-Co przyniosłaś ciekawego?-zapytał patrząc na butelkę
-Jack Daniels.Zawsze wykradałam tacie alkohol z barku.Oczywiście nigdy się niczego nie domyślił.-oznajmiłam,siadając obok łózka i oparłam się o nie.-Zapomniałam o szklankach.
-Pieprzyć szklanki.Będziemy pić z gwinta.-chłopak machnął ręką i usiadł koło mnie-Ja pierwszy!
-Ja druga!-nagle usłyszeliśmy szczekanie psa
-A ty będziesz trzeci!-zawołał Smith,wskazując palcem na labladora
-Głuptasie,trzeba wyjść z Chucky'im na spacer.
-Spacer?Chucky?Głuptasie?
-Później się napijemy...
-Chociaż jeden łyczek?-zapytał robiąc maślane oczy
-Jeden.-brunet napił się pierwszy,ja druga i wyszliśmy z pieskiem na spacer.Chodziliśmy po parku chyba z godzinę.Oczywiście musieliśmy na kogoś wpaść.Tym kimś okazał się Louis.Spojrzał srogo na mnie,a potem zmierzył wzrokiem Toma.
-Zayn się martwi.-rzucił,nie okazując przy tym żadnych emocji i poszedł dalej
-Zayn?Mam być zazdrosny?-Smith uśmiechnął się złośliwie 
-Nie masz takiego powodu.To tylko przyjaciel.
-A ten tu?-chłopak odwrócił głowę i wskazał na Tomlinsona
-Wróg numer 1.-zaśmiałam się złowieszczo
-Nic się nie zmieniłaś.-szepnął,ale na tyle głośno,że dosłyszałam
-Zmieniłaś?Co ty,śledziłeś mnie w przeszłości?-zapytałam poważniejszym głosem
-Przecież znamy sie od dawna.Byłem twoją pierwszą miłością.
-Co ty pieprzysz?Przecież Tom nie...-urwałam
-No,dokończ.
-Nie....nie żyje.-zwiesiłam głowę
-Dlaczego to ukrywałaś?!Nikomu o tym nie powiedziałaś!
-Byłam mała,spanikowałam.....A tak w ogóle to nie wiesz co się w tedy stało,więc się nie wtrącaj!
-Właśnie,że wiem!To ja!Twój kochany Tommy!Przeżyłem!Zadowolona?-wydarł się
-Co?-szepnęłam-To niemożliwe...Ale jak?
-Znalazła mnie jakaś starsza kobieta i zabrała do szpitala.Kiedy jej mówiłem,że chcę wrócić do domu to zawsze rzucała rzeczami o podłogę i darła się w niebo głosy.Nie mogłem stamtąd uciec.Już nigdy więcej nie zobaczyłem rodziców...-usiadł na ławce-Rozumiesz?Potem zacząłem cię szukać i...znalazłem.Tylko ty zostałaś jedyną bliską mi osobą.
-Tom ja....nie zdawałam sobie z tego sprawy.Przepraszam.-usiadłam obok i wtuliłam się w jego tors
-Nie masz za co przepraszać.-pocałował mnie w czoło-No...to na mnie już czas.Muszę kupić jakieś mieszkanie i poszukać pracy.-zaczął wstawać
-Nie!-złapałam go za rękę-Ja mam wolny dom.Przecież nie pozwolę ci się szlajać po ulicach.Jesteśmy nadal przyjaciółmi,prawda?
-Tak.A ja nadal cię pociągam,prawda?-uderzyła go w ramię
-Nic się nie zmieniłeś!-krzyknęłam i wskoczyłam mu na barana.
***
-Alex!-krzyknął Malik,kiedy weszłam do jego sypialni i mocno mnie przytulił
-Żyję,jak widzisz.-chłopak puścił mnie i dopiero teraz zobaczyłam jak ma urządzony pokój-Wow,Malik.Nic nie mówiłeś,że malujesz spray'em po ścianach.-skomentowałam widząc rysunki na ścianach-Musisz zrobić takie arcydzieło u mnie w sypialni.
-Pewnie.Kiedy tylko chcesz.-zaśmiał się
-Alex,robimy kolację.Chcesz zostać?-zapytał Harry wychylając głowę zza drzwi
-A Tomlinson też będzie?
-Tak.
-Żegnajcie.-machnęłam ręką i zaczęłam wychodzić z pokoju
-A co?Pokłóciłaś się z nim?-Styles nie odpuszczał i szedł za mną
-Przecież my zawsze jesteśmy pokłóceni.Jesteśmy WROGAMI.-ostatnie słowa powiedziałam głośnie,aby wszyscy usłyszeli i wyszłam z domu sąsiadów.
_________________________________________________
Wow...jaka mnie wena wzięła.Mam nadzieję,że nie za długie?:P
Next będzie od Szoko.~Juls :D  


  


sobota, 5 października 2013

Rozdział 9

~Oczami Rose~

Obudziłam się około godziny 7:30. Strasznie bolała mnie głowa. Cholerny kac! Na początku nie pamiętałam nic. Później zaczęłam kojarzyć fakty: Impreza u Toma. Upicie Eleanor. Pocałunek z Harrym. O cholera. Stwierdziłam, że mimo wszystko nie mogę spóźnić się do szkoły. Szybko wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki. Ubrałam się i uczesałam w chyba rekordowym tempie. Zbiegłam po schodach na dół i chwytając w biegu torbę wyskoczyłam na zewnątrz. Nie patrzyłam gdzie biegnę i zderzyłam się z czymś, a raczej kimś. Przede mną stał Harry. 
-Co ty tu robisz?- zdziwiłam się
 -Mieszkam obok, a poza tym miałaś jechać z nami do szkoły, więc pomyślałem że wpadnę po ciebie. Widzę, że jesteś już gotowa. To co, idziemy?- i nie czekając na moją odpowiedź ruszył w stronę samochodu. Ja oczywiście ruszyłam za nim. Okazało się, że Alex też jedzie z nami, więc musieliśmy rozbić się na 2 auta. W pierwszym jechali Louis, Zayn, Niall i Alex, a w drugim ja, Harry i Liam. Prowadził Daddy, który cały czas nas zagadywał. Niestety, między mną a loczkiem panowała niezręczna cisza. Najwyraźniej obydwoje mieliśmy w pamięci wydarzenie z wczorajszej imprezy. Nagle Liam zatrzymał się koło wejścia do parku.
-Dobra, mam tego dość. Wysiadajcie. Musicie się jakoś dogadać. Wracam po was za godzinę, ogarnijcie się w tym czasie- powiedział wypychając nas z samochodu i odjeżdżając z piskiem opon.
'Wariat' pomyślałam. Stałam tak i gapiłam się na jezdnię nie wiedząc co teraz robić. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Harolda
-Um...Rose...To wczorajsze, ja...
-Wiem Harry, przepraszam, jestem taką idiotką...
-Nie jesteś idiotką. A jeśli już to moją kochaną idiotką- zaśmiał się a ja poczułam jak moja twarz robi się czerwona. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem w oczach
-No i ten... chciałem zapytać czy to co mówiłaś wczoraj było serio
Wbiłam wzrok w ziemię i czując że czerwienię się jeszcze bardziej wybąkałam pod nosem krótkie 'tak'
-Co mówiłaś?- widać było że chłopak nie usłyszał
-Mówiłam, że TAK. To było serio- odpowiedziałam
I wtedy Harry zrobił coś, czego totalnie się nie spodziewałam. Podszedł do mnie i zaczął mnie całować. Na początku byłam zaskoczona, ale potem zaczęłam odwzajemniać pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie po chwili (zbyt krótkiej jak dla mnie). Chłopak spojrzał mi w oczy i odezwał się
-A więc... Rosalie Brown, czy zostaniesz moją dziewczyną?
-Hm... -udałam że się zastanawiam- no pewnie że tak, wariacie!- dodałam szybko widząc minę loczka.
Nasze twarze były już bardzo blisko siebie, kiedy usłyszeliśmy dźwięk klaksonu. Szybko od siebie odskoczyliśmy i ruszyliśmy w stronę samochodu Liama. Oczywiście spóźniliśmy się na lekcje, a jakżeby inaczej... Na nasze szczęście była akurat przerwa. Odszukałam wzrokiem przyjaciół i ciągnąc Harrego za rękę kierowałam się w ich stronę.
-Hej! Gdzie byliście tak długo?- zapytała wyraźnie zaciekawiona Alex.
-Wiesz... Bardzo mądry Liaś zostawił nas w parku-zaczęłam, a cała banda parsknęła śmiechem
-No ale ja to się w sumie cieszę że to zrobił- wtrącił się mój chłopak (jak to fajnie brzmi).
Spojrzałam w jego oczy i uśmiechnęłam się. Lokowany zaczął mnie całować. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, cała czwórka (czyt. Niall, Alex, Louis i Zayn) patrzyła na nas w osłupieniu. Ich miny- bezcenne. Byłam bardzo blisko wybuchnięcia śmiechem. Zerknęłam ukradkiem na Harolda, który był w podobnej sytuacji, tylko że on nie wytrzymał i już płakał ze śmiechu. Nie udało mi się powstrzymać i już po chwili robiłam to samo. Pozostali popatrzyli na nas i także zaczęli się śmiać. Napad głupawki przerwało nam pojawienie się Lenora. Wspominałam już że jej nienawidzę?
-Witaj Louis- brunetka podeszła do chłopaka i przywitała się z nim. Następnie złapała go za rękę i pociągnęła w stronę szkoły nie zaszczycając nas nawet spojrzeniem. Pf...
***
Ostatnią lekcją w planie był wf. Jak ja nienawidzę sportu -.- Zrezygnowana powlekłam się do szatni i w głupawym stroju weszłam na salę gimnastyczną. Okazało się że mamy grać w siatkówkę. I to jeszcze z chłopakami. Jak ja to przeżyję?! Na szczęście byłam w drużynie z Alex. Ona jest świetnym sportowcem. Mam nadzieję, że będzie mnie osłaniać, tak jak robi to zawsze. Spojrzałam na nią błagalnie. 'Nie martw się, damy radę' szepnęła mi bezgłośnie. I w taki oto sposób udało mi się przetrwać całą lekcję. Teraz pozostawało tylko jak najszybciej przebrać się z powrotem w moje ciuchy i udać się na zajęcia muzyczne prowadzone przez chłopaków. Dotarłam tam przed czasem, ale mimo wszystko byłam ostatnia. Jak ci ludzie to robią?! Kiedy już zajęłam moje stałe miejsce w ławce pod oknem, zajęcia się rozpoczęły.
-Dzisiaj mamy do omówienia ważną sprawę. Jak pewnie wiecie, lub nie wiecie, za tydzień w naszej szkole odbędzie się zbiórka pieniędzy na schronisko dla zwierząt. Dyrektorka postanowiła, że wszyscy uzdolnieni uczniowie mają występować. Wiemy już, że wystąpią dziewczyny z kółka tanecznego, teatrzyk szkolny i prawdopodobnie sportowcy też. I teraz zwracam się z prośbą do kilku z was, aby dołączyli się do występu. Kate, Rose, Meggie, Dyllan, co wy na to? - uśmiechnął się w naszą stronę. Wszyscy zgodnie pokiwaliśmy głowami. Ale ja miałam pomysł
-Tylko jeśli wy też wystąpicie- uśmiechnęłam się chytrze
-Nie wiemy czy Paul pozwoli, ale w sumie dlaczego nie- odezwał się Nialler
-Tak, masz rację. To świetny pomysł- poparł go Louis
-Rose zawsze ma świetne pomysły- prychnął Harry
A zaraz potem zadzwonił dzwonek oznajmujący że możemy iść już do domu.
***
Szłam szkolnym korytarzem kiedy poczułam że ktoś szarpie mnie za ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Eleanor.
-Czego chcesz? - niemalże warknęłam
-Chcę żebyś zostawiła mojego chłopaka w spokoju szmato. On jest mój!
-No chyba sobie kurwa jaja robisz. On jest moim przyjacielem. Nie będziesz mi mówiła co mam robić . -zdenerwowałam się
-hahahaha- zaśmiała się ironicznie- jeszcze się przekonamy dziwko
I odeszła zostawiając mnie w stanie totalnego osłupienia.
***
Przed szkołą czekała na mnie Alex. Podeszłam do niej i zaczęłyśmy kierować się w stronę mojego autka. Tam czekała na nas niespodzianka. Księżniczka Eleanor stała opierając się o maskę mojego cudeńka.
-Witajcie dziewczyny. Starałam się być miła, ale widzę że do was nic nie dociera. Czas więc pokazać na co mnie stać.- zaśmiała się złowieszczo
-O co ci chodzi?- zapytałam zdezorientowana
-O to że obie macie odpieprzyć się od mojego Louiska. On jest mój i tylko mój. Nie zwróci uwagi na żadną z was tak czy inaczej.
-Spierdalaj pojebany pustaku bo jak ci przypierdole to ta twoja wytapetowana buźka już nie będzie tak śliczna. Ciekawe czy wtedy też będziesz taka odważna- wrzeszczała Alex, ale brunetka tylko się zaśmiała. Wtedy moja przyjaciółka rzuciła się na nią i zaczęła okładać pięściami. Powstrzymałabym ją, no ale nie chciałam oberwać. A poza tym Lenorowi się należało. Bitwę, a właściwie bicie dziewczyny przerwała pani Thompson, nauczycielka od matmy.
-Pani pójdzie ze mną, panno Parker- zwróciła się do dziewczyny. Chciałam pomóc przyjaciółce, ale mordercze spojrzenie nauczycielki mnie powstrzymało. Na szczęście w jej obronie stanął nie kto inny jak... Louis Tomlinson, chłopak który pozornie nienawidził Alex. I chyba z wzajemnością. Tak mi się przynajmniej wydawało. Aż do teraz.
-Pani Thompson, a może zapomnimy o tej sprawie? Przecież to był jej pierwszy wybryk- uśmiechnął się słodko w stronę nauczycielki.
-Louis, wiesz bardzo dobrze że nie mogę tak tego zostawić. Aleksandra pobiła koleżankę- próbowała bronić swojego zdania kobieta
-Przypominam, że w stosunku do nas jest pani bardzo wyrozumiała. Dlaczego dla tej dziewczyny nie może pani zrobić wyjątku i potraktować jej trochę łagodniej?
-No dobrze. Ale nikomu ani słowa- zmiękła nauczycielka
-Dziękujemy, pani Thompson- wyszczerzył się chopak
-Nie denerwuj mnie Tomlinson- zaśmiała się i wróciła do szkoły
Alex stała w miejscu i wielkimi oczami gapiła się na Lou. Tymczasem Eleanor cała czerwona z wściekłości i posiniaczona wydarła się na biednego chłopaka
-Co ty odpierdalasz?! Ta idiotka chciała mnie zabić a ty jeszcze jej bronisz? Co ty sobie myślisz? Im ona dla ciebie jest?!
-Eleanor, uspokój się. Alex jest moją przyjaciółką i nie mogłem pozwolić żeby wyleciała ze szkoły- tłumaczył się brunet
-Mimo wszystko nie podoba mi się to. Wybieraj: Ona, albo ja- wrzasnęła
I wtedy nie wytrzymałam
-Co ty sobie kurwa wyobrażasz?! Każesz mu wybierać między tobą a przyjaciółmi?! To już jest naprawdę pojebane!
-Rose, spokojnie- złapał mnie za ramię Louis
-Eleanor, ty żartujesz, prawda?- zwrócił się tym razem w stronę brunetki
-Nie Lou, nie żartuję. Wybieraj. TERAZ- wysyczała przez zaciśnięte zęby
-Gdybyś naprawdę mnie kochała nie kazałabyś mi wybierać. Mam prawo spotykać się z przyjaciółmi a tobie nic do tego - warknął
-Świetnie! Więc spierdalaj do tych swoich pojebanych przyjaciół! - wrzasnęła i oddaliła się w stronę swojego samochodu.
-Lou... - zaczęłam
-Nic nie mów Rose. To i tak by się kiedyś wydarzyło- westchnął chłopak i też się oddalił. Pociągnęłam Alex za rękaw (cały czas stała z wielkimi oczami) i wsiadłyśmy do samochodu. Przez całą drogę żadna z nas się nie odezwała. Pod moim domem rozeszłyśmy się w milczeniu. Wpadłam do mojego pokoju i nawet się nie przebierając rzuciłam się na łóżko, po czym zasnęłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest 9 rozdział. Przepraszam że taki krótki i beznadziejny. I do tego z dużym opóźnieniem. Na swoje usprawiedliwienie nie mam nic, poza klasycznym brakiem weny. Mam nadzieję, że zrozumiecie. A wam jak podoba się rozdział? Macie jakieś propozycje na dalszy rozwój wydarzeń? ~Szoko