Oczami Alex
Że niby co?On mnie obronił?On?Sławny Louis Tomlinson broni Alexandre Parker,znienawidzoną przez niego dziewczynę.To się w głowie nie mieści.Nie wytrzymałam sama w tym domu,więc szybkim krokiem udałam się do sąsiadów obok.Bez pukania weszłam do środka.
-Gdzie Tomlinson?-zapytałam,widząc Harrego,Niall'a i Liama siedzących na kanapie
-U siebie w pokoju.A coś się stało?-zapytał Styles
-Wszystko w najlepszym porządku.-odpowiedziałam i udałam się na piętro.Oczywiście nie pukając weszłam do jego sypialni.Leżał sobie spokojnie na łóżku.
-Przyszłaś dziękować?-zapytał,uśmiechając się
-Nie.Przyszłam cie opieprzyć.Jak mogłeś powiedzieć,że jestem twoją przyjaciółką?Ja ciebie nawet nie lubię.Po jaką cholerę broniłeś mnie przed Thompson?Myślałeś,że po tym będę ci wdzięczna do końca życia?Że zostaniemy najlepszymi przyjaciółmi pod słońcem?Otóż nie.Już wiele razy wylatywałam ze szkół i zdążyłam się do tego przyzwyczaić.Spójrz na to z innej strony.Mnie by już nie było w twojej klasie,a ty byłbyś szczęśliwy ze swoim Lenorem.-chłopakowi zrzedła mina-Odpowiedz mi na jedno pytanie.Po jaką cholerę mnie broniłeś?
-Po taką,że cię nienawidzę.!-wydarł się
-Jakbyś mnie nienawidził to chyba byś się cieszył,że mnie wywalili.!
-Nienawidzę cie!Ale nie mogę żyć bez ciebie.Kiedy byłem z Eleanor myślałem o tobie.Nie mogę żyć bez tych naszych kłótni,przekomarzań sie,a nawet przedrzeźniania.Rozumiesz?-brunet podniósł się
-Ja cie nienawidzę,ty mnie nienawidzisz.To jakim cudem nie możesz beze mnie żyć?Zastanów się co ty mówisz!
-Mówię to co czuję kiedy cię nie ma!-podszedł do mnie niebezpiecznie blisko
-Myślisz,że teraz cię pocałuję?
-Taką mam nadzieję.-szepnął
-To się grubo mylisz.-mocno go odepchnęłam,dzięki czemu upadł na podłogę-Nigdy nie będziemy przyjaciółmi.Zapamiętaj to sobie.-wyszłam i mocno trzasnęłam drzwiami.Zeszłam na dół,a tam ujrzałam policjantów.
-Panna Parker?-zapytał jeden
-Tak to ja.-odpowiedziałam
-Bardzo nam przykro,ale firma pani ojca stanęła w płomieniach dziś po południu.Wszystko spłonęło.
-Czyli,że...mój tata.....Gdzie jest mój tata?-zapytałam jąkając się
-Przykro nam,ale nikt nie przeżył.-i to był dla mnie najmocniejszy cios w serce w tym dniu.W oczach miałam łzy.Najważniejsza osoba w moim pojebanym życiu odeszła.Zostawiła mnie samą na tym popieprzonym świecie.
-To niemożliwe.-szepnęłam
-Alex,przykro nam.-Malik objął mnie od tyłu
-Puść mnie!!-krzyknęłam
-W twoich snach.-odpowiedział zachrypniętym głosem i wciągnął mnie-Oszalałaś do reszty?
-Jestem Thomas Smith.-wyciągnął do mnie dłoń
-Jak?Tom?-zapytałam przerażona
-Tak.Coś nie tak z moim imieniem?
-Nie,nie.Po prostu miałam kiedyś przyjaciela,który też miał takie imię.Z resztą nie ważne.Jestem Alexandra Parker,ale wszyscy mówią do mnie Alex.-uścisnęłam jego dłoń
-To teraz mi wytłumacz dlaczego chciałaś się zabić.
-Muszę?-zapytałam
-Tak.-odpowiedział stanowczo,więc zaczęłam opowiadać całą historię
-To mówisz,że umiesz tańczyć?-zapytał po mojej długiej przemowie
-Tylko to zapamiętałeś z mojej wypowiedzi?
-Chyba lepiej jest rozmawiać na przyjemne tematy zamiast o czymś co zmusza cię do płaczu.
-Racja.A więc,tak.Tak tańczę.
-To pokaż.
-Ale pada deszcz.
-To chodźmy do twojego domu.
-Ok.-bardzo szybko dotarliśmy do mojego domu.Zaprowadziłam go do pokoju,w którym jedna ze ścian była pokryta lustrami
-Wow.Nie wiedziałem,że masz własną salę do robienia prób.-skomentował Smith-No,tańcz.-uśmiechnął się do mnie.Jak powiedział,tak zrobiłam.Zatańczyłam mu kawałek mojego nowego układu,a kiedy skończyłam na jego twarzy zagościł jeszcze większy uśmiech.-Jestem twoim fanem.Moja królowo powiedz co mogę dla ciebie zrobić.-Napić się ze mną.-odpowiedziałam bez namysłu-Chcesz herbaty czy coś mocniejszego?
-Mocniejszego.
-Ok,zaraz coś znajdziemy.A ty idź do mojej sypialni.Drzwi na przeciwko.-powiedziałam i wyszłam z pokoju.Powędrowałam do mini biura taty.Podeszłam do barku i wyciągnęłam butelkę z napisem Jack Daniels.Z uśmiechem poszłam do mojej sypialni.
-Skąd masz taką zajebistą przepaskę z kokardką?-zapytał z zachwytem Tom
-Dostałam od przyjaciółki na urodziny.-odpowiedziałam,śmiejąc się -Zabieram ją do siebie.-O nie,nie,nie.Ona zostaje ze mną.I koniec rozmowy.
-Co przyniosłaś ciekawego?-zapytał patrząc na butelkę
-Jack Daniels.Zawsze wykradałam tacie alkohol z barku.Oczywiście nigdy się niczego nie domyślił.-oznajmiłam,siadając obok łózka i oparłam się o nie.-Zapomniałam o szklankach.
-Pieprzyć szklanki.Będziemy pić z gwinta.-chłopak machnął ręką i usiadł koło mnie-Ja pierwszy!
-Ja druga!-nagle usłyszeliśmy szczekanie psa
-A ty będziesz trzeci!-zawołał Smith,wskazując palcem na labladora
-Głuptasie,trzeba wyjść z Chucky'im na spacer.
-Spacer?Chucky?Głuptasie?
-Później się napijemy...
-Chociaż jeden łyczek?-zapytał robiąc maślane oczy
-Jeden.-brunet napił się pierwszy,ja druga i wyszliśmy z pieskiem na spacer.Chodziliśmy po parku chyba z godzinę.Oczywiście musieliśmy na kogoś wpaść.Tym kimś okazał się Louis.Spojrzał srogo na mnie,a potem zmierzył wzrokiem Toma.
-Zayn się martwi.-rzucił,nie okazując przy tym żadnych emocji i poszedł dalej
-Zayn?Mam być zazdrosny?-Smith uśmiechnął się złośliwie
-Nie masz takiego powodu.To tylko przyjaciel.
-A ten tu?-chłopak odwrócił głowę i wskazał na Tomlinsona
-Wróg numer 1.-zaśmiałam się złowieszczo
-Nic się nie zmieniłaś.-szepnął,ale na tyle głośno,że dosłyszałam
-Zmieniłaś?Co ty,śledziłeś mnie w przeszłości?-zapytałam poważniejszym głosem
-Przecież znamy sie od dawna.Byłem twoją pierwszą miłością.
-Co ty pieprzysz?Przecież Tom nie...-urwałam
-No,dokończ.
-Nie....nie żyje.-zwiesiłam głowę
-Dlaczego to ukrywałaś?!Nikomu o tym nie powiedziałaś!
-Byłam mała,spanikowałam.....A tak w ogóle to nie wiesz co się w tedy stało,więc się nie wtrącaj!
-Właśnie,że wiem!To ja!Twój kochany Tommy!Przeżyłem!Zadowolona?-wydarł się
-Co?-szepnęłam-To niemożliwe...Ale jak?
-Znalazła mnie jakaś starsza kobieta i zabrała do szpitala.Kiedy jej mówiłem,że chcę wrócić do domu to zawsze rzucała rzeczami o podłogę i darła się w niebo głosy.Nie mogłem stamtąd uciec.Już nigdy więcej nie zobaczyłem rodziców...-usiadł na ławce-Rozumiesz?Potem zacząłem cię szukać i...znalazłem.Tylko ty zostałaś jedyną bliską mi osobą.
-Tom ja....nie zdawałam sobie z tego sprawy.Przepraszam.-usiadłam obok i wtuliłam się w jego tors
-Nie masz za co przepraszać.-pocałował mnie w czoło-No...to na mnie już czas.Muszę kupić jakieś mieszkanie i poszukać pracy.-zaczął wstawać
-Nie!-złapałam go za rękę-Ja mam wolny dom.Przecież nie pozwolę ci się szlajać po ulicach.Jesteśmy nadal przyjaciółmi,prawda?
-Tak.A ja nadal cię pociągam,prawda?-uderzyła go w ramię
-Nic się nie zmieniłeś!-krzyknęłam i wskoczyłam mu na barana.
***
-Alex!-krzyknął Malik,kiedy weszłam do jego sypialni i mocno mnie przytulił
-Żyję,jak widzisz.-chłopak puścił mnie i dopiero teraz zobaczyłam jak ma urządzony pokój-Wow,Malik.Nic nie mówiłeś,że malujesz spray'em po ścianach.-skomentowałam widząc rysunki na ścianach-Musisz zrobić takie arcydzieło u mnie w sypialni.
-Pewnie.Kiedy tylko chcesz.-zaśmiał się
-Alex,robimy kolację.Chcesz zostać?-zapytał Harry wychylając głowę zza drzwi
-A Tomlinson też będzie?
-Tak.
-Żegnajcie.-machnęłam ręką i zaczęłam wychodzić z pokoju
-A co?Pokłóciłaś się z nim?-Styles nie odpuszczał i szedł za mną
-Przecież my zawsze jesteśmy pokłóceni.Jesteśmy WROGAMI.-ostatnie słowa powiedziałam głośnie,aby wszyscy usłyszeli i wyszłam z domu sąsiadów.
_________________________________________________
Wow...jaka mnie wena wzięła.Mam nadzieję,że nie za długie?:P
Next będzie od Szoko.~Juls :D
